Dzisiaj jest
Nowa utopia
Information
04 kwiecień 2019 - ZAGROŻENIA
Nie ulega wątpliwości, że na naszych oczach toczy się jakiś rodzaj walki o „rząd dusz”. Szczególnie o „rząd dusz” naszych dzieci. Ścierają się przeciwstawne wizje świata, wartości, rodziny, kobiecości, męskości… Niektórzy mówią o wojnie ideologicznej, inni o walce o władzę, neomarksizmie, który przybrał oblicze gender, czy o urzeczywistniającym się na naszych oczach - zapowiedzianym przez rewolucję seksualną lat 60. ubiegłego wieku – „długim marszu przez instytucje” (czyli opanowaniem ważnych instytucji przez osoby, które będą realizowały postulaty rewolucji seksualnej).

 

Jakkolwiek by to nazwać, jakąkolwiek by zastosować definicję, faktem jest, że jesteśmy świadkami podważania wartości, które towarzyszyły nam niemalże od początku istnienia naszej państwowości, które w dużej mierze wynikają z prawa naturalnego i są podstawą naszego wspólnotowego istnienia. Kwestionowana jest wartość życia od poczęcia do naturalnej śmierci, wartość rodziny, macierzyństwa, ojcostwa, więzi rodzinnych, tożsamości płciowej wynikającej z biologii. W zamian oferowana jest wizja świata „równości” i „tolerancji”, gdzie mężczyzna i kobieta są sobie „równi”, a płeć jest kwestią kulturową. Przy czym „równi” znaczy „dokładnie tacy sami”; a nie „tak samo ważni, ale ubogacający się swoją różnością”; a „tolerancja” oznacza „zupełną akceptację” a nie „znoszenie”. Innymi słowy, mówiąc wprost: podcinamy gałąź, na której siedzimy, czego negatywne skutki będą widoczne (niektóre już są) w sferze demograficznej, gospodarczej, politycznej, zdrowotnej, kulturowej... 

 

Ale co najgorsze, na linii ognia znalazły się nasze dzieci. To o nie głównie toczy się gra, bo nasze pokolenie wydaje się być w dużej mierze „stracone” dla „nowej wizji świata”. Dodać warto: utopijnej (dlatego tak niebezpiecznej) wizji. Ale nasze dzieci można przecież próbować kształtować. To dlatego ostatnimi czasy w wielu szkołach pojawiły się zajęcia (często finansowane przez samorządy), które mają nasze dzieci w tym względzie „wychowywać”. „Dwie podstawowe kategorie tego rodzaju warsztatów – można przeczytać w broszurze opracowanej przez Ordo Iuris „Chrońmy dzieci!” - to, po pierwsze, permisywna, wulgarna edukacja seksualna (…). Drugi rodzaj zajęć to tzw. „edukacja antydyskryminacyjna”. Pod niewinnie brzmiącą nazwą  przekazywane są treści osadzone w ideologii gender, która stanowi fundamentalny element tego programu. Dość wspomnieć, że warunkiem uzyskania statusu certyfikowanego trenera edukacji antydyskryminacyjnej jest ukończenie „warsztatu lub treningu genderowego”. Podczas takich zajęć: perswaduje się uczniom, że płeć, rodzicielstwo i rodzina mogą być dowolnie kształtowane – „zmieniane” i „korygowane” (to o płci) czy kreowane (jak w przypadku rodzicielstwa „dwóch mam”); twierdzi się, że „na świecie jest więcej opcji płci niż tylko kobieta i mężczyzna”, „tolerancję” definiuje się jako postawę pełnej akceptacji dla dewiacji; „równość” prezentuje się w kategoriach relatywizmu moralnego, oceniając jako równe wszystkie postawy i style życia, w tym związki „otwarte”, tj. godzące się na wzajemne zdrady. W krajach, w których regularnie prowadzi się powyższe zajęcia, odnotowuje się: wyższy niż w Polsce wskaźnik występowania chorób przenoszonych drogą płciową, wyższy wskaźnik zakażeń HIV i zachorowań na AIDS, większą liczbę ciąż wśród nastolatek i liczbę aborcji w tejże grupie.”

 

Nie ulega zatem wątpliwości, że to krzywda dla naszych dzieci. Czy możemy coś zrobić? Tak, po pierwsze otworzyć oczy; po wtóre informować; po trzecie działać. I to razem.