Nagrania z ukrycia ukazują, co naprawdę dzieje się na szkolnych zajęciach prowadzonych przez zewnętrznych seksedukatorów - i mogą zaskoczyć niejednego rodzica.

Co mówią seksedukatorzy za zamkniętymi drzwiami szkół?

Materiał o tym, jak wygląda edukacja seksualna w szkołach, gdy zaprasza się tzw. seksedukatorów reprezentujących m.in. niektóre organizacje pozarządowe, został wyemitowany w TVP Info 16 maja bieżącego roku. Nagrane z ukrycia wypowiedzi osób prowadzących zajęcia z dziećmi i młodzieżą mogą być dla wielu rodziców nie tyle odkrywcze, co wręcz szokujące.

W materiale padają między innymi następujące stwierdzenia:

  • „Aborcja to nie jest usunięcie dziecka…"
  • „Nie ma nic złego w oglądaniu pornografii."
  • „My też staramy się to pokazywać w takiej metaforze - po jednej stronie skrajnej jest heteroseksualizm, po drugiej homoseksualizm, na środku mamy biseksualizm i tak naprawdę z biegiem lat możemy się bardziej zbliżyć w jedną stronę albo trochę bardziej w drugą. Nie jest tak, że urodziliśmy się i przez całe życie podobają nam się te same osoby, bo to z wiekiem, na przykład, nam się zmienia."

Pojawiają się również słowa wprost o kwestionowaniu wartości wyniesionych z domu - a to dla rodziców powinno być już wyraźnym sygnałem ostrzegawczym.

„Trzeba trochę podstępem" - czyli jak wprowadzać treści przez tylne drzwi

Szczególnie niepokojący jest fragment, w którym jeden z seksedukatorów opisuje stosowaną metodę działania:

„Może powiem brzydko, ale trzeba trochę podstępem (…). Zazwyczaj jakby zaczyna się to od takich bardziej ogólnych tematów, czyli wychodzimy z: tolerancja, szacunek, niestosowanie przemocy…"

Tego rodzaju wyznanie może budzić uzasadnione pytania o to, czy dzieci nie są poddawane celowej manipulacji pod pozorem wartościowych, neutralnych tematów. Rodzice mają pełne prawo oczekiwać transparentności co do tego, jakie treści są przekazywane ich dzieciom podczas szkolnych zajęć.

Co więcej, opisywane treści mają trafiać do uczniów nie tylko podczas dedykowanych zajęć z edukacji seksualnej, ale również przy okazji innych przedmiotów. W materiale pada przykład:

„Czyli, jeżeli ja prowadzę zajęcia z historii, to jak mówię o Marii Konopnickiej, to mogę wspomnieć, że była lesbijką."

Prawo a rzeczywistość szkolna - co mówią przepisy?

W kontekście ujawnionych nagrań warto zadać sobie pytanie, czy tego rodzaju zajęcia nie naruszają obowiązującego prawa. Art. 72 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją." To przepis, który każdy rodzic ma prawo przywoływać w rozmowie z dyrektorem szkoły.

Warto również sięgnąć do Prawa oświatowego, gdzie we wstępie jasno określono, że „nauczanie i wychowanie - respektując chrześcijański system wartości - za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki". Zestawienie tych zapisów z treściami ujawnionymi w nagraniach skłania do refleksji nad tym, jak dalece praktyka szkolna odbiega od litery prawa.

Cały program można obejrzeć tutaj.

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com