Zacieśniająca się coraz bardziej pętla kontroli nad uczniami i ich rodzinami, dodatkowe obciążenie dla nauczycieli, a do tego chaos i brak informacji kierowanych nie tylko do rodziców, ale i do szkół, które kolejny pomysł MEN mają wdrożyć – tak wygląda sytuacja na niecałe dwa miesiące przed uruchomieniem w polskich szkołach oceny funkcjonalnej, która zacznie obowiązywać od 1 kwietnia 2026 roku.

 

Ocena funkcjonalna ucznia – na czym polega i w czyich kompetencjach leży?

Ocena funkcjonalna to opisowa, szeroka ocena nie wiedzy czy postępów w nauce, ale samego dziecka, właściwie ocena jego człowieczeństwa w wielu różnych aspektach: jakie ma możliwości, jakie ma ograniczenia, co potrafi a czego nie, jakie jest jego zdrowie psychiczne i fizyczne... to określenie poziomu funkcjonowania dziecka w poszczególnych obszarach jego życia. Składa się z dwóch części – jednej realizowanej w szkole i drugiej, realizowanej w domu; w tej części informacje zbierane są od rodziców, ale także z innych źródeł. Są to wystandaryzowane testy, obszerne, z ogromną ilością rubryk do wypełnienia, z miejscem na zapisanie obserwacji czy wywiadu środowiskowego zebranego np. na policji, wdrażane pod pozorem zapewnienia pomocy psychologiczno-pedagogicznej dostosowanej do potrzeb dziecka. 
W całym procesie diagnostycznym jest również miejsce na rozpoznanie „otoczenia społecznego” dziecka, czyli jego rodziców, rodzeństwa, dalszej rodziny. Pod uwagę bierze się światopogląd rodziców – pod kątem politycznym, obyczajowym i religijnym.

Te wszystkie zebrane o dziecku informacje wprowadzane są do systemu komputerowego, który, w oparciu o algorytmy sztucznej inteligencji, dokonuje ich opracowania i generuje ocenę. Taka ocena to gotowy program terapeutyczny, program wsparcia, czyli plan rozwojowy wskazujący, jak to konkretne dziecko prowadzić przez system edukacji, jak nauczyciele, specjaliści mają z dzieckiem pracować, ale także, jak z tym dzieckiem postępować mają rodzice, bo i ich to wszystko dotyczy. Obecnie taka ocena jest zaleceniem, jednak później ma stać się wymogiem.

Inwigilacja i kontrola, czyli dlaczego obserwacja uczniów według procesu oceny funkcjonalnej jest niebezpieczna

Poddając dziecko takiej indywidualnej, kompleksowej ocenie rodzice w rzeczywistości oddają część swojej rodzicielskiej autonomii globalnym decydentom, twórcom systemu, którzy subiektywnie określili wzorzec dobrostanu dziecka, bo cała ocena to umiejscowienie dziecka na skali, która z jednej strony kończy się diagnozą zaburzeń i trudności, a z drugiej dobrostanem. A tym dobrostanem jest to, co uznała za taki Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), uwzględniając w tym oczywiście prawa seksualne, prawa reprodukcyjne i całą tęczową ideologię.
W wyniku przeprowadzenia takiej oceny nauczyciele, ale także i rodzice, otrzymują listę wskazówek odnośnie do tego, co z dzieckiem powinni robić, a czego im robić nie wolno, a wszystko w świetle standardów WHO! W takiej sytuacji, jeśli w rodzinie pojawiają się rzeczy niezgodne z wytycznymi WHO – na przykład przekonania rodziców! - to traktowane są one jak zaburzenia do usunięcia, czym mają się zająć specjaliści współpracujący z rodziną. Specjaliści ci to cała rzesza nowych w szkolnych murach postaci – kolejnych psychologów, pedagogów, mediatorów, terapeutów, pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych.
W ten właśnie sposób wszyscy będą pod kontrolą systemu edukacyjnego – i dzieci, i rodzice, którzy swoją władzę rodzicielską zachowają dopóty, dopóki będą postępować w zgodzie z wytycznymi i nie będą serwować dziecku zaburzeń. W przeciwnym razie konieczne będą interwencje, przekonywanie rodziców, szkolenie ich, a gdy to nie pomoże – zakładanie niebieskich kart, ustanawianie kuratorów, aż do odebrania dzieci rodzicom.
Taka diagnoza funkcjonowania dziecka nie jest zadaniem wykonywanym raz na jakiś czas – jest to proces ciągły. Dziecko cały czas jest pod nadzorem systemu – oczywiście dla jego własnego dobra, a przy okazji dobra systemu i dobra socjalistycznego, unijnego państwa. Każde dziecko, a docelowo każdy człowiek, bo Unia Europejska chce, by każdy uczył się przez całe życie, przynajmniej raz w roku odbywając obowiązkowe szkolenie, aż do ukończenia 64 lat.
 

 

Chaos i tylne drzwi, czyli jak MEN chce zmieniać rzeczywistość praktyki szkolnej po cichu

Jak wygląda aplikacja powyższych założeń do polskiej rzeczywistości? MEN uruchomiło stronę wsparcie.gov.pl, gdzie są już umieszczone internetowe ankiety – podzielone na część dostępną dla nauczycieli i specjalistów oraz część, którą wypełniać mają rodzice. W tej części wpyłw ideologii widoczny jest na pierwszy rzut oka – płeć dziecka to jedna z trzech(!) opcji: kobieta, mężczyzna, inne, a narodowość – polska, ukraińska, inna. Oczywiste jest, że dzieci innych narodowości w Polsce mieszkają, ale dlaczego Ukraińcy są wyróżniani?
Później pojawiają się pytania o imię dziecka, datę urodzenia i miejsce zamieszkania – określa się je aż do poziomu gminy. Wygląda to na próbę wypośrodkowania między ankietą anonimową a przypisaną do konkretnego ucznia – dziwaczny twór MEN nie jest ani jednym ani drugim, podanie takiego zestawu danych pozwala na identyfikację konkretnej osoby z dużym prawdopodobieństwem, jeśli podejmie się jej np. urzędnik z dostępem do bazy PESEL; warto tutaj dodać, że dzieci z roku na rok rodzi się coraz mniej, więc kolejne roczniki są coraz mniej liczne i o taką identyfikację będzie coraz łatwiej, w końcu przecież docelowo o to właśnie chodzi.
 
 Niebieskie Geometryczne Zdjęcie Zdjęcie w tle na Facebooka medycyna

 

Jak natomiast wygląda sytuacja w szkołach?

Zapytaliśmy o to 19 placówek na terenie całej Polski, odpowiedzi nadesłało 11 z nich. I tak: tylko jedna szkoła otrzymała wytyczne dotyczące wprowadzenia oceny funkcjonalnej, nadeszły one z MEN i lokalnego Kuratorium Oświaty. Dziesięć szkół na jedenaście nie otrzymało żadnych wytycznych na ten temat, choć dwie z nich odbyły spotkania z pracownikami kuratoriów oświaty. Co więcej, na stronie internetowej ministerstwa edukacji ostatnia informacja na temat oceny funkcjonalnej pochodzi z 2 lipca ubiegłego roku – to krótka notatka o założeniach projektu informująca, że prace trwają i że zmiany nie zostaną wdrożone od września 2025.
Nie jest dobrze również z przekazaniem rodzicom szczegółów tej nowej oceny funkcjonowania dzieci: 4 szkoły informowały już rodziców lub planują zebrania na ten temat w najbliższych tygodniach, natomiast aż 7 placówek nie przekazało ogółowi rodziców informacji o planowanym wdrożeniu oceny funkcjonalnej, a dyrektor jednej z nich napisała wprost:

„W związku z tym, że trwają prace legislacyjne mające na celu włączenie ocen funkcjonalnych do standardów oświatowych w ramach edukacji włączającej i nie ma do tej pory podstawy prawnej, trudno zorganizować spotkanie z rodzicami, skoro nie bardzo wiadomo, co im przekazać”.

 

Chaos i brak komunikacji to już znaki firmowe MEN pod kierownictwem Barbary Nowackiej

Czy w ministerstwie liczą na to, że pod przykrywką nieudolności, po cichu, uda im się wprowadzić szokująco niebezpieczne rozwiązania, które odbiorą rodzicom ich autonomię w wychowywaniu własnych dzieci?
Niedoczekanie! My, rodzice, zamierzamy się bronić, sięgając po oręż wiedzy i świadomości zagrożeń, a potem po kroki prawne. Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris przygotował wzór rodzicielskiego sprzeciwu wobec wykonywania oceny funkcjonalnej dziecka, który to dokument rodzice mogą złożyć (najepiej za potwierdzeniem) u dyrektora szkoły. Niech MEN wie, jaka jest skala sprzeciwu wobec kolejnego, niebezpiecznego pomysłu!
 

Źródła:

https://www.youtube.com/watch?v=OfEwBzyj8qQ&list=PL6FAEoLZCOwYJw7z9a3jNG0qBotIVYPOJ&index=15

https://wsparcie.gov.pl/

https://www.gov.pl/web/edukacja