Co zrobić z dziećmi, gdy długo czekamy na samolot, mamy kilkudniowy przejazd koleją lub potrzebujemy chwili spokoju i skupienia, żeby zorganizować kolejny etap podróży? Najlepsza odpowiedź brzmi: nic. Dzieci sobie doskonale poradzą same. Po chwili udawanego „nudzenia się" - z chęci zainteresowania sobą – zwykle następuje eksplozja pomysłów, rozmów i poruszania się w każdym kierunku. Co prawda może pojawić się wówczas mały problem, bo nie zawsze otoczenie toleruje takie głośne i szybko poruszające się dzieci. Czy wtedy nadal odpowiedź brzmi: nic nie robić? I tak, i nie.

Z pewnością należy przedstawić dzieciom, jakie są zasady panujące w danym miejscu (np.: w pociągu rozmawiamy przyciszonym głosem, żeby nie utrudniać podróży innym; w samolocie nie krzyczymy „bomba"; w hostelu można zapoznać się z układem korytarzy, ale bieganie po nich i pukanie do wszystkich drzwi może nie być mile widziane). Warto jasno wyartykułować, czego od nich oczekujemy i jaki jest tego powód (np.: potrzebuję, abyście przez pół godziny zorganizowali sobie spokojne zajęcie, bo chcę się skupić, żeby kupić bilety na kolejny przejazd i zależy mi, żeby wybrać najlepszą opcję i nie pomylić się przy płatności). Jeśli chcesz, przedstaw dzieciom alternatywę, daj wybór (np.: nauczcie się, szeptając między sobą słowa klucze alfabetu Morse'a wykorzystywanego podczas awaryjnej łączności albo narysujcie z pamięci do kroniki podróży ostatnio widziany budynek/pojazd/rzecz, który zrobił na was wrażenie). Tyle wystarczy.

Kiedy dzieci wiedzą, jakie są zasady i czego się od nich oczekuje, czasem z małą pomocą, ale potrafią doskonale sprostać tym zasadom i oczekiwaniom. Wówczas okazuje się, że np.: najmłodszy (sześcioletni) Tomek wymyśla, że przez zadawanie obcym ludziom pytania: „Where are you from?" może dowiedzieć się skąd są współtowarzysze podróży - okazało się, że byli z nami ludzie z Czech, Stanów Zjednoczonych i Australii i też my, dorośli dowiedzieliśmy się, że Tasmańczyk nie powie, iż jest Australijczykiem, podkreślając swą odrębność; ośmioletnia Iga narysuje niesamowicie dokładny (jak na rysowanie z pamięci) obraz z chińskimi lampionami; a dziesięcioletni Janek przeczyta kolejne przygody Pana Samochodzika, zapamiętując wiele historycznych szczegółów zagadek. Lub wymyślą razem, że mogą zacząć tworzyć spis rzeczy do zabrania na coroczne wakacje do babci i plan przyszłych zajęć albo zorganizują sobie zawody sportowe w wiszeniu lub podciąganiu na drążku (półce na bagaże w pociągu).

A nawet jeśli rzeczywiście się ponudzą, to naprawdę nic złego im się nie stanie. I choć nasze dzieci lubią i chcą grać czy bawić się elektronicznymi gadżetami, to tego nie robią, bo my świadomie zachęcamy ich do innego spędzania czasu. A jeśli już z nich korzystają, to mamy jedną główną zasadę: określamy czas korzystania z nich. Wchodzą tu w grę poważne negocjacje między rodzicami a dziećmi. Natomiast druga zasada jest taka, że jest jedno urządzanie na całą trójkę. Tutaj natomiast wchodzą w grę umiejętności wypracowywania kompromisu, bo mając ograniczony czas, muszą dojść szybko do porozumienia, co będą robić i na jakich zasadach, żeby każdy był zadowolony. Do tego dochodzi, oczywiście, nadzór rodzicielski, bo warto wiedzieć, co dzieci oglądają i w co grają, żeby w razie czego odpowiednio zareagować. Nie wszystko, co się nazywa "bajka" lub "gra dla dzieci" rzeczywiście nadaje się dla dzieci.

Tłumaczymy też dzieciom, jak działa uzależnienie od gadżetów i nie boimy się podczas tych rozmów używać porównania do narkotyków. Rozmawiajmy również o tym, dlaczego reklamy przekłamują rzeczywistość, jak działa świat marketingu i jakie ma cele. Mówmy, że dobro klienta i użytkownika jest na końcu tej listy. Uczmy nasze dzieci korzystania ze zdobyczy cywilizacji mądrze. Bo wszystko jest dla ludzi, jeśli umiar i zdrowy rozsądek jest na pierwszym miejscu. Nie o to więc chodzi, żeby nasze dzieci nie umiały i nie korzystały z nowoczesnej elektroniki, ale o to, żeby nie stanowiła ona centrum ich życia.

Bo centrum życia naszych dzieci powinna stanowić relacja z drugą osobą. Prawdziwa relacja, w której nie pośredniczy żaden nowoczesny ekran. Nasza podróż dookoła świata była powrotem do tradycyjnych relacji: spędzania czasu z ludźmi spotkanymi na naszej drodze, rozmów do późnej nocy, poznawania ich historii, radowania się ze spotkania drugiego człowieka.

I co zrobiły nasze dzieci tuż po powrocie do domu? Pobiegły spotkać się ze swoimi przyjaciółmi.

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.