Pytanie o to, komu ma służyć polska szkoła, brzmi z pozoru banalnie - a jednak wciąż nie potrafimy udzielić na nie satysfakcjonującej odpowiedzi.

Słowa-wytrychy zamiast rzeczowej debaty

Co więcej, jako społeczeństwo nawet nie podjęliśmy poważnych starań, by taką odpowiedź znaleźć i wprowadzić to poszukiwanie do debaty publicznej. Czym bowiem jest nagminne powtarzanie przez nauczycieli, polityków, pracowników administracji oświatowej i często samych rodziców stwierdzeń w stylu: „szkoła ma służyć dobru uczniów" czy „oświata powinna odpowiadać na wyzwania XXI wieku"? To słowa-wytrychy, które jedynie przykrywają naszą słabość w poszukiwaniu rzeczowej i odważnej odpowiedzi.

Warto zauważyć, że z ust większości osób odpowiedzialnych za edukację - w tym, niestety, również nauczycieli - niemal nigdy nie pada sformułowanie, iż oświata ma służyć budowaniu przyszłości kraju, narodu i społeczeństwa. Co więcej, gdyby ktoś odważył się coś takiego powiedzieć, natychmiast tzw. autorytety oskarżyłyby autora podobnych słów o ksenofobię, nacjonalizm, a nawet faszyzm.

Czym naprawdę są „wyzwania XXI wieku"?

Co zatem kryje się za hasłem, że szkoła ma odpowiadać na wyzwania XXI wieku? Jakie są te wyzwania? Jest ich wiele - nie wszystkich jesteśmy w stanie rozwiązać, a z niektórych w ogóle nie zdajemy sobie sprawy. Jeśli jednak chcemy, aby nasze dzieci, Polska, Europa i świat nie wpadły w pułapkę źle pojętej „nowoczesności", na kilka fundamentalnych pytań mamy obowiązek udzielić jednoznacznej odpowiedzi już dziś.

Oto pytania, które - zdaniem autora - wymagają odważnego, publicznego namysłu:

  1. Czy wyzwaniem dla nowoczesnego społeczeństwa jest wprowadzenie małżeństw jednopłciowych oraz wyposażenie ich w prawo do adopcji dzieci? Czy też przeciwnie - wyzwaniem jest odwaga sprzeciwienia się takim rozwiązaniom i budowanie ładu społecznego odwołującego się do tysiącletniej tradycji cywilizacji europejskiej, wyrastającej z korzeni judeochrześcijańskich?
  2. Czy wyzwaniem jest uznanie prawa każdej kobiety do dokonywania aborcji bez żadnych ograniczeń, czy też jej całkowity zakaz? Czy w ogóle można w tym zakresie prawnie sankcjonować tzw. rozwiązania kompromisowe?
  3. Czy wyzwaniem jest - przy założeniu, że człowiek jest istotą seksualną - zmuszenie rodziców i nauczycieli do uznania konieczności nauczania i pobudzania tej seksualności już od przedszkola (zgodnie z zaleceniami WHO)? Czy raczej wyzwaniem jest promowanie postaw konserwatywnych i tabuizowanie sfery intymnej, tak jak przez stulecia wychowywani byli nasi przodkowie?

Czas na odważne odpowiedzi

To tylko kilka wybranych pytań, na które - jak podkreśla autor - oczekuje jednoznacznych odpowiedzi. Odpowiedzi od wychowawców, nauczycieli, rodziców i polityków, a więc od wszystkich tych, którzy będą mieli odwagę nie chować się za wyświechtanymi frazesami.

Od wychowawców, nauczycieli, rodziców i polityków - od wszystkich, którzy będą mieli odwagę niechowania się za wyświechtanymi frazesami typu: dobro jednostki, prawa człowieka, równość i tolerancja.