Nie jestem przeciwko smartfonom, ale musimy być świadomi zarówno ich zalet jak i zagrożeń – mówi prof. dr M. Spitzer, gość specjalny konferencji „Uwaga! Smartfon”
Gościem specjalnym Międzynarodowej Konferencji „ Uwaga! Smartfon”, która 10 maja odbyła się w Krakowie i poświęcona był zagrożeniom związanym z nadużywaniem smartfonów przez dzieci i młodzież był…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Gościem specjalnym Międzynarodowej Konferencji „Uwaga! Smartfon", która 10 maja odbyła się w Krakowie i poświęcona był zagrożeniom związanym z nadużywaniem smartfonów przez dzieci i młodzież był prof. dr Manfred Spitzer. Ten znany niemiecki psychiatra zajmujący się wpływem nowoczesnych urządzeń i technologii na zdrowie szczególnie młodego pokolenia, wygłosił wykład na temat negatywnych skutków, jakie niesie za sobą nieograniczony do nich dostęp.
Wcześniej wyniki swoich badań dotyczących wpływu smartfonów na zdrowie amerykańskich nastolatków zaprezentowała prof. Jean M. Twenge. Relację z jej wykładu prezentujemy TUTAJ.
Autor „Cyfrowej demencji" o negatywnych skutkach ubocznych nadmiernego korzystania ze smartfonów

Prof. dr. Manfred Spitzer to neurobiolog, psychiatra i pisarzem, który zajmuje się badaniami mózgu, autor książek „Cyfrowa demencja", „Epidemia smartfonów", „Jak uczy się mózg", które popularyzują neuronaukę. Bada on związki i wpływ używania nowoczesnych technologii cyfrowych w obszarze komunikacji na schorzenia wśród nastolatków i udowadnia, że nieograniczony, nieuświadomiony i niekontrolowany dostęp do nowoczesnych urządzeń i programów ze sfery mediów elektronicznych powoduje zmiany chorobowe wśród dzieci i młodzieży.
Naukowiec twierdzi, że korzystanie z tych urządzeń i technologii powinno być dozwolone dopiero po osiągnięciu pełnoletności (18 lat), a wcześniej możliwe jedynie pod nadzorem osób starszych.
W swoim wykładzie w Krakowie prof. dr. M. Spitzer zaprezentował negatywne skutki uboczne jakie towarzyszą nadmiernemu korzystaniu z nowoczesnych urządzeń komunikacji. Za najgroźniejsze uznał smartfony.
Powołując się na liczne badania i przykłady, wykazał, że:
- nie są one dobre dla naszego zdrowia;
- wpływają niekorzystnie na nasze wyksztalcenie;
- zakłócają relacje społeczne.
Trzeba być świadomym zagrożeń
- Z gruntu nie jest to złe urządzenie, mogę na przykład dzięki niemu wykonywać moją pracę. – powiedział naukowiec. - Nie jestem przeciwko komputerom i smartfonom, mają one generalnie pozytywny wpływ na rozwój cywilizacyjny, ale też – i trzeba być tego świadomym - wiążą się z licznymi zagrożeniami. – dodał prof. dr M. Spitzer.
Nadmierne i nieumiejętne korzystanie z takich urządzeń powoduje liczne choroby. Może być przyczyną złej postawy ciała, nadwagi, cukrzycy, nadciśnienia, może leżeć u przyczyn udaru, stresu, być powodem infekcji, a nawet raka.
Może także przekładać się na ryzykowne zachowania – będące np. przyczynami wypadków samochodowych.
Główna wada - krótkowzroczność

Jednak za główne zagrożenie, które powoduje zbyt długie obcowanie z ekranem smartfona badacz uznał krótkowzroczność. Przy korzystaniu ze smartfona przez 7 godzin na dobę, co jest zjawiskiem powszechnym wśród dzieci i młodzieży posiadających dostęp do tego urządzenia, istnieje pewność, że takie zachowanie spowoduje tą wadę wzroku.
Smartfonów używają już małe dzieci. To złe zjawisko, bo kontakt z ekranem tych urządzeń ma negatywny wpływ na oko. Dokonywany wysiłek powoduje utratę ostrości widzenia – udowadniał naukowiec i przedstawił wykresy, na których pokazano, jak zachowuje się oko w kontakcie z ekranem smartfona i jakie powoduje to skutki.
- Nasze oczy rosną do 20. roku życia. Jeśli promienie światła płyną do nich w nienaturalny sposób, powoduje to powstawanie wad wzroku. – udowadniał prof. M. Spitzer.
Jeśli przez długi czas patrzymy na ekran, czyli skupiamy wzrok na czymś bardzo bliskim i nie patrzymy przed siebie na dłuższą odległość, to powoduje to krótkowzroczność.

- Już 140 lat temu zbadano, że zbyt długie czytanie książek w młodym wieku, kiedy tekst znajduje się bardzo blisko oka zwiększa ryzyko krótkowzroczności. – poinformował naukowiec. – A teraz występuje podobne zjawisko, powodowane niewielką odległością oka od ekranu.
Pojawia się problem niemiarowości oka. Na krótkowzroczność cierpi znaczny procent młodych ludzi. Może to grozić nawet ślepotą. Dochodzi do jaskry, odklejenia siatkówki.
- Osoby takie stracą wzrok około 50. roku życia. W 2050 r. będzie na świecie 4,7 mld osób krótkowzrocznych. – mówił naukowiec.
Takie zjawisko powoduje, że rosną koszty leczenia takiego zwyrodnienia. Wobec tych badań pierwsi zareagowali Chińczycy.
- Chińczycy powiedzieli – stop. – stwierdził prof. dr M. Spitzer. I opisał, jak to zrobili.
Ograniczenia w używaniu smartfonów w Chinach
Okres pandemia zwiększył intensywność kontaktu z ekranami. W okresie lockdownu przełożyło się to na wzrost zjawiska krótkowzroczności wśród dzieci. W Chinach pod tym katem zbadano wiele dzieci, m.in. z Wuhan, uważanym za światowe centrum pandemii.
Pierwsze wnioski sprowadzały się do zalecenia, że dzieci powinny mieć przerwę 20 min. Przerwę po 2 godzinach używania smartfonu. Ale to nie wystarczyło.
- Po raporcie o krótkowzroczności w chińskich szkołach wprowadzono zakaz używania smartfonów. Decyzje wydało chińskie ministerstwo edukacji. Przepis wprowadzono bardzo szybko, praktycznie z dnia na dzień, na początku 2021 r. – powiedział niemiecki naukowiec.

Po pół roku wprowadzono w Chinach zakaz korzystania z gier komputerowych powyżej 3 godzin tygodniowo dla osób poniżej 18. roku życia.
- Ale na przykład w Niemczech nastolatki w szkole mogą korzystać ze smartfonów na przerwach - poinformował prof. dr M. Spitzer.
Dlaczego nikt się nie sprzeciwiał?
Jak twierdzi naukowiec, raczej nie czyta się o negatywnych skutkach nadużywania smartfonów w gazetach, bo tego typu informacje są – jego zdaniem - blokowane przez lobby związane z największymi światowymi firmami produkującymi urządzenia cyfrowe i dostarczającymi nowoczesne technologie cyfrowe. Zarabiają one miliardy dolarów rocznie, choć wiedzą, że są to szkodliwe urządzenia. Nie chcą jednak szerzej informować o szkodliwych skutkach związanych z ich używaniem.
W opinii prof. dr M. Spitzera nie jest to nowe zjawisko. Jako punkt odniesienia przywołał sprawę szkodliwości palenia tytoniu. Mniej więcej od lat 50-tych XX. w. z przeprowadzanych badań naukowych było wiadomo, że palenie papierosów szkodzi zdrowiu. Blokowano jednak tę wiedzę i zakazy. Pojawiały się zaprzeczające artykuły, liczne reklamy, promowano silnie przekaz, że palenie to synonim wolności. Naukowiec przytoczył tytuł opowiadającej o tym książki „Handlarze wątpliwości".
- Lobby tytoniowe było bardzo małe, jeśli porównać je z lobby cyfrowym. – stwierdził badacz.
Pandemia a ekrany
Okres pandemii koronawirusa znacznie zwiększył nasze kontakty z urządzeniami cyfrowymi. Przed pandemią spędzaliśmy średnio 3 godziny w taki sposób, a obecnie wzrosło to do 5 godzin dziennie.

Przez różne zakazy i obostrzenia zmniejszyła się ludzka aktywność fizyczna, a zwiększyła aktywność przed ekranami. Dotyczy do w dużym stopniu dzieci uczących się – zdalna szkoła, zadania domowe, zdalne kontakty z rówieśnikami, rozrywka. Takie zachowania prowadzą m.in. do wzrostu indeksu masy ciała i powodują otyłość.
- Niebieskie światło emitowane przez smartfony ma niekorzystne skutki – zaburza sen. Badania wykazują, że 90 proc chłopców i dziewcząt spędza czas w kontakcie z ekranem często przed snem. - mówił prof. dr M. Spitzer.

Zwrócił też uwagę na czynnik płci: dziewczęta są bardziej aktywne w mediach społecznościowych, a chłopcy – w sferze gier komputerowych.
Nie ma różnicowania pory na dzień czy noc. Ciągle sprawdzamy stan naszych relacji na portalach społecznościowych, wiadomości, pojawiające się tam zdarzenia. Wpadamy w uzależnienie, a brak kontaktu z zawartością smartfona powoduje niepokój, nerwowość, pogarsza samopoczucie. Z drugiej strony kontakt z nim też generuje negatywne emocje – ze względu na znajdowane tam treści, często o charakterze wulgarnej krytyki.
Wpływa to negatywnie na zdrowie psychiczne u dzieci i nastolatków i powoduje m. in.:
- wzrost depresji;
- zwiększony poziom niepokoju;
- uzależnienie.
Jak twierdzi prof. dr M. Spitzer można wykazać związek pomiędzy osiągnięciami w nauce a poziomem niepokoju.
- Niepokój zabija kreatywność. W spoczynku zaczynamy być kreatywni. Pozytywne emocje wspierają kreatywność. – twierdzi naukowiec. I dodaje: - Nie chcemy się uczyć w sytuacji niepokoju. Uczymy się, bo chcemy zmieniać życie na lepsze. Musimy więc w procesie uczenia pozbyć się niepokoju.
Dalszy ciąg omówienia wykładu prof. dr M. Spitzera w kolejnym tekście.

Organizatorem wydarzenia była Fundacja Projekt PL, a jednym z partnerów Fundacja Instytut Wiedzy o Rodzinie i Społeczeństwie. Polskie Forum Rodziców jest patronem medialnym wydarzenia.

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.