Polska szkoła od lat zmaga się z kryzysem. Braki kadrowe, spowodowane niskimi wynagrodzeniami przeciążonych psychicznie nauczycieli, spadek autorytetu kadry nauczycielskiej, problemy wychowawcze – to tylko niektóre z palących problemów, z którymi na co dzień mierzą się polskie szkoły. Zamiast jednak skoncentrować się na rozwiązywaniu tych kwestii, Ministerstwo Edukacji Narodowej pod kierownictwem Barbary Nowackiej zajmuje się wdrażaniem reform pod hasłem Reforma26 – Kompas Jutra, których negatywne, a co gorsza – nieodwracalne, konsekwencje poniosą nie tylko nasze dzieci, ale i całe polskie społeczeństwo. Jedną z takich zgubnych zmian jest wdrożenie edukacji włączającej, czyli modelu edukacji inkluzyjnej.

Edukacja włączająca - czym tak naprawdę jest?

Oficjalnie ma to służyć równości i przeciwdziałać wykluczeniu. W praktyce jednak coraz więcej nauczycieli, rodziców i ekspertów widzi w tym przyczynę postępującej dekonstrukcji systemu i upadku polskiej edukacji.

W wielu szkołach nauczyciel zostaje sam z klasą liczącą niemal trzydziestu uczniów, wśród których znajdują się dzieci z rozmaitymi diagnozami - z autyzmem, ciężkim ADHD, zaburzeniami emocjonalnymi, niedostosowaniem społecznym, poważnymi problemami wychowawczymi, a nawet ze znacznym stopniem niepełnosprawności intelektualnej. Do klas przyjmowane są także dzieci migrantów, bez minimalnej nawet znajomości języka polskiego oraz z historią przestępczą.

MEN oczekuje, że jeden pedagog będzie jednocześnie nauczycielem przedmiotu, nauczycielem języka polskiego jako obcego, terapeutą, psychologiem, psychiatrą, ochroniarzem i mediatorem szkolnym.

Dodajmy, że wszystko to za pensję niewiele wyższą niż pensja sprzątaczki zatrudnionej w tej samej placówce!

Pomijając dramatyczną sytuację, w jakiej znajduje się nauczyciel, model inkluzyjny nie służy nikomu i niesie ze sobą poważne konsekwencje:

Drastyczne obniżenie poziomu nauczania - nauczyciele nie są w stanie prowadzić zajęć

Nauczyciel, który większą część lekcji spędza na uspokajaniu klasy, indywidualnym tłumaczeniu materiału lub rozwiązywaniu konfliktów, siłą rzeczy nie jest w stanie poświęcić wystarczająco dużo czasu i uwagi przekazywaniu wiedzy i prowadzeniu zajęć na wysokim poziomie. W efekcie cierpią uczniowie uzdolnieni, ambitni i przeciętni, którzy tracą możliwość spokojnej nauki oraz rozwijania swoich kompetencji.

Jeszcze kilkanaście lat temu polska szkoła była oceniana jako system zapewniający wysoki poziom kształcenia na poziomie szkoły podstawowej. Dziś obniżane są wymagania i standardy – w ramach projektowania uniwersalnego należy bowiem dostosować poziom do uczniów najsłabszych (niejednokrotnie wymagających kształcenia specjalnego). W symbolice dotyczącej edukacji włączającej czesto stosuje się obrazki z dziećmi na wózkach inwalidzkich. Jednak wiele wskazuje na to, że w inkluzji wcale nie chodzi o nie. Sylwia Kloc, szczecińska nauczycielka ze Stowarzyszenia "Nauczyciele dla Wolności" podkreśla podczas swoich wystąpień:

Uczniowie z niepełnosprawnościami ruchowymi, niedowidzące i niedosłyszące są w szkołach publicznych od dawna np. w klasach integracyjnych. Szkoły zainstalowały windy i poruszanie się przy pomocy wózka inwalidzkiego między klasami nie stanowi już problemu. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy dzieci reagują niebywałą agresją na uwagi nauczyciela, podczas zwykłych rozmów rówieśniczych lub na. hałas lub światło.

Ciche „wygaszanie" szkół specjalnych

Szczególnie niepokojące jest stopniowe marginalizowanie szkolnictwa specjalnego. W debacie publicznej pojawiają się głosy, że szkoły specjalne są symbolem dyskryminacji i przestarzałego modelu edukacji.

Zapomina się jednak o tym, że placówki specjalne powstały dlatego, że część dzieci wymaga wyjątkowych warunków nauki, terapii i specjalistycznej opieki. Dla wielu uczniów są one miejscem bezpiecznym, spokojnym i dostosowanym do ich możliwości z doskonale wykwalfikowaną kadrą. Próba przenoszenia takich dzieci do szkół ogólnodostępnych może prowadzić do tragedii zarówno psychicznych, jak i społecznych.

Dziecko wymagające szczególnej troski najczęściej nie odnajduje się w dużej klasie pełnej bodźców, hałasu i presji społecznej. Może też czuć się inne i gorsze, ponieważ nie ma szans rywalizować z dziećmi sprawnymi intelektualnie. Najczęściej też nie odnajduje z nimi wspólnego języka i jest po prostu nieszczęśliwe oraz samotne. Tak naprawdę nie ma zapewnionych warunków do pełni rozwoju na miarę własnych możliwości. W procesie kształcenia i wychowania ignorowanie tego faktu w imię politycznych haseł jest zwyczajnie nieodpowiedzialne. W założeniach edukacji włączającej w szkołach i placówkach zamiast pomocy psychologiczno-pedagogicznej i indywidualnego zadbania o potrzeby uczniów (zapewniania im warunków do rozwijania indywidualnego w celu zwiększania szans edukacyjnych osób niepełnosprawnych), wprowadzany jest model inkluzyjny, w którym nauczyciel ma realizować jeden wspólny program, bez względu na specjalne potrzeby edukacyjne dzieci z orzeczeniami z poradni, ale również nie mając możliwości na pracę z uczniami wybitnie zdolnymi. W rezultacie uczestnictwo w zajęciach dla jednych i drugich staje się udręką. De facto jest dyskryminujące dla wszystkich.

To nie jest nowoczesna edukacja. To początek jej upadku.

Warto wspomnieć, że reforma Nowackiej wprowadza szereg innych szkodliwych zmian, takich jak:

  • marginalizacja języka polskiego, a zwłaszcza jego roli w kształtowaniu tożsamości narodowej, oraz sprowadzenie jego wartości niemal wyłącznie do funkcji komunikacyjnej;
  • redukcja (żeby nie powiedzieć: likwidacja np. do VI klasy szkoły podstawoej) kanonu lektur szkolnych, której skutkiem bez wątpienia będzie rozpad więzi kulturowej między pokoleniami.

Kontrowersje budzi również pochodząca z systemu szkolnictwa specjalnego ocena funkcjonalna, obejmująca nie tylko wyniki w nauce, lecz także zachowanie, postawy i sytuację domową ucznia. Powstaje obawa, że może to prowadzić do nadmiernego gromadzenia danych i zwiększonej kontroli nad uczniami oraz ich rodzinami.

Rosnący chaos wychowawczy - konsekwencje dotykają każdego ucznia

W konsekwencji edukacji włączającej tracą wszyscy uczniowie – zarówno ci wymagający wsparcia, jak i pozostali. Dzieci z problemami rozwojowymi często nie otrzymują profesjonalnej pomocy, ponieważ szkoła nie jest przygotowana np. do intensywnej terapii i prowadzenie indywidualnego poradnictwa psychologicznego podczas lekcji. Z kolei reszta klasy funkcjonuje w atmosferze ciągłego chaosu, dezorganizacji, a czasami nawet zagrożenia zdrowia i życia.

Działania obecnych władz zmierzają w kierunku obniżenia poziomu polskiej edukacji i likwidacji poczucia tożsamości narodowej. Coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że jest to celowe działanie, a nie „wypadek przy pracy".

Nie pomaga też chaos wciąż zmieniających się podstaw programowych, likwidacja lub marginalizacja dobrych, sprawdzonych przedmiotów kształtujących u dzieci wartości prorodzinne (WDŻ, religia, etyka).

Ideologia zamiast rzeczywistości

Warto wspomnieć, że edukacja włączająca wpisuje się w szerszy, międzynarodowy projekt budowy społeczeństwa opartego na inkluzji, wspierany m.in. przez UNESCO oraz Komisję Europejską. W ramach tworzenia Europejskiego Obszaru Edukacji podejmowane są działania mające na celu większe ujednolicenie programów nauczania oraz osłabienie narodowego charakteru systemów oświaty.

Inkluzyjne konstruowanie programów nauczania polega na tym, by nie było w nich zagadnień spornych, niewygodnych dla innych narodów, co w rzeczywistości, na przykład w przypadku historii, jest zakłamywaniem i cenzurowaniem, a także rezygnacją z przekazywania kodu kulturowego naszego narodu.

Szkoła przestaje pełnić przede wszystkim funkcję kształcenia, a zaczyna koncentrować się na kształtowaniu określonych postaw i przekonań.

Rodzice sfrustrowani, nauczyciele na granicy wytrzymałości

MEN konsekwentnie unika odpowiedzi na pytanie, dlaczego interes większości uczniów ma być podporządkowany źle przygotowanemu modelowi inkluzji. Coraz więcej rodziców zauważa, że szkoła zamiast uczyć, staje się miejscem ciągłego gaszenia problemów wychowawczych i emocjonalnych. Wszystkie dzieci na tym tracą.

Polski system oświaty już dziś cierpi na dramatyczny brak kadry. Wielu nauczycieli przedmiotowych odchodzi z zawodu m.in. z powodu niskich zarobków, biurokracji i gigantycznego obciążenia psychicznego.

Rozwijanie modelu edukacji włączającej i nakładanie na nauczycieli kolejnych obowiązków oznacza dalsze pogłębianie kryzysu.

zdjęcia ilustracyjne: Canva.com, chatGPT, Grok.com

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.