Witold Tkaczyk

Wirtualny świat rozrósł się i nadal pęcznieje, osiągając gigantyczne rozmiary, jakby chciał połknąć całą istniejącą dotychczas rzeczywistość. Już prawie wszyscy oswoiliśmy się z takim terminami jak cyfryzacja/digitalizacja, Internet, sieć, bankowość internetowa, edukacja zdalna, gry i zakupy on-line, portale społecznościowe, aplikacje… Jak bardzo ufamy nowoczesnym technologiom i ludziom, którzy za nimi stoją? Czy osoby młode i dzieci mają mniej zahamowań i obaw związanych z tego rodzaju postępem niż dorośli?

Zdecydowana większość z nas funkcjonuje w tym świecie, bo oferuje nam wygodne rozwiązania, dzięki którym oszczędzamy mnóstwo czasu, doświadczamy nowych wrażeń lub zaspokajamy swoją próżność. Nie ma jednak medalu o tylko jednej stronie. Ceną, jaką płacimy za ten komfort, jest stopniowe wyzbywanie się prywatności oraz znane i jeszcze nie poznane uszczerbki na zdrowiu.

Ochrona prywatności

Jesteśmy zapewniani, głównie przez dostawców usług internetowych i producentów sprzętu elektronicznego, że większość naszej aktywności w sieci jest bezpieczna. Ma to oznaczać, iż nasze prywatne i wrażliwe dane są chronione, zasoby w bankach bezpieczne, a zakupy pewne i objęte możliwością zwrotu lub zamiany.

Do tych zapewnień należy podchodzić z rozsądnym dystansem, bo jednak dane od czasu do czasu „wyciekają" i trafiają w niepowołane ręce. Nasze przyzwyczajenia i ruchy na rynku są śledzone i zapisywane, choćby po to (czy jedynie?), by kierować do nas spersonalizowane zestawy reklam.

Postęp ma swoją cenę

Powiedzmy jednak wyraźnie: utrata części prywatności jest ceną, jaką płacimy za wygodę i bezpieczeństwo. W krótkim czasie nauczyliśmy się korzystać z dobrodziejstw bankowości elektronicznej. Dziś nikt już nie wyobraża sobie wizyt w banku dla zlecania codziennych operacji finansowych. Realizujemy je szybko i na ogół bezpiecznie poprzez konta internetowe.

Zakupów również coraz częściej dokonujemy za pośrednictwem sklepów internetowych. W wielu przypadkach także komunikacja interpersonalna odbywa się zdalnie.

Jak widać, czy nam się to podoba czy nie, świat zmierza ku zmianom, oznaczającym przeniesienie większej części ludzkiej aktywności i kontaktów do sfery wirtualnej. Z jednej strony Internet okazał się wynalazkiem zbawiennym, z drugiej przekleństwem, bo u krańca jego rozwoju, w najgorszym możliwym wariancie, rysuje się wizja człowieka bezbrzeżnie samotnego w goglach 3D na głowie…

Czy to bezpieczne?

Pomijając techniczne aspekty bezpieczeństwa, niezależni specjaliści od ludzkiej psychiki zwracają uwagę na wiele negatywnych zjawisk, jakie nadmierne korzystanie ze świata cyfrowego powodują u osób dorosłych, ale przede wszystkim u dzieci. Są one mniej odporne psychicznie na funkcjonowanie w obecnych warunkach, kiedy pandemia i technologia wymuszają ponadnormatywną obecność w sieci i nieomal sterują naszymi zachowaniami, skłaniając do określonych działań.

A jednak sami aktywnie uczestniczymy w procesie konstruowania cyfrowego świata, gdyż brak dla niego alternatywy. Robimy to głównie z wygody, bo przecież nie sposób już powrócić do wielu czynności wykonywanych kiedyś analogowo, jak choćby na wysyłanie dokumentów czy zdjęć pocztą tradycyjną. Nie ma na to czasu. Po co zresztą, skoro możemy to zrobić błyskawicznie poprzez programy i sieć Internetu? Musimy przy tym wykazywać dużą ufność, że nie trafią one pod niewłaściwy adres. Działania zabezpieczać mają rozmaite hasła, kody, piny, potwierdzenia i autoryzacje.

Zaufanie trudne do przecenienia

Dla młodych problem zaufania jest ledwie dostrzegalny, dla dzieci wręcz nie istnieje, bo ich zaufanie zdaje się nieograniczone. Być może w przypadku nastolatków to pozór, bo jednak szybko reagują na defekty, usterki, nieuczciwe praktyki i na ogół rezygnują wtedy z ryzykownych działań. Zmieniają usługodawcę, sprzedawcę, a więc weryfikują jego rzetelność i wiarygodność. Wobec takich zachowań wszelkiego rodzaju oszuści nie mają prawa zbyt długo żerować na ich naiwności.

Tu jednak do gry wchodzą wyższej klasy specjaliści od manipulacji, działający za pośrednictwem reklamy i narzędzi socjotechnicznych. Mają one wywołać wrażenie potrzeby zakupu i konieczności posiadania tego czy innego przedmiotu lub usługi. Dylemat tkwi w tym, czy to jeszcze uczciwa reklama, czy już niedozwolona manipulacja?

Dziecięca nieświadomość w zderzeniu z dorosła manipulacją

Znakomita większość młodych ludzi ma niemal nieograniczony dostęp do Internetu i odpowiednie po temu narzędzia – głównie telefony komórkowe. Pół biedy, kiedy służą one do kontaktów ze znajomymi, wyszukiwania informacji lub gier sieciowych. Gorzej, gdy dzieci dają się wciągać w nowe, niesprawdzone kontakty, gdyż nie do końca wiadomo, kto kryje się po drugiej stronie „kabla". Internet bowiem stał się także użytecznym narzędziem przestępców, nie tylko złodziei własności materialnej i intelektualnej, ale także skłonnych do nadużyć obyczajowych.

Dziecięca świadomość, a raczej nieświadomość, zderza się tu ze świadomością dorosłego, który wie, jak dzieckiem manipulować. Może to być źródłem olbrzymiego zagrożenia dla osoby małoletniej. Przykładem są chociażby praktyki działań biznesowych na rynku „zinstytucjonalizowanych" usług i towarów dla najmłodszego pokolenia pozostawiające wiele do życzenia, na przykład komunikaty fałszywie sugerujące, że coś można otrzymać „za darmo".

Rodzić buduje hierarchię ważności

Dziecko jest nieustannie poddawane presji zakupowej. Nęcone reklamami spotyka się z naciskiem rówieśników, modą na posiadanie takiego, a nie innego sprzętu, gry lub elementów ubioru.

Młody człowiek nie posiada wykształconych mechanizmów samokontroli. Psychicznie jest także podatny na sugestie, a jego zaufanie pozostaje niczym nieograniczone. Sprzedawcy wiedzą o tym bardzo dobrze i z premedytacja tworzą reklamy o konkretnej treści.

Przed rodzicami staje więc trudne zadanie wytłumaczenia dzieciom hierarchii wartości, a także sposobów obrony przed presją rynku i rówieśników oraz przekazania i wykształcenia zasady ograniczonego zaufania. Ponadto jedyną alternatywą dla uniknięcia ucieczki dziecka w świat wirtualny jest poświęcenie mu uwagi i czasu. Pozostawione samo sobie zagłębia się w nim, by choć częściowo zapobiec własnej samotności…

Pozytywna zbiórka

Przesadna nieufność wobec dokonującego się postępu też nie pomaga. Nasza globalna wioska, rozległa i przepastna, potrafi czasem zaskoczyć czymś pozytywnym, mającym wymiar głęboko humanitarny. Są to działania skierowane na drugiego człowieka. Internetowe zbiórki, kampanie, projekty wspierające. To też dzieje się w sieci i stanowi realną pomoc.

Wielu rodziców jest sceptycznie nastawionych do aktywności swoich dzieci w świecie wirtualnym. To słuszne, kiedy obecność w sieci staje się nadmierna, a umysł młodego dziecka narażony bywa na zbyt agresywne bodźce. Wielogodzinne gry online z kolegami mogą stać się przyczyną wielu domowych konfliktów. Jednak także tutaj powstają szczytne inicjatywy.

Pewna grupa młodych graczy bawiących się z wirtualne rozgrywki piłkarskie wpadła na pomysł, by pomagać osobom potrzebującym, głównie niepełnosprawnym dzieciom, za pomocą zbiórek pieniędzy na ich potrzeby. Kanał zyskał dużą popularność, dociera szeroko i zakładane cele pomocowe są na ogół osiągane. Animatorzy i zarządzający tym kanałem po prostu przyjmują zgłoszenia rożnych osób w potrzebie, a następnie odpowiednio je przedstawiają i proszą o datki.

Przekazywane kwoty są na ogół niewielkie, dosłownie po kilka złotych. Czasem zdarzają się sumy większe, rzadko jednak przekraczają 100 zł, a jeszcze rzadziej 1000 zł. Ale to właśnie dzięki tym wielu niewielkim donacjom udało się pomóc już kilku potrzebującym i zebrać po kilkadziesiąt tysięcy złotych na ogół na sprzęt rehabilitacyjny, protezy i leczenie.

Co by nie myśleć o ogólnych trendach w rozwoju wirtualnej sieci, jest to narzędzie, które można wykorzystywać do szczytnych celów. Bywa więc, że warto zaufać. Póki co – choć z coraz większymi ograniczeniami – decyduje o tym nadal człowiek.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Baner790x105 Zakonczenie artykułu WERSJA 4

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.