Ukraiński polonista i nauczyciel z językiem polskim na poziomie A2. Jak zatrudniani są w polskich szkołach nauczyciele z Ukrainy?
Spór o wymagania dotyczące nie tylko nostryfikacji dyplomów, ale także znajomości języka polskiego wobec lekarzy obcokrajowców, zwłaszcza Ukraińców, odbił się szerokim echem w przestrzeni publicznej, również w kontekście ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy.
Okazuje się, że przed podobnymi dylematami stają polskie szkoły: jaki poziom znajomości języka polskiego u obcokrajowca jest wystarczający, by powierzyć mu pracę na stanowisku nauczyciela (czy też nauczycielki) odpowiedzialnego za edukację i naukę polskich uczniów?
Nauczyciele z Ukrainy w polskich szkołach: język polski nawet na poziomie A2
Zapytaliśmy więc w urzędach miast, które są organami prowadzącymi dla szkół, oraz w samych szkołach, jak wygląda zatrudnienie ukraińskich nauczycieli w polskich placówkach w roku szkolnym 2025/2026.
Na podstawie zebranych danych z 9 miast okazuje się, że obywatele Ukrainy pracują w zawodzie nauczyciela na każdym poziomie polskiego systemu edukacji, od przedszkoli przez szkoły podstawowe aż do liceów, techników i szkół branżowych, są nawet w szkołach specjalnych, i uczą nie tylko dzieci z Ukrainy. Niektórzy z nich posiadają polskie dyplomy, gdyż ukończyli w Polsce studia (min. 8 osób), część z nich posiada certyfikat językowy, a w przypadku innych znajomość języka polskiego weryfikowana była przez szkoły podczas procesu rekrutacji. Część z tych nauczycieli pracuje jednocześnie w więcej niż jednej placówce, niektórzy uczą więcej niż jednego przedmiotu.
Ukraińcy w polskich szkołach uczą przedmiotów ścisłych, przyrodniczych i artystycznych, języków obcych, religii, wf-u i przedmiotów zawodowych, ale także prowadzą zajęcia dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, są nauczycielami współorganizującymi kształcenie i opiekunami świetlicy. W tym gronie są też psycholodzy oraz psycholog dedykowany uczniom z Ukrainy. Jeden nauczyciel uczy języka polskiego obcokrajowców, inny uczy naszej mowy ukraińskie dzieci, natomiast jeden obywatel Ukrainy pracuje nawet jako polonista w polskiej szkole.
Z informacji, do których dotarliśmy, wynika, że w tym gronie znajdują się m.in. osoba z certyfikatem z języka polskiego na poziomie A2, nauczyciel z zaświadczeniem o ukończeniu kursu na poziomie A2+/B1, kilkanaście osób z certyfikatem z języka polskiego na poziomie B1, 6 osób z udokumentowanym poziomem B2 (oraz dwie ze znajomością na tym poziomie, ale bez certyfikatu) i dwie z certyfikatem C1.
Tymczasem specjaliści i praktycy zarazem, których zapytaliśmy o opinię – Polacy, nauczyciele języków obcych w polskich szkołach - podkreślają, że najniższy wymagany poziom znajomości języka polskiego, który powinien uprawniać do pracy w polskich szkołach to udokumentowany poziom B2. Jak więc widać, jedynie kilka osób spełnia te standardy. Co więcej, kontrola nad procesem przyjmowania kadr do szkól pozostawia wiele do życzenia.
„Widzę poważne zagrożenia". Ekspert komentuje zatrudnianie nauczycieli obcokrajowców w polskim systemie edukacji
O komentarz do opisanej wyżej sytuacji poprosiliśmy ekspert oświatową, koordynatora Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły Hannę Dobrowolską, polonistkę i autorkę podręczników szkolnych do nauczania języka polskiego. Przypomina ona, że w sprawie zatrudniania nauczycieli w polskich szkołach obowiązują szczegółowe rozporządzenia, określające wymagane kwalifikacje – wykształcenie kierunkowe oraz odpowiednie przygotowanie pedagogiczne.
Jak jednak zatrudnia się w szkołach osoby spoza Polski? „W wypadku nauczycieli, którzy są obcokrajowcami, nie jest wymagane niestety przedstawienie szczegółowych i dokładnie opisanych umiejętności językowych potwierdzonych certyfikatem (…). Takie rozeznanie, jeżeli chodzi o stopień komunikowania się w języku polskim, często ma miejsce w trakcie kwalifikacji danego kandydata do pracy w określonej placówce. Gdy kandydat nie dysponuje certyfikatem, decyzję podejmuje dyrektor na podstawie rozmowy", tłumaczy Hanna Dobrowolska.
Ekspert zwraca uwagę, że w takich przypadkach wymagana jest zgoda odpowiedniego kuratorium oświaty, która najczęściej jest wydawana, gdyż obecnie doświadczamy odpływu kadr z polskich placówek oświatowych. „Średnia wieku wśród w tej chwili zatrudnionych w polskich szkołach nauczycieli przekracza już 50 lat", mówi Hanna Dobrowolska, i określa sytuację jako „katastrofalną". Jak zauważa, coraz częściej nauczyciele pracują nawet mając więcej niż 75 lat, gdyż obecnie absolwenci polskich uczelni nie garną się do pracy w szkołach. To zjawisko oczywiście ma swoje konsekwencje.
„Wiele placówek ucieka się do zatrudniania osób, które nie spełniają standardów, które do tej pory w polskim systemie oświaty były wymagane. Tak dzieje się zresztą nie tylko w Polsce, ale proces ten zachodzi już od wielu lat w innych krajach, we Francji, w Niemczech, w Holandii. Tam zatrudnia się w tej chwili osoby już kompletnie przypadkowe i nieposiadające właściwego kierunkowego wykształcenia, tworząc ze szkół rodzaje świetlic i wypełniając tę lukę narzędziami cyfrowymi. Bardzo często lekcje zdalne odbywają się w klasach, choćby szkół niemieckich, gdzie nie nauczyciele, a tacy opiekunowie klas zapewniają bezpieczeństwo uczniom, natomiast merytoryczne lekcje odbywają się na ekranach komputerów", opowiada ekspert.

Zdaniem Hanny Dobrowolskiej jeśli rozważać będziemy zatrudnianie obcokrajowców (a obecnie głównie Ukraińców) do nauczania w polskich szkołach języków obcych, przedmiotów ścisłych lub przyrodniczych itd., to możemy przyjąć, że przy dostatecznej i odpowiednio sprawdzonej znajomości języka polskiego będą oni w stanie skutecznie zrealizować program nauczania obowiązujący w polskim systemie oświaty. Inaczej jednak wygląda sytuacja w przypadku języka polskiego czy nauczania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej.
„Wiąże się to przede wszystkim z rolą języka ojczystego, który powinien być traktowany nie tylko jako narzędzie prostej komunikacji czy przekazania informacji, ale także jako narzędzie kształtowania tożsamości narodowej, przekazania wielopokoleniowego dziedzictwa w zakresie literatury, kultury, tradycji i kształtowania właściwych patriotycznych postaw. Wszystko to jest związane nie z tylko biegłością w zakresie języka polskiego i sprawnym operowaniem tym językiem, ale także zakorzenieniem w polskiej kulturze, obcowaniem z nią odpowiednio długo, kultywowaniem pewnych tradycji. Tym, co dla Polaków jest najważniejsze i …oczywiste ", wyjaśnia Hanna Dobrowolska. „Wszystkiego tego trudno oczekiwać od kogoś, kto nie jest Polakiem i nawet jeżeli skończył polonistykę, to skończył ją na ogół według kursu danego państwa, z którego pochodzi [co nie jest częste], a nie według programu studiów wyższych na polonistyce w Polsce", zwraca uwagę Hanna Dobrowolska.
„Sądzę, że tutaj mamy do czynienia ze zjawiskiem, które może być bardzo groźne, jeżeli chodzi o wyzucie polskich uczniów z pewnych koniecznych elementów, często nawet nie do końca uświadamianych przez kogokolwiek, a które wiążą się po prostu z naturalnym utożsamianiem się z danym językiem jako 'swoim'. Z kolei na poziomie nauczania początkowego i kształcenia przedszkolnego widzę bardzo poważne zagrożenia związane z fonetyką, ponieważ nie sposób jest całkowicie wyeliminować naturalnych nawyków artykulacyjnych u nauczycieli, nawet sprawnie posługujących się polszczyzną. Trudno ich nie dostrzegać w sytuacji posługiwania się przez obcokrajowców językiem polskim, nawet gdy bardzo się kontrolują, co nie zawsze jest możliwe, szczególnie w przedszkolach, gdy kluczowe jest zapewnienie bezpieczeństwa małym dzieciom. A to jednocześnie okres chłonięcia przez małe dzieci świata i najszybszej nauki w każdej dziedzinie. Obce naleciałości fonetyczne są nieuchronne i mogą grozić pewnym rodzajem modyfikacji języka polskiego w kierunku zupełnie niepolskiej wymowy. Wiąże się to także z kwestią bogactwa [czy raczej groźnego zubożenia!] słownictwa, z jakim stykają się dzieci, częstych błędów gramatycznych, dalej - ortografii i kaligrafii specyficznej dla polszczyzny, a niepopularnej wśród obcokrajowców, którzy najczęściej 'drukują' wyrazy, zamiast je pisać i łączyć litery, co jest od zawsze wymagane w polskim systemie oświaty. Przypomnijmy, że zamiana liter drukowanych na pisane to podstawa nauki pisania od klasy 1. szkoły podstawowej", wyjaśnia ekspert.
„Widzę tu bardzo poważne zagrożenie dla poprawności polszczyzny w takim zmodyfikowanym właśnie wydaniu. Przestrzegam przed zatrudnianiem nauczycieli obcokrajowców w roli nauczycieli polonistów, ale także nauczycieli przedszkolnych, w polskich szkołach i przedszkolach. Może to doprowadzić do bardzo groźnych zjawisk i pewnych nieprzewidywalnych w tej chwili naleciałości, które bardzo trudno będzie później zmodyfikować, by przywrócić poprawność językową polskich dzieci i młodzieży", podsumowuje Hanna Dobrowolska.
Czytaj także:
Edukacja zdrowotna przed Trybunałem. Prezydent podpisuje zakaz smartfonów, a szkoły szykują się do kolejnej cyfrowej rewolucji [kliknij, aby przeczytać]
Oświadczenie o rezygnacji z edukacji zdrowotnej, o statucie szkoły i prawach rodziców [kliknij, aby przeczytać]
Wkrótce zielone obiady, państwowy e-dziennik i 100 procent danych w jednym miejscu [kliknij, aby przeczytać]

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.