Powrót do szkoły. Czy cieszy?
„Wreszcie wyjdą z domu na dłużej, odetchnie pani, będzie w domu trochę spokojniej, nie będzie się musiała pani tyle nimi zajmować...
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Dzieci wracają do szkoły — i choć wielu rodziców odetchnie z ulgą, warto się zatrzymać i zapytać: czym tak naprawdę jest dla nas ten powrót?
Radość rodziców, radość dzieci — czy to to samo?
Pewnie niejedna mama widziała ten żart obrazkowy: rodzicielka stoi w drzwiach domu i radośnie macha na pożegnanie dzieciom odzianych w mundurki, z tornistrami na plecach. Dzieci odwracają się ze zdziwieniem: „Ale mamo! Szkoła zaczyna się dopiero w przyszłym tygodniu!" — na co mama odpowiada spokojnie: „Wiem, wiem, po prostu powolutku sobie idźcie." Śmiech śmiechem, ale coś w tym obrazku niepokoi.
W ostatnich dniach coraz częściej słyszę od rodziców, pań w sklepie, znajomych i sąsiadów, że to wspaniale, że dzieci mogą wreszcie wrócić do szkoły. Kiedy dowiadują się, że mam pięcioro dzieci, szybko dodają: „To musi być dla pani duża ulga i radość. Wreszcie wyjdą z domu na dłużej, odetchnie pani, będzie spokojniej, nie będzie się musiała pani tyle nimi zajmować, ktoś im zorganizuje czas, będą mogli w świetlicy pobyć… To jest dobre dla dzieci. Pewnie! Tyle się w domu nasiedziały — niech idą."
Czekamy na szkołę — ale z właściwych powodów
Cieszę się, że moje dzieci wracają do szkoły, ale to raczej radość z ich radości — nie moja własna ulga. Owszem, nie wszyscy są entuzjastyczni (licealistka zdecydowanie nie), ale generalnie czekają na ten dzień. Cieszą się na spotkania z kolegami i koleżankami, czasem nawet z nauczycielami — choć to raczej domena przedszkolaków. Cieszę się, bo znowu się czegoś o sobie nauczą, z czymś się zmierzą — jedna z naszych córek po raz pierwszy w życiu będzie zdawała egzamin — może nawiążą nowe przyjaźnie, które przetrwają całe życie. Bo chodzenie do szkoły to nie tylko lekcje, egzaminy, sprawdziany, świetlica, testy, czytanie, pisanie i liczenie.
Ale szkoła to też nie jest pomysł na zorganizowanie dzieciom czasu, żeby rodzice mieli chwilę spokoju. Niektórzy niejako oddają dziecko do placówki szkolnej czy przedszkolnej, by tam „się nim zajęli" — a odbierają je później jak gotowy produkt, wymagając, by znało dwa języki obce, fantastycznie radziło sobie z przedmiotami ścisłymi i przyrodniczymi, było mistrzem szkoły w sporcie, a przy tym darzyło szacunkiem starszych i umiało się zachować na rodzinnych uroczystościach. Tyle że tego nie nauczy nawet najwspanialszy nauczyciel na świecie — to wynosi się z domu, z bycia wśród najbliższych, z obserwacji świata dorosłych w ich naturalnym środowisku.
Bliskość, której nie zastąpi żadna szkoła
Pamiętam historię opowiadaną mi przez mamę siedmiu córek. Zanim przeprowadzili się do większego lokalu, mieszkali w dwóch pokojach z kuchnią i łazienką — piętrowe łóżka zrobione przez tatę, wszędzie biurka, szafki, krzesła. Czy było im ciężko? Na pewno tak, ale właśnie ta ciasnota spajała ich i rodziła mnóstwo radości, śmiechu i prawdziwego bycia razem. Koleżanki z klasy, które przychodziły w odwiedziny, mówiły bez wyjątku: „Ale macie tu fajnie. Tak wszyscy razem! Tak blisko." Może nie miały tego w swoich domach — ale bez wyjątku wszystkie były pod wrażeniem tej rodzinnej bliskości.
Wizja powrotu moich dzieci do szkoły — nowych przepisów sanitarnych, ogromu lekcji, nadrabiania zaległości po nauczaniu zdalnym i nieuchronnego zmęczenia fizycznego oraz psychicznego — wcale nie napawa mnie euforią. Nie było nam tak źle razem w tych ostatnich miesiącach. Nauczyliśmy się ze sobą spędzać naprawdę dużo czasu. Starszaki poczuły się naprawdę starszym rodzeństwem dla przedszkolaków, a przedszkolaki nabrały pewności siebie i rozwinęły mnóstwo nowych umiejętności — i to wszystko bez pomocy nauczycieli, podręczników czy supergadżetów.
Nie dajmy się wciągnąć w wir zajęć poza domem
Zdaję sobie sprawę, że nie każdy miał warunki, by zorganizować dzieciom naukę w domu. Że przebywanie ze sobą przez tyle godzin, często na małym metrażu, bywało trudne, frustrujące i przytłaczające. Dla niektórych powrót dzieci do szkoły może być swoistym błogosławieństwem — i nie neguję tego, nie oceniam, rozumiem.
Proszę jednak — nie dajmy się teraz wciągnąć w zaklęty krąg zajęć dla dzieci poza domem. Dzieci potrzebują naszej obecności w ich życiu: wspólnych posiłków, czasu na wysłuchanie problemów i radości, wspólnych wyjść. Tych możliwości jest cała masa. Jeśli w domu będą się czuły kochane, potrzebne i zaopiekowane, nie będzie im potrzeba niczego więcej. Oceny na świadectwie i wiedza podręcznikowa nie definiują ich jako ludzi.
Bądźmy z dziećmi, bo jeśli nie teraz, to kiedy?
Może to jest rok na prawdziwe zmiany?
Może warto potraktować ten wyjątkowy rok szkolny jako szansę na przewartościowanie priorytetów. Więcej umiejętności życiowych, mniej pogoni za piątkami i szóstkami na świadectwie. Więcej obecności, mniej zajęć dodatkowych wypełniających każdą wolną chwilę dziecka.
- Znajdź codziennie czas na wspólny posiłek bez telefonu i telewizji.
- Pytaj dzieci nie tylko o oceny, ale o to, co je dziś ucieszyło lub zasmuciło.
- Pozwól dzieciom się nudzić — nuda to przestrzeń dla kreatywności.
- Angażuj dzieci w codzienne domowe obowiązki — to najlepsza szkoła życia.
- Pamiętaj, że Twoja obecność jest dla nich ważniejsza niż kolejne zajęcia pozalekcyjne.
Do tego potrzeba odwagi — odwagi, by iść pod prąd, gdy wszyscy wokół mówią, że dzieci powinny być czymś wypełnione od rana do wieczora. Jeśli nie my, rodzice, to kto ma sobie z tym poradzić?
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.