Dzisiaj jest

dr hab. Jakub imagesRozmowa z drem hab. JAKUBEM ISAŃSKIM – socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu

 
Jakie jest prawdopodobieństwo, że nasze dzieci kiedy dorosną wyjadą za granicę na stałe?
Prawdopodobieństwo jest niepokojąco duże. Z badań wynika, że 1/5 aktywnych zawodowo Polaków była za granicą w celach zarobkowych. W najmłodszej grupie wiekowej, a więc między 18 a 25 rokiem życia za granicą w celach niezwiązanych z wypoczynkiem było niemal dwukrotnie więcej. Wśród młodych ludzi w tej chwili niezwykła jest sytuacja, w której ktoś nie ma za sobą dłuższego pobytu za granicą. Kiedyś młodzi ludzie wyjeżdżali do większych miast położonych na ogół najbliżej swojej miejscowości. Dziś tym kierunkiem są miasta leżące za granicą.
 
Wyjechać na trochę, poznać świat, popracować i wrócić nie wydaje się być najgorszym scenariuszem. Może być drogą rozwoju osobistego, nauki życiowej, zdobywania doświadczeń…
Wszystko zależy od czasu trwania wyjazdu. Ponadto z czasem pojawia się tzw. pułapka migracyjna - okazuje się, że z jednej strony jest możliwość zarobienia pieniędzy większych niż w Polsce, z drugiej zaś - ten czas został w pewnym sensie zmarnowany, ponieważ nie nastąpił rozwój kariery, pozycja zawodowa się nie zmieniła, zatem nie ma rozwoju, o którym myśli większość młodych ludzi decydujących się na wyjazd.
 
I co wtedy? Powrót do kraju czy wręcz przeciwnie?
Wówczas radykalnie spada skala powrotów. Oczywiście nie da się tego policzyć dokładnie, bo nikt tego nie rejestruje, ale takie są dane szacunkowe. Po piątym roku na emigracji bardzo już trudno wrócić na stałe do kraju. Oderwanie od polskiego środowiska jest już tak duże, od polskiej kultury, a nawet religijności, że powroty na stałe są raczej wyjątkiem niż regułą.
 
Czyli mamy sytuację, że młodzi aktywni ludzie wyjeżdżają za granicę, tam się nie rozwijają, nie wykorzystują swoich możliwości, talentów, a mimo to nie wracają, choć w Polsce mieliby o wiele większe możliwości rozwoju, kariery?
Tak. Powstało nawet takie pojęcie, jak „marnotrawstwo mózgów”. Młodzi ludzie z potencjałem albo nie kończą studiów na emigracji, albo nie nostryfikują polskich dyplomów. Wielokrotnie pracują na stanowiskach o wiele niższych niż ich wykształcenie czy kwalifikacje, ponieważ w miejscach, do których wyemigrowali jest głównie zapotrzebowanie na pracowników niższego szczebla. Trudno wtedy o zaspokojenie aspiracji zawodowego awansu i udanej kariery.
 
Możemy mówić o ich degradacji społecznej?
To z jednej strony degradacja społeczna konkretnych osób, ale z drugiej strony „drenaż mózgów”, jeśli chodzi o nasze społeczeństwo. I wszyscy ponosimy tego konsekwencje, bo ci, którzy mogliby mieć wkład w rozwój polskich społeczności lokalnych, na emigracji marnują swoje talenty. Tracimy kapitał ludzki.
 
A czy nie jest tak, że w ostatnim czasie można jednak zaobserwować, że Polacy mniej chętnie emigrują i że powrotów jest więcej?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, choć dane szacunkowe na to wskazują. Na pewno jest tak, że Polacy w Wielkiej Brytanii w związku z brexitem mają poczucie niepewności i braku stabilizacji (coś co zmusiło ich do wyjazdu z Polski może teraz stać się jednym z czynników skłaniających ich do powrotu).
 
Niewykluczone więc, że niektórzy w związku z tym zdecydują się na powrót, w tym być może rodziny z dziećmi, które już tam się urodziły. Na jakie trudności mogą napotkać po powrocie?
Jeśli dzieci są w wieku szkolnym, to pierwszym problemem będzie szkoła. Z jednej strony nieprzystające systemy edukacji w poszczególnych krajach, z drugiej - bariera językowa (niezbyt dużo dzieci emigrantów włada biegle językiem polskim w mowie i piśmie). Pojawi się też bariera kulturowa.
 
A tożsamościowa? Czy dzieci emigrantów czują się Polakami?
W wielu przypadkach drugie pokolenie adaptuje się tak dobrze do miejsca, w którym się wychowało, że nie tylko nie chce mówić w języku polskim, ale także nie widzi potrzeby utrzymywania kontaktu z krajem pochodzenia rodziców. Ich tożsamość kulturowa jest już inna, choć często w ogóle nie mają poczucia związku z jakimkolwiek krajem. Szczególnie wówczas, kiedy małżeństwa są mieszane i tylko jedno z rodziców jest Polakiem.
 
Demografowie i ekonomiści biją na alarm, że w Polsce potrzebujemy więcej dzieci, bo zaczynamy ponosić poważne konsekwencje zapaści demograficznej, także jeśli chodzi o gospodarkę, czy w tym kontekście dzieci emigrantów są dla nas „stracone”?
Z punktu widzenia struktury demograficznej może tak, ale biorąc pod uwagę inne aspekty strata nie musi być aż tak dotkliwa. Jest wiele przypadków, kiedy emigranci w drugim pokoleniu (i kolejnych), stają się prawdziwymi ambasadorami Polski w krajach, w których mieszkają.

 

rozmawiała

Małgorzata Tadrzak-Mazurek

 

 

dr hab. Jakub Isański – socjolog, pracownik naukowy w Zakładzie Socjologii Kultury i Cywilizacji Współczesnej Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W badaniach zajmuje się socjologią kultury, socjologią migracji, ruchliwością społeczną i współczesnym społeczeństwem polskim. Prywatnie mąż i ojciec trzech córek.