Australia to państwo, które najwcześniej wprowadziło naukę na odległość. Zadecydowały o tym warunki geograficzne i rozwojowe tego kraju/kontynentu, gdzie skupiska ludzkie są od siebie oddalone często o setki, a nawet tysiące kilometrów. Cyfryzacja w dziedzinie edukacji była więc tam naturalnym następstwem rozwoju nowoczesnych technologii.

Z technologiami cyfrowymi stykamy się powszechnie w naszym w życiu zawodowym i prywatnym. Cyfrowe wersje podręczników, dzienniki elektroniczne, nauka zdalna i kontakty pomiędzy nauczycielami, uczniami i rodzicami są praktycznie normą. O cyfryzacji w szkołach państw Europy pisaliśmy w tekście „Cyfryzacja w europejskich szkołach – pomiędzy zyskiem a stratą" [kliknij aby przeczytać] Tutaj omawiamy zjawisko cyfryzacji szkoły na antypodach.

Radiowe początki

Ze względu na charakter kraju-kontynentu, jego wielkie przestrzenie i odległości między ludzkimi siedzibami, władze Australii wprowadziły naukę na odległość już kilkadziesiąt lat temu. Edukacji zdalnej próbowano w Australii już w latach 50-tych XX wieku. Australijczycy zorganizowali więc taki rodzaj nauki kilkadziesiąt lat przed powstaniem Internetu!

Początkowo do nauki zdalnej wykorzystywano fale radiowe. Pierwsze lekcje „School of the Air" (Szkoła w Eterze) rozpoczęła w czerwcu 1951 roku. Powstała później EdNA Online była pierwszą stroną edukacyjną w Australii, opartą na bazie danych, zbudowaną zgodnie ze spisem zasobów internetowych z narzędziami do ich przeszukiwania i przeglądania.

Prawne i finansowe podstawy nauki zdalnej

W połowie lat 90-tych XX w. organizacje rządowe podjęły inicjatywy i przedsięwzięcia, mające na celu promowanie i wdrażanie edukacji elektronicznej, m.in. powstał dokument „Nauczanie i społeczeństwo oparte na wiedzy: plan działań edukacyjnych i szkoleniowych, zmierzających do stworzenia gospodarki opartej na informacji". Podjęcie tak radykalnych działań przyczyniło się do rozwoju e-learningu w Australii, dając tej formie edukacji podstawy prawne i bardzo duże wsparcie finansowe.

Australia ma jeden z najwyższych wśród krajów rozwiniętych wskaźników korzystania z Internetu i wykorzystywania IT. Statystyki pokazują, że większość szkół ma dostęp do Internetu. Bardzo popularny w Australii jest model nauczania elastycznego, ponieważ umożliwia on naukę w trybie online i off-line.

Jest to państwo na tyle zamożne, że tablice interaktywne, szybki Internet, nowoczesne komputery, telewizory, odtwarzacze multimediów oraz głośniki i projektory znajdują się w każdej klasie.

Jak wygląda szkoła na antypodach?

Australijska szkoła różni się od tej, którą znamy, choć – gdyby uważniej przyjrzeć się zamierzeniom obecnych władz w MEN – i polska szkoła zdaje się zmierzać w kierunku, podobnym do modelu panującego jeszcze niedawno w Australii. Polega on m.in. na tym, że w szkole podstawowej jeden nauczyciel uczy wszystkich przedmiotów, nie ma ścisłego podziału na przedmioty, uczniom nie sprawdza się zadań na lekcji, chwali za wszystko, nie poddaje krytyce. Uczniom nie wystawia się ocen, nie robi testów i nie zadaje prac domowych, poza sporadycznym (raz na tydzień) zadaniem o objętości kartki A4 ze wszystkich przedmiotów.

W australijskim systemie publicznej edukacji szkolnej nie ma podręczników i lektur, dzieci nie uczą się tam ani o swojej kulturze, ani o kulturze innych narodów. Szkoła podstawowa w Australii to siedem klas, szkoła średnia to kolejne pięć.

Krytyka systemu ze względu na mierne wyniki nauczania

System ten został poddany szerokiej krytyce, kiedy okazało się, że uczniowie, nie ćwicząc nabytych umiejętności, szybko je tracą. Poza tym wymogi programowe były tak niewielkie, że australijscy szóstoklasiści często nie potrafią jeszcze dobrze pisać, robią masę błędów ortograficznych, nie mają pojęcia o wielkich i małych literach, nie stawiają kropek ani przecinków i nadal uczą się prostego dodawania i odejmowania oraz tabliczki mnożenia.

W Australii istnieją też szkoły prywatne, gdzie system nauczania jest o wiele bardziej wymagający i tym samym bardziej efektywny. Jednak tam nauka kosztuje tysiące dolarów i mimo ogólnej zamożności tamtejszego społeczeństwa nie wszystkich stać, by posłać dzieci do prywatnych placówek edukacyjnych.

Entuzjazm ostudzony badaniami

W Australii, podobnie jak w Europie, początkowy entuzjazm dla powszechnej cyfryzacji szkół i związanych z nią nowych technik nauczania, został z czasem ostudzony przez wyniki badań naukowych. Raporty badawcze dowodzą, że nadużywanie technologii w procesie nauczania nie przynosi pozytywnych efektów w kształceniu na odległość. Okazuje się, że dobrze przygotowany materiał i program nauczania mają wpływ na wysoką jakość kształcenia niezależnie, czy jest to tradycyjny sposób przekazywania wiedzy czy alternatywne formy.

Edukacja elektroniczna, prowadzona przez australijskie instytucje oświatowe, wywarła korzystne zmiany w systemie edukacyjnym, m. in. w jego strukturach, programach, formach i metodach zastosowania technologii informatycznych i komunikacyjnych. Jednak mimo to wdrożenie nowoczesnych rozwiązań cyfrowych nie przyniosło jak dotąd podniesienia efektów szkolnej edukacji.

Zdalne nauczanie - Kontrola dorosłych konieczna

Tak, jak wszystkie nowe technologie, tak i rozwiązania cyfrowe, szczególnie te, z którymi do czynienia mają dzieci i młodzież, wymagają kontroli ze strony dorosłych. Niejednokrotnie już okazało się, że prawo nie nadąża za technologiami, a w prawne luki wchodzą firmy, żerujące na naiwności i niewiedzy klientów. Nie tylko więc rodzice i nauczyciele są odpowiedzialni za ochronę młodego pokolenia przed negatywnymi skutkami nieumiejętnego i nadmiernego korzystania z nowych technologii, ale też państwo.

Oprac.: wit

Źródła: forsal.pl, education.ec, europa.eu, ipbbs.org.pl, futurebeat.pl, rig.katowice.pl, wyborcza.pl, e-mentor.edu.pl

Zdjęcia: Pixabay.com