Nie od dziś wiadomo, że edukacja dzieci i młodzieży kształtuje nie tylko ich wiedzę, ale i postawy wobec świata. Na nauczycielach i szkolnej administracji spoczywa zatem wielka odpowiedzialność za uformowanie młodych ludzi w pierwszym okresie ich społecznej aktywności. Dopóki wszystkie zainteresowane strony akceptują ustalone zasady, dopóty procesy edukacyjno-wychowawcze nie napotykają większych przeszkód. Kiedy jednak dochodzi do rażącego złamania kardynalnych zasad tego porozumienia społecznego, na przykład w przypadku wprowadzenia opresyjnego prawa lub konkretnych przepisów, może to zaowocować obywatelskim nieposłuszeństwem. Dochodziło do niego w przeszłości, może też dojść w dzisiejszych czasach. Przepisy, na które nie ma zgody większości obywateli, nie mają szans na funkcjonowanie.

Spory o kształt edukacji

Od czasu do czasu dochodzi do podejmowania decyzji, wdrażanych mimo braku społecznej akceptacji. Tak było w przypadku obowiązku szkolnego sześciolatków, gdy początkowy przymus ustawowy wobec licznych protestów zamieniono na dobrowolną decyzję rodziców. Wcześniej, za czasów PRL-u, gorąco spierano się o krzyże w salach szkolnych oraz o lekcje religii w szkołach, zarówno wtedy, kiedy je stamtąd usuwano, jak i potem, kiedy je przywracano.
Natomiast od dłuższego czasu emocje społeczne koncentrują się na zmianach w obszarze edukacji, wprowadzanych wraz z nową podstawą programową przez rząd, utworzony po wyborach w 2023 r. Protesty zanotowano wobec zmian w nauczaniu historii i języka polskiego (wykreślenie znaczących faktów i bohaterów polskiej historii, redukcja kanonu lektur), a najnowszy spór dotyczy przedmiotu edukacja zdrowotna (zastąpił on wcześniejsze wychowanie do życia w rodzinie – WDŻ).
Pomyślana jako obowiązkowa, na skutek sporów w koalicji rządowej został wprowadzony 1 września 2025 r. jako przedmiot dobrowolny. Spotkał się z bojkotem uczniów i rodziców, a większość dzieci i młodzieży na lekcje z tego przedmiotu nie uczęszcza.

fot/ elach, Warszawa Protest rodziców i nauczycieli
fot. elach, Protest rodziców i nauczycieli w Warszawie, wrzesień 2025 r.

Ideologia zastępująca naukę

Program przedmiotu przewiduje omówienie wielu tematów z zakresu zdrowia psychicznego i fizycznego, bezpiecznych zachowań, radzenia sobie z kryzysami, powszechnego dostępu do sieci i portali społecznościowych itp., w sumie 11 zagadnień tematycznych.
Największe wątpliwości i emocje wzbudza przedstawianie tematów związanych z ludzką seksualnością, relacjami w rodzinie i zdrowiem psychicznym oraz tematykę społeczną i środowiskową. Chodzi o wysoki stopień zideologizowania tych zagadnień w duchu lewicowym, często wypaczającym i negującym rzetelne badania naukowe oraz zbyt nachalnie wkraczających w sfery intymności i prywatności dzieci i młodzieży.
Prymat ideologii nad nauką jest dziś zjawiskiem powszechnym i groźnym, zwłaszcza kiedy badacze wykonują zadania na rzecz i za pieniądze podmiotów, zainteresowanych konkretnymi wynikami.
Ma to miejsce również w obszarze edukacji, zważywszy na bardzo upolitycznione kierownictwo obecnego Ministerstwa Edukacji Narodowej o silnej afiliacji lewicowej i podążające za wytycznymi tzw. Europejskiego Obszaru Edukacji (tekst na ten temat „Bruksela przejmuje edukację? Co oznacza wprowadzenie Europejskiego Obszaru Edukacji?" ukazał się na łamach PFR w lutym 2025 roku [KLIKNIJ ABY PRZECZYTAĆ]

Eksperci na polityczne zamówienie

Standardem stało się uzasadnianie podejmowanych decyzji wynikami badań naukowych, jednak zamawiane ekspertyzy wykonują często naukowcy tak dobrani, by reprezentowali spojrzenie bliskie ideologicznie zleceniodawcom tych badań. Zjawisko to dało o sobie znać w przypadku ekspertyz prawnych, wykonywanych po 2023 r. dla Ministerstwa Sprawiedliwości. Długo i daleko szukano osób z tytułami naukowymi, które zechciałby firmować karkołomne decyzje wymiaru sprawiedliwości (do niektórych „ekspertyz" nikt potem nie chciał się przyznać). Wcześniej spory wywoływali eksperci medyczni, wypowiadający się na temat pandemii. Do dziś procesy sądowe mają lekarze, którzy ośmielili się mieć inne od oficjalnie obowiązującego wtedy stanowiska władz.
Podobnie jest w edukacji. Opinie i ekspertyzy przygotowywana są pod z góry założone tezy. Mają one od strony eksperckiej uzasadniać i popierać przyjęte rozwiązania.

Edukacja i nauka poza głównym polem zainteresowań

Znamienne, że zarówno ministerstwo edukacji jak i ministerstwo nauki oddane zostały przedstawicielom lewicowych ugrupowań koalicji rządzącej z bardzo niewielkim poparciem społecznym. Można więc odnieść wrażenie, że te obszary nie interesują obecnej władzy – im mniejszy koalicjant, tym mniej znaczące resorty i stanowiska przydziela mu się w tzw. rozdaniu rządowym.
W efekcie nieudany plan MEN – wprowadzenia edukacji zdrowotnej jako przedmiotu obowiązkowego – nie kończy działań, polegających na nowych próbach wprowadzania praw i przepisów wbrew większości opinii społecznej, co rodzi bunt i sprzeciw oraz protesty i szeroką dyskusję, na ile władza może ignorować opinię publiczną.

Społeczna niezgoda na łamanie swobód i praw obywatelskich sprzed 125 lat

Warto przywołać w tym kontekście znany z historii protest uczniów szkoły katolickiej i ich rodziców we Wrześni w 1901 r. wobec wprowadzonego przez pruskie władze zaborcze obowiązku nauki religii w języku niemieckim. Nie chodzi tu o porównywanie obecnych władz do zaborców (choć w odczuciu społecznym Polska scedowała zbyt wiele swoich kompetencji organom Unii Europejskiej, tracąc w ten sposób znaczną część suwerenności), a raczej o ukazanie przyczyn i skutków społecznego procesu niezgody na łamanie swobód i praw obywatelskich, stanowiących kategorię nadrzędną wobec urzędniczych przepisów. Obywatelskie nieposłuszeństwo i niezgoda na wdrażanie opresyjnych przepisów okupione zostało represjami i cierpieniem protestujących.

fot. via Biały Kruk/Fronda.pl, Dzieci wrzesińskie, germanizacja fot. via Biały Kruk, Fronda.pl

Cała sprawa rozpoczęła się z chwilą wprowadzenia przez władze regencji poznańskiej (podporządkowanej II Rzeszy Niemieckiej – Cesarstwu Niemieckiemu) w 1900 r. obowiązku nauczania religii w języku niemieckim w dwóch ostatnich klasach szkół podstawowych, co miało na celu – zgodnie z programem germanizacji, uosabianym przez niesławnej pamięci Związek Popierania Niemczyzny w Marchiach Wschodnich, później przemianowany na Niemiecki Związek Marchii Wschodniej, znany bardziej pod nazwą Hakata – docelowe całkowite usunięcie języka polskiego ze szkół zaboru pruskiego (religia była ostatnim przedmiotem, którego nauka odbywała się po polsku). Było to niezgodne z zapisami Konstytucji Wielkiego Księstwa Poznańskiego z 1815 r., zapewniającej językowi polskiemu równe traktowanie z niemieckim.
Podobne próby władze zaborcze podejmowały już wcześniej, jednak wobec sprzeciwu i protestów polskich uczniów (m.in. w Jarocinie) nie zakończyły się one pełnym sukcesem niemieckiej administracji.

Kara chłosty za sprzeciw

Rok szkolny w systemie ówczesnego państwa niemieckiego rozpoczynał się w kwietniu. Nauczyciele zaczęli więc wprowadzać zarządzenie władz, które dodatkowo oferowały uczniom darmowy katechizm w języku niemieckim. Spowodowało to opór i rodziców i uczniów, którzy oddawali niemieckie katechizmy i odmawiali używania na katechezie języka niemieckiego. Również polscy księża katoliccy oraz nauczyciele byli zbulwersowani wprowadzonymi przepisami. Ponieważ w szkołach stosowano kary chłosty, wrastało napięcie społeczne, m.in. we Wrześni, w której 15 maja 1901 r. pojawili się polscy posłowie do Reichstagu, w swoich wystąpieniach popierający protestujących mieszkańców. Niemniej namawiali ich do obrony swoich praw w sposób legalny.
To właśnie w Katolickiej Szkole Ludowej we Wrześni miał miejsce najostrzejszy, choć nie jedyny, protest uczniów i rodziców. Został wywołany brutalnymi karami: bicia uczniów przez nauczycieli po pośladkach (chłopców) i po rękach (dziewczynki). Początkowo rodzice i dzieci prosili o zaniechanie używania języka niemieckiego na lekcjach religii, zwłaszcza odmawiania modlitw w tym języku, a rodzice zwracali się o niestosowanie kar cielesnych. Często matki i ojcowie prosili indywidualnie w imieniu swoich dzieci.
W krytycznym dniu 20 maja 1901 r. karę chłosty (przewidzianą przepisami, niemniej stopień zadawania bólu zależał od karającego) nauczyciel Johan Scholzchen, członek Hakaty, wymierzył 14 najbardziej opornym uczniom.
Dotknięte takim pobiciem dzieci, z widocznymi spuchniętymi rękami, opuszczały szkołę z płaczem, co wywołało reakcję rodziców i mieszkańców miasta. Tłum, który wkrótce zgromadził się przed szkołą, pytał o przebieg zdarzenia i domagał się zaprzestania represji. W stosunku do nauczycieli, a zwłaszcza dyrektora szkoły, padały ostre słowa krytyki, nawet groźby. Część tłumu – wobec wymierzania dzieciom dalszych kar – wdarła się do szkoły. Interweniowali policjanci i pruscy urzędnicy. Protesty uliczne trwały jeszcze następnego dnia, ale zakończyły się wobec wzmocnionych patroli policyjnych. O zdarzeniu zaczęła informować prasa – m.in. „Dziennik Poznański", który stanął w obronie dzieci i ich rodziców.

Strajk dzieci wrzesińskich płaskorzeźba w Zamku Cesarskim w Poznaniu
fot. Autorstwa Rafał M. Socha (Azymut) - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=46970980

Proces i wyroki skazujące powodem rozgłosu

Wobec niezastosowania się części uczniów do nowych przepisów i przedłużającego się protestu, władze zaborcze zdecydowały się wytoczyć 25 osobom – uczniom i ich rodzicom zaangażowanym w protest – sprawę karną. Proces odbył się w Gnieźnie i trwał w dniach 14-16 i 19 listopada 1901 r. Sąd uznał, że protesty były buntem i zakłóceniem porządku publicznego. Uczestnikom wymierzono kary od dwóch miesięcy do dwóch i pół roku więzienia. Ten najsurowszy wyrok zasądzono Nepomucenie Piaseckiej, matce pięciorga dzieci, strajkujących we Wrześni. Zachowało się dokładne sprawozdanie z tego procesu, które opublikowano w tłumaczeniu polskim w 1902 r. w Krakowie (zabór austriacki).

Całe zdarzenie zaczęło nabierać coraz większego rozgłosu, także dlatego, że miejscowy fotograf, we współpracy z niemieckim wydawnictwem, szeroko rozpowszechnił ok. 17 tys. pocztówek, przedstawiających pobite dzieci oraz ich rodziny. Zarówno on i jego pomocnicy zostali skazani na kary grzywny i aresztu. Informacje na temat oporu wrzesińskich uczniów pojawiły się w prasie wszystkich trzech zaborów.

School in Września 1901
fot. Autorstwa Nieznany - „Głos Narodu" Ilustrowany. Dodatek bezpłatny do „Głosu Narodu" Nr 12 z 7 grudnia 1901

Sienkiewicz i Konopnicka potępiają niemieckiego cesarza

Zdarzenie wywołało też mobilizację społeczną. Powstawały komitety poparcia, zbierano środki na pomoc dla represjonowanych uczniów i ich rodzin, niektórym umożliwiono ukończenie szkół w pozostałych zaborach. Do podobnych protestów wzywano też wobec rusyfikacji, co zaowocowało strajkami szkolnymi w Królestwie Polskim (zabór rosyjski) w latach 1902-1908.

Już w 1901 r. postępowanie władz pruskich krytykowali Maria Konopnicka (w wierszu) i Henryk Sienkiewicz (na łamach prasy). Jednak największe znaczenie i oddźwięk wywołał napisany przez Sienkiewicza „List otwarty do J.C.M. Wilhelma II, króla pruskiego", opublikowany szeroko w kraju i za granicą w 1906 r. Autor „Trylogii" był już wtedy laureatem nagrody Nobla, osobą znaną i poważaną na świecie. „Prawo Boże, prawo chrześcijańskie, nakazuje nam litość nad dziećmi wszystkimi, a cóż dopiero, gdy chodzi o takie dzieci" pisał Sienkiewicz.
Dało to odwagę kolejnym uczniom zaboru pruskiego, którzy wspierani przez rodziców wznowili strajki. W 1906 r. opór przybrał postać strajku powszechnego, w którym uczestniczyło ok. 75 tys. dzieci w ok. 800 szkołach (na łączną liczbę 1100).

Ustawowe i urzędnicze bezprawie

Jak widać z przedstawionych powyżej faktów, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości może spotkać się z silnym oporem społecznym. O ustawowym i urzędniczym bezprawiu pisali m.in. niemiecki prawnik i filozof Gustav Radbruch (Formuła Radbrucha głosi, że jeśli norma prawna w drastyczny sposób łamie podstawowe normy moralne, to nie obowiązuje) oraz Feliks Koneczny, podkreślający problem formalistycznego podejścia do prawa, pozbawionego podstaw etycznych.

Z opisanego tu strajku szkolnego dzieci wrzesińskich wynika jeszcze jeden ważny wniosek: kiedy traci się suwerenność i możliwość autonomicznego decydowania w najistotniejszych obszarach państwa, prędzej czy później dochodzi do sytuacji, kiedy ktoś obcy próbuje narzucać niekorzystne, a często szkodliwe dla nas prawa i przepisy.