Lektury, które mogą zniechęcić do czytania
Na polskieforumrodzicow.pl znajdziesz wsparcie i porady od innych rodziców z Polski i z zagranicy. Dyskutujemy na tematy związane z wychowaniem dzieci, ciążą, porodem i wieloma innymi kwestiami rodzinnymi.
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Spadek czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży to problem, o którym mówi się od lat — ale rzadko wskazuje się na jeden z jego możliwych źródeł: samą jakość edytorską lektur szkolnych.
Książka papierowa wciąż ma znaczenie
Od lat wiele mówi się o spadku poziomu czytelnictwa wśród Polaków. Dane wskazują, iż z roku na rok czytamy mniej książek — niekoniecznie oznacza to jednak, że czytamy w ogóle mniej. Zmieniają się formy czytelnictwa, a wiele treści dociera do nas za pośrednictwem mediów elektronicznych oraz nośników cyfrowych. Wśród dzieci i młodzieży spora grupa korzysta właśnie z tych nowych form komunikacji.
Spór o wyższość tradycyjnych książek drukowanych nad elektronicznymi — bądź odwrotnie — trwa w najlepsze. Zwolennicy i przeciwnicy obu opcji są w stanie przywołać masę argumentów przemawiających za swoimi racjami. Warto jednak pamiętać, że książka papierowa wciąż dominuje w bibliotekach, zwłaszcza szkolnych, i to ona pozostaje głównym narzędziem edukacji literackiej.
Czytanie, poza przekazywaniem wiedzy, pełni ważną funkcję kształtowania prawidłowego rozwoju dziecka. Wpływa na rozwój szarych komórek, stymuluje łącza nerwowe i zwiększa efektywność mózgu. Pozwala lepiej zapamiętywać, wzbogaca słownictwo, podnosi inteligencję, a także opóźnia procesy starzenia się mózgu. Co więcej, istnieją badania naukowe dowodzące, że sam fizyczny kontakt z książką papierową — przewracanie kartek — pomaga w lepszym zrozumieniu treści.
Atrakcyjne wydanie jako klucz do czytelnika
Autorzy, wydawcy, organizatorzy targów i wszelkie instytucje związane z książką dokładają wielu starań, by umiejętność i nawyk czytania wypracować u dzieci od najmłodszych lat. Obok dobrej treści liczy się jakość wydania, atrakcyjne i pomysłowe projekty graficzne, przyciągająca uwagę okładka czy wspaniałe ilustracje. Jakość edytorska publikacji ma zachęcić potencjalnego odbiorcę do sięgnięcia po nią — to element gry rynkowej, w której towar w atrakcyjniejszym opakowaniu ma większą szansę powodzenia.
Dzieci i młodzież szkolna mają obowiązek czytania lektur. Mogą to robić także sięgając po książki w postaci cyfrowej bądź słuchając audiobooka. Warto jednak pamiętać, że ta ostatnia możliwość nie stwarza czytelnikom tak szerokiego pola do kształtowania wyobraźni i własnej interpretacji, jak samodzielna lektura.
Lektury, które odstraszają zamiast zachęcać
Szkolne, publiczne i domowe biblioteki pełne są lektur obowiązkowych i uzupełniających. W zamierzeniu mają one nieść treści poznawcze służące poszerzaniu wiedzy oraz zachęcać młodzież do kształtowania nawyku czytania. Spis lektur zmienia się co jakiś czas — na miejsce tytułów uznanych za archaiczne wchodzą nowe, współcześniejsze i bardziej adekwatne dla obecnego odbiorcy.
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż niektóre pozycje wręcz odpychają od siebie — i nie chodzi tu wyłącznie o treść. Problem leży w wyglądzie samych lektur. Przynajmniej część z tych dopuszczonych do obiegu szkolnego swoją stroną edytorską urąga zarówno podstawowym regułom poligrafii, jak i estetyki. Bywają to publikacje ubogie, wydane niedbale, jakże odmienne od pięknych książek dostępnych w księgarniach.
Niekiedy są to edycje małego formatu, z maleńką czcionką, kiepskimi okładkami, prawie pozbawione ilustracji — a gdy już je posiadają, to wyłącznie czarno-białe, sprawiające wrażenie zamieszczonych na siłę, wyłącznie dla wypełnienia pustych miejsc. Na ironię zakrawają pojawiające się w takich bieda-lekturach informacje — można na przykład wyczytać, iż do składu książki użyto specjalnej czcionki ułatwiającej czytanie.
W wydaniach makulaturowych wyspecjalizowało się co najmniej kilka firm. Nie muszą one nadmiernie troszczyć się o zbyt tych pozycji, ponieważ lektury sprzedają się niemal automatycznie. Pozostaje pytanie: jak takie książki mają motywować uczniów do czytania? Moim zdaniem — skuteczniej ich do tego zniechęcają.
Konsekwencje złego pierwszego wrażenia
Każdy rodzic mający dzieci w wieku szkolnym może łatwo zweryfikować, jak prezentują się lektury czytane przez uczniów. Wystarczy porównać je z innymi książkami, które kupuje się dzieciom na potrzeby lektury domowej — różnica jest widoczna gołym okiem. Zdaję sobie sprawę, że budżety bibliotek szkolnych są ograniczone, a w domach nie zawsze istnieje możliwość nabycia ładniejszej, a więc na ogół droższej wersji danego tytułu. Korzystamy więc z tych tanich, makulaturowych, aby tylko „odhaczyć" temat.
Ma to niestety poważne konsekwencje. Współczesna młodzież wymaga wysokiej jakości opakowania do proponowanych treści — z podstawowych zasad promocji doskonale wiadomo, iż nawet średniej jakości produkt lepiej sprzedaje się w pięknym opakowaniu, wspierany przez atrakcyjne reklamy. Jeśli czytelnik utrwali sobie za młodu obraz książki jako czegoś mało atrakcyjnego, trudno przekonać go potem do zmiany zdania. I właśnie dlatego nie należy się dziwić, że spada odsetek osób sięgających po książki.
Co można zrobić?
Należałoby poszukać złotego środka i rozstrzygnąć dylemat: jak z jednej strony nie windować cen, a z drugiej sprawić, żeby jakość edytorska lektur utrzymana była na co najmniej dobrym poziomie. Biblioteki szkolne korzystają z programu wsparcia zakupów do swoich zbiorów, nie do końca wiadomo jednak, czy stawiają raczej na ilość, czy na jakość. Program pozwalający wydawcom lektur na podniesienie poziomu edytorskiego przy zachowaniu umiarkowanych cen byłby wielce wskazany.
Unia Europejska reguluje wytwarzanie wielu produktów za pomocą przepisów normujących ich jakość, a nawet wygląd — czasami są to wytyczne zadziwiająco szczegółowe. Może warto byłoby pokusić się o wyznaczenie ramowych zasad jakości dla lektur oferowanych młodym ludziom? Taki „towar" nie powinien aż tyle pozostawiać do życzenia — kształtuje on przecież nie tylko intelekt, ale również przyszłe zachowania i gusta estetyczne młodzieży.
Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.