Polskim rodzicom zależy na tym, by ich dzieci otrzymały w szkole solidne wychowanie i wszechstronne wykształcenie - tymczasem coraz więcej sygnałów wskazuje, że system edukacji wymaga pilnej diagnozy i odważnych zmian.

Na końcowy efekt kształcenia składa się wiele czynników: od podstawy programowej, czyli zakresu materiału do opanowania, poprzez umiejętności i zaangażowanie nauczycieli oraz rodziców, pracowitość i zdolności uczniów, aż po warunki lokalowe szkoły i atmosferę panującą w klasie. Przyjrzyjmy się bliżej zarówno sposobowi nauczania w konkretnych szkołach, jak i ogólnym warunkom edukacji w naszym kraju.

Przeładowanie wiedzą i luki w programie

Uczniowie są przeciążeni zakresem wiedzy, którą muszą opanować. Część wymagań dotyczy zagadnień, których dziecko nigdy nie zastosuje w praktyce - należą do nich między innymi skomplikowane działania z użyciem potęg, pierwiastków, piętrowych ułamków i wielkich liczb. Czy nie lepiej poprzestać na solidnych podstawach, a zadania specjalne pozostawić uczniom szczególnie zainteresowanym matematyką?

Zaoszczędzony czas można by przeznaczyć na naukę podstaw ekonomii i gospodarki - wiedzy niezbędnej w dzisiejszym świecie. Młodzi ludzie powinni rozumieć rolę pieniądza, mechanizmy giełdy, inflację, podatki, siłę nabywczą czy zasady prowadzenia biznesu. Matematyczne działania mają stymulować procesy myślenia - problem w tym, że poprzeczka wisi zbyt wysoko, a spora część nabywanej wiedzy okazuje się nieprzydatna w codziennym życiu.

Praktyka ważniejsza niż teoria

Wątpliwości budzi także zakres nauczania języka polskiego. Wiedza z historii literatury, omawianie dzieł wybitnych autorów i powiązania z filmem oraz kulturą to wartościowe elementy edukacji. Jednak na poziomie szkoły podstawowej warto zapytać, czy konieczne jest drobiazgowe analizowanie meandrów polskiej gramatyki - zamiast tego lepiej skupić się na czytaniu ze zrozumieniem, bogaceniu słownictwa, praktycznej konstrukcji tekstów oraz ćwiczeniu wypowiedzi ustnych i pisemnych.

Szkoda, że ze szkół znikły przedstawienia teatralne, które pozwalały ćwiczyć pamięć i dykcję, wspierały kreatywność uczniów i uczyły pracy w zespole. Podobnie rzecz ma się z lekturami szkolnymi - brakuje tytułów interdyscyplinarnych, zawierających odniesienia literackie, kulturowe, historyczne i plastyczne jednocześnie.

Bezpieczeństwo i edukacja dla życia

Dzieci zmuszone są do zapamiętywania tysięcy danych, które bez trudu odnajdą w internecie. Kluczową umiejętnością jest nauczenie ich, jak te informacje znaleźć i ocenić ich wiarygodność - a tego właśnie brakuje w programach nauczania. W nowym przedmiocie „edukacja dla bezpieczeństwa" (klasa VIII) próżno szukać opisu zagrożeń związanych z aktywnością dzieci w sieci czy sposobów obrony przed przestępczymi zachowaniami dorosłych. Na 140 stron podręcznika zaledwie jedna strona poświęcona jest „zagrożeniom behawioralnym" - w tym uzależnieniu od gier komputerowych i aktywności w sieci.

Uczniowie powinni być przygotowani, jak zachować się wobec ataku, nagabywania, przemocy rówieśniczej, mobbingu czy dyskryminacji - a tego programy im nie oferują. Nie ma też dobrego pomysłu na nauczanie o dojrzewaniu i życiu rodzinnym: wiele dzieci zniechęca sposób prowadzenia tych zajęć i z nich rezygnuje, choć tematyka jest niezwykle ważna. Lekcje fizyki, chemii i biologii aż proszą się o doświadczenia praktyczne - uczeń wtedy przyswoi i zapamięta wiedzę, podczas gdy suche reguły i wzory szybko wypadają z głowy.

Za dużo zadań domowych i za długi dzień szkolny

Dzieci w polskich szkołach są przeładowane pracami domowymi - potwierdzają to wyniki badań. Spędzają nad nimi do 7 godzin tygodniowo, podczas gdy w innych krajach Europy nie więcej niż 5 godzin, a w Finlandii zaledwie 3. Problem jest szczególnie wyraźny w klasie ósmej, gdzie zadania domowe zadawane są nawet z przedmiotów niewymaganych na egzaminie ósmoklasisty.

Dziewięć, a nawet dziesięć lekcji jednego dnia to stanowczo za dużo dla ucznia. W Polsce nie istnieją przepisy określające, ile godzin dziennie dziecko może spędzić w szkole - a taka normalizacja wydaje się konieczna. Do tego dochodzi problem przeładowanych plecaków, które uczniowie codziennie dźwigają z powodu konieczności noszenia podręczników i zeszytów.

Korepetycje jako objaw systemowej choroby

Wymownym sygnałem przeciążenia uczniów jest powszechność prywatnych korepetycji. Dlaczego szkoła sama nie jest w stanie odpowiednio przygotować uczniów? Przecież nie wszyscy korzystający z korepetycji to dzieci mające trudności z przyswajaniem wiedzy - korzystają z nich także uczniowie zdolni, chcący po prostu nadążyć za programem.

Ministerstwo zaproponowało w tym roku dodatkowych 18 godzin lekcyjnych z podstawowych przedmiotów (matematyki, języka polskiego i języka obcego), mających wyrównać braki po nauczaniu zdalnym. Zajęcia są co prawda dobrowolne, ale oznaczają kolejne godziny, które dzieci spędzają w szkole - zamiast rozwiązywać problem, dokłada się kolejną warstwę do i tak przeciążonego systemu.

Rodzic nie może być biernym obserwatorem

Opisane problemy wynikają z całego systemu edukacji - z postawy dyrektorów, nauczycieli, uczniów i rodziców, a także zewnętrznych uwarunkowań, takich jak podział kompetencji między samorządami a władzami oświatowymi. Skala wyzwań jest duża, ale nie oznacza to bezsilności.

Jako rodzice mamy zagwarantowane prawo do aktywnej postawy i realnego wpływu na wszystkie omówione kwestie. Zaangażowanie w życie szkoły, udział w radach rodziców, dialog z nauczycielami i dyrektorem - to konkretne narzędzia zmiany, z których warto korzystać już dziś.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Baner790x105 Zakonczenie artykułu WERSJA 4