Kończący się rok szkolny był dla polskich rodzin prawdziwym sprawdzianem - nie tylko cierpliwości, ale i zdolności adaptacji do zupełnie nowych warunków edukacji.

Szkoła w cieniu pandemii

Stopniowe wychodzenie z ograniczeń covidowych objęło szkoły w znacznie mniejszym stopniu niż inne obszary życia społecznego. Pogodziliśmy się z wyjątkowym przebiegiem matur w nowej formule, brakiem wycieczek szkolnych - choć w większości przypadków nadal czekamy na zwrot zaliczek od firm organizujących te wyjazdy. Niewielka część rodziców zdecydowała się też na powrót dzieci do przedszkoli.

Zmieniły się również nasze codzienne praktyki w zakresie utrzymywania dystansu społecznego - w miejscach publicznych, środkach transportu, kościołach, sklepach czy parkach. Co ciekawe, dzieci jakby w mniejszym stopniu uległy powszechnej tendencji do stania w większej odległości od siebie, rzadziej niż dorośli zakładały maseczki i częściej je… "gubiły".

Młodsi bardziej otwarci na zmianę

Z socjologicznych badań realizowanych w całej Polsce wynika, że im młodsi byli respondenci, tym większą deklarowali skłonność do wprowadzania różnych zmian w swoim codziennym życiu. Część z tych zmian dotyczyła zachowania w miejscach publicznych, jednak wiele z nich ma głębsze i trwalsze konsekwencje. Epidemiczne ograniczenia związane z pracą zdalną objęły większość Polaków, a wśród rodziców dzieci w wieku szkolnym - wszystkich bez wyjątku.

Rodzice musieli nie tylko dostosowywać się do zmian w sposobie funkcjonowania zawodowego, ale często - w tym samym czasie - aktywnie uczestniczyć w kształceniu swoich dzieci. Nagle pierwszorzędnym problemem okazała się szybkość transferu danych w domowych pakietach internetowych, a nie mniej istotne stały się kompetencje cyfrowe - zarówno dzieci, jak i rodziców - w instalowaniu kolejnych aplikacji do zdalnej nauki.

Lekcje przez ekran - co widzieli rodzice?

Z pierwszego rzędu można było obserwować przebieg wielu lekcji i wysiłki nauczycieli starających się uatrakcyjnić zajęcia oraz utrzymać uwagę uczniów. Na forach internetowych toczyły się ożywione dyskusje - o tym, jaki strój jest odpowiedni do udziału w zdalnych lekcjach, czy wypada siadać zaspanym na pierwszą lekcję i jak przystosować domowy komputer do wymogów różnych platform edukacyjnych.

Problem z dostępem do sprzętu w jeszcze większym stopniu dotknął rodziny, w których liczba dzieci przewyższała liczbę dostępnych komputerów. Niemałym wyzwaniem była także pomoc dzieciom w nauce - zdalne kształcenie nie ułatwiało omawiania trudniejszych zagadnień, a kontakt nauczycieli z uczniami mającymi trudności okazał się jeszcze bardziej ograniczony niż w warunkach stacjonarnych.

Warto przy tym zauważyć, że nie jest to wyłącznie polska specyfika. Nauczyciele z różnych krajów raportowali podobne problemy:

  • większa absencja uczniów podczas zajęć zdalnych,
  • trudności ze uzupełnianiem materiału przez słabszych uczniów,
  • wątpliwości co do wiarygodności ocen uzyskiwanych ze sprawdzianów i testów online.

Co wynieśliśmy z tego roku?

Trudno dziś powiedzieć, jak będzie wyglądał nowy rok szkolny, jednak jedno jest pewne - jesteśmy znacznie lepiej przygotowani na różne jego scenariusze, w tym na ewentualny powrót do nauki zdalnej. Warto jednak przy tej okazji zadać sobie pytanie: co straciliśmy, przebywając więcej czasu w domu? Czy mimowolny udział w zdalnym kształceniu dzieci przyniósł coś więcej niż tylko okazję do docenienia trudnej pracy nauczycieli?

Najprawdopodobniej wszyscy zaliczyliśmy przyspieszony kurs obsługi internetowych aplikacji do zdalnej komunikacji, nauki i pracy. Dzieci równie szybko co udziału w lekcjach online nauczyły się komunikacji z rówieśnikami poza czasem zajęć. Na popularności zyskały też najciekawsze kursy i wykłady dostępne w sieci - wiele z nich stało się inspiracją zarówno dla nauczycieli, jak i dla samych uczniów oraz ich rodziców.

Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com