Samodzielność przedszkolaka to nie abstrakcja - to umiejętność, którą budujemy każdego dnia, w codziennych, pozornie błahych sytuacjach, i która decyduje o tym, jak dziecko poradzi sobie w szkole i w dorosłym życiu.

Kiedy przywołujemy termin „samodzielność", mamy na myśl samowystarczalność, bycie odpowiedzialnym za swoje czyny, a nawet niezależność. Czy dopasowanie tego określenia do dzieci w wieku przedszkolnym jest zatem nadużyciem? Otóż nie. Za rozwój tej cechy odpowiedzialni jesteśmy my - dorośli - i musimy sobie zdawać sprawę, że istnieją działania, które samodzielność rozwijają, oraz takie, które ją ograniczają.

Od ubierania się do pisania

Trudno jasno stwierdzić, kiedy zaczynamy intencyjnie wzmacniać samodzielność małego dziecka, ponieważ już wobec rocznego malucha - świadomie lub przypadkowo - stwarzamy sytuacje sprzyjające jej rozwojowi. Zabawa częściami garderoby umożliwia trening nakładania butów, skarpet czy bluzy, a wczesne wyćwiczenie tej czynności przekłada się na wyższą sprawność manualną. Dzieci, które same się ubierają, muszą wytworzyć prawidłowy obraz schematu własnego ciała, zaplanować ruchy, uwzględnić odpowiednie ustawienie i dopiero wtedy wykonać całą sekwencję czynności. Uruchamia to wiele procesów, które docelowo - już w pierwszych klasach szkoły podstawowej - dają szansę na prawidłowe pisanie.

Podobna zasada dotyczy jedzenia. Każdy posiłek, podczas którego dziecko samodzielnie siada i potrafi sięgać rączką do buzi, jest okazją do podejmowania pierwszych prób samodzielnego najedzenia się. Prowadzenie ręki kontrolowane wzrokiem doskonale wspiera rozwój koordynacji wzrokowo-ruchowej, a wykonywanie precyzyjnych ruchów ćwiczy motorykę małą i dużą - czyli ponownie wzmacniamy to, co pozwoli dziecku uczyć się pisać i czytać.

Dotyk, który pobudza myślenie

Samo doświadczanie różnorodnych struktur, konsystencji, temperatur i smaków produktów, które dzieci samodzielnie spożywają, umożliwia tworzenie nowych połączeń neuronalnych. Na dłoniach znajduje się bowiem najwięcej receptorów posiadających rozległą reprezentację w mózgu. To bezpośredni bodziec aktywizujący procesy myślenia i mówienia, a także pobudzający dziecięcą ciekawość - zasób, który jest nieoceniony na każdym kolejnym etapie edukacji.

Przestrzeń skrojona na miarę małego człowieka

Wiele osób zazwyczaj zadziwia wyposażenie przedszkoli - to prawdopodobnie pierwsze publiczne miejsce, w którym spotykamy małe toalety, pisuary, niskie umywalki, małe sztućce oraz szafki i wieszaki zawieszone na wysokości około jednego metra. Takie przygotowanie przestrzeni bezpośrednio służy tytułowej samodzielności. Dzieci mogą w bezpiecznym otoczeniu korzystać ze sprzętów dedykowanych właśnie im, by mogły zrobić wszystko same - bez potrzeby, aby dorosły podnosił je na wysokie krzesło czy podawał im ręcznik.

Autonomia dzieci w tak zorganizowanej przestrzeni osiąga najwyższy możliwy poziom. Mogą wejść do toalety dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebują, co sprzyja właściwemu przebiegowi treningu czystości. Z kolei postawienie na stole wazy z zupą i chochelką daje szansę na samodzielne nalanie porcji - i tu znowu mamy do czynienia z rozwojem koordynacji wzrokowo-ruchowej - a także na wytarcie ewentualnego rozlania i wzięcie odpowiedzialności za to, ile się zjadło. Dzieci szybko uczą się planować wielkość porcji, co jest odpowiedzialnością niemal idealnie skrojoną na miarę przedszkolaka, a jednocześnie kształtuje cechy przydatne w dorosłości.

Nauka dobrych nawyków - w domu i poza nim

Warto spojrzeć na przestrzeń domową i publiczną przez pryzmat potrzeb i ograniczeń dzieci, które mają niewiele ponad metr wzrostu. Takie podejście wzmacnia ich poczucie sprawstwa - poczucie, że mogą coś samodzielnie zrobić od początku do końca. Przykładem są choćby pierwsze doświadczenia konsumenckie, jak wybieranie smaku lodów: lada jest zazwyczaj bardzo wysoka, miła pani sprzedawczyni stoi na podwyższeniu i nie jest w stanie usłyszeć małego klienta, jeśli rodzice go nie podniosą. Rzadko więc maluchy mogą samodzielnie wypowiedzieć magiczną formułkę: „Poproszę lody malinowe".

Również w domach wciąż brakuje przestrzeni w pełni przystosowanej do potrzeb małych dzieci. Choć przybywa stołków i podwyższeń, nadal dotyczy to niewielkiego wycinka codziennego otoczenia. Tymczasem już samo zamontowanie włącznika światła na wysokości około jednego metra od ziemi daje dziecku szansę na samodzielne oświetlenie toalety czy bezpieczne wejście wieczorem do ciemnego pokoju - bez angażowania dorosłych.

W domowym otoczeniu można zrobić znacznie więcej, by codzienność stała się dla dziecka szkołą samodzielności. Oto kilka praktycznych propozycji:

  • Zamontowanie włączników światła na wysokości dostępnej dla dziecka - i konsekwentne wymaganie gaszenia światła za sobą, co wyrabia trwałe nawyki.
  • Zaopatrzenie się w bezpieczne obieraczki i nieostre noże - to okazja do wspólnego przygotowywania posiłków, nauki praktycznych czynności i ćwiczenia koordynacji wzrokowo-ruchowej, tak potrzebnej przy nauce czytania i pisania.
  • Przydzielenie przedszkolakowi zadania przynoszenia na stół naczyń lub potraw - co sprzyja rozwojowi odpowiedzialności za powierzone zadanie, ćwiczy koordynację i koncentrację uwagi.
  • Tworzenie sytuacji, w których dziecko może dokonywać własnych wyborów - np. co do smaku, koloru czy kolejności czynności.

„Pomóż zrobić to samemu"

Wszystkie działania, które mają na celu stworzenie dzieciom czasu i przestrzeni sprzyjających rozwojowi samodzielności, nie ćwiczą wyłącznie umiejętności wykonywania konkretnych czynności. Równocześnie przyczyniają się do rozwoju kompetencji dodatkowych, potrzebnych na kolejnych etapach życia. Pedagogiem, która rozsławiła ideę samodzielności, była lekarka Maria Montessori, której przyświecało hasło:

„Pomóż zrobić to samemu."

To zdanie powinno stać się mottem wielu przedszkoli, żłobków i domów, w których wychowywane są małe i większe dzieci. Bo samodzielność to nie luksus - to fundament, który budujemy cegiełka po cegiełce, każdego zwykłego dnia.

Zdjęcie ilustracyjne / Pixabay.com

Baner790x105 Zakonczenie artykułu WERSJA 4