Dzisiaj jest
Szkoła – usługodawca dla rodziny
Information
02 kwiecień 2019 - FORUM SZKOLNE

Wychowanie dzieci jest wyłącznie domeną rodziców. To nasze niezbywalne prawo (ale też obowiązek). Tak ważne, że jego gwarancja znalazła się w najważniejszym akcie prawnym Rzeczypospolitej Polskiej – w Konstytucji. Czyli najważniejszy akt prawny (art. 48) potwierdza, że wychowanie naszych dzieci zależy wyłącznie od nas. Innymi słowy, to my rodzice decydujemy, co, jak i kiedy chcemy przekazywać naszym dzieciom. To my decydujemy, jakie wartości im przekażemy w procesie wychowania i w jakim czasie. To my znamy nasze dzieci najlepiej i to my wiemy, czego i kiedy potrzebują.

 

Nikt inny, ani żadna instytucja, ani nawet państwo nie mają prawa wychowywania naszych dzieci. I instytucje, i państwo pełnią rolę służebną względem nas, rodziców. Mogą pomóc nam wychowywać nasze dzieci, ale nie mogą nas zastąpić. Nie mogą ingerować – szczególnie bez naszej wiedzy i zgody. Ingerencja (interwencja) uzasadniona jest wyłącznie w ściśle określonych warunkach, czyli kiedy rodzina nie spełnia swojej roli (a to są sytuacje - wbrew pozorom i medialnym doniesieniom - marginalne). Nie będziemy się jednak w tym miejscu zajmować patologiami (są do tego powołane odpowiednie organy, które mogą nawet stosować kodeks karny) – my mówimy o zwyczajnych wydolnych wychowawczo rodzicach i ich dzieciach. Czyli o zdecydowanej większości polskich rodziców – o nas samych. Jeśli zatem jakakolwiek instytucja ingeruje w zwyczajną, zdrową rodzinę, np. w proces wychowawczy, staje się instytucją opresywną, przed którą trzeba się bronić.

 

Zastanówmy się zatem, jaki jest nasz stosunek do instytucji, do których posyłamy nasze dzieci? Jaką postawę przybieramy w kontakcie ze szkołą czy przedszkolem? Traktujemy je jak instytucje, które świadczą nam usługi i od których mamy wymagać i sprawdzać jakość wykonanej usługi? Czy wręcz przeciwnie – pozwalamy stawiać się na baczność i klarować nam, jacy to jesteśmy niedoskonali jako rodzice i ile jeszcze umiejętności i wiedzy musimy zdobyć, żeby „dorosnąć” do bycia rodzicem? Może zupełnie oddaliśmy już wychowanie naszych dzieci specjalistom ze szkół i przedszkoli, bo „oni mają wykształcenie w tym kierunku” i „wiedzą lepiej”?

 

A może doskonale wiemy, że źródłosłów słowa „wychowanie” nie przez przypadek jest taki sam, jak słowa „chowanie”?  Tak, właśnie: „chowanie”! I zadaniem nas, rodziców jest, ni mniej ni więcej, tylko „chowanie” naszych dzieci przed światem, zanim będą gotowe, żeby do niego samodzielnie wejść. Tak było od zarania dziejów. Zanim jeszcze pojawiło się państwo. Przez dziesiątki pokoleń, to rodzice byli wyłącznie odpowiedzialni za swoje dzieci, to oni je chronili, wychowywali i wypuszczali w świat, kiedy uznali, że są gotowe. To niezbywalne prawo rodziców. I nie zmieniło się tylko dlatego, że w dziejach ludzkości pojawiła się państwowość, a później „przymus szkolny” (nota bene po raz pierwszy wprowadzony na początku  XIX w. w Prusach i to raczej nie dla dobra dzieci, ale zdaje się, że w celu szkolenia lepszych rekrutów...).

 

Czy to znaczy, że szkoła jest „zła”? Nie! Żadną miarą nie umniejszamy jej roli, znaczenia i jej niezwykle ważnej pozycji. Mówimy tylko, że to instytucja, która ma wobec nas, rodziców, służebną rolę i którą my, rodzice, musimy kontrolować (szczególnie programy profilaktyczno-wychowawcze). I może się zajmować wychowywaniem naszych dzieci tylko o tyle, o ile jej na to pozwolimy. I w granicach, które my sami wyznaczymy. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to jako instytucja (dotyczy to także przedszkoli) przejmie naszą rolę: zacznie wychowywać nasze dzieci. I już nie będziemy mieli na to wpływu. Nie będziemy wiedzieli, co i jak zostanie naszym dzieciom przekazane i czy to będą na pewno te treści, które sami byśmy im przekazali. Co ważniejsze, nie będziemy wiedzieli kto te treści będzie przekazywał i jaki cel będzie mu przyświecał. Bo każde wychowanie ma (a przynajmniej powinno mieć) jakiś cel. Cel, do którego wychowujemy nasze dzieci. Jeśli nie określimy go sami i nie będziemy mieli nad nim pieczy, to zrobią to za nas inni. Ale wówczas nie będziemy już mieć pewności, czy będzie to dla dobra naszych dzieci.

 

Dlatego w tym miejscu będziemy przypominać o prawach nas, rodziców także w placówkach wychowawczych i oświatowych. Mówić o zagrożeniach (szczególnie ze strony nowych ideologii), które mniej lub bardziej otwarcie wchodzą do polskich szkół i przedszkoli. Pokazywać, w jaki sposób ochronić nasze dzieci, jeśli jakakolwiek instytucja czy państwo stałyby się opresywne w stosunku do naszych pociech lub nas jako rodziców.

 

Bo nie jesteśmy bezbronni, nie możemy więc być bezradni, ani tym bardziej obojętni. Czyż  „chowanie” naszych dzieci nie tego właśnie od nas wymaga?