Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiedziało, że zajmie się problemem „nierównych szans edukacyjnych" chłopców w szkole. Resort chce powołać urzędnika, który będzie szukać powodów luki edukacyjnej chłopców i przedstawi sposoby na jej zlikwidowanie. Czy będzie to biurokracja czy faktyczna pomoc?

O pomyśle zrobiło się głośno po sierpniowym spotkaniu w MEN, dotyczącym krajowych i międzynarodowych badań nad różnicami edukacyjnymi między płciami oraz luką edukacyjną chłopców. Z badań Instytutu Badań Edukacyjnych wynika między innymi, że chłopcy osiągają gorsze wyniki w nauce niż dziewczęta i częściej mają trudności z dostosowaniem się do oczekiwań systemu szkolnego. Czy koedukacja, czyli wspólna nauka dla obu płci, powinna zostać zastąpiona modelem edukacyjnym, gdzie osobno uczy się dziewczęta i chłopców?

Skutki dzisiejszego modelu szkoły: nie ma studentów – brakuje mężów

O tym, że chłopcom trudno spokojnie wysiedzieć w ławce 45 minut, że czytają mniej niż ich rówieśniczki (jeśli w ogóle czytają), że rzadziej biorą udział w szkolnych występach czy konkursach przedmiotowych – nie trzeba dziś nikogo przekonywać. Rodzice uczniów znają to z autopsji. Badania naukowe, polskie i międzynarodowe, wykazują zgodnie, że chłopcy rzadziej niż ich koleżanki osiągają sukcesy edukacyjne i dobre wyniki na egzaminach. Po szkole podstawowej częściej wybierają szkoły zawodowe i technika i rzadziej niż ich rówieśniczki podejmują studia wyższe. Już dziś w Polsce 60% studentów to kobiety. Sytuacja wygląda podobnie na całym świecie. We wszystkich krajach Unii Europejskiej młode kobiety mają częściej niż młodzi mężczyźni wyższe wykształcenie, w niektórych krajach ten wskaźnik jest wyższy nawet o 20%. Rodzi to problemy nie tylko na rynku pracy, gdzie mężczyzn brakuje w pewnych zawodach. Dysproporcja w wykształceniu wpływa na procesy społeczne, między innymi na możliwość zakładania rodziny. Kobiety mają problem ze znalezieniem męża z podobnym do swojego statusem intelektualnym.

Inni już to odkryli – edukacja zróżnicowana ze względu na płeć

Przyczyn pogłębiającej się luki edukacyjnej i rozwiązania tej sytuacji ma szukać pełnomocnik ds. edukacji chłopców, który, jak ustaliła „Rzeczpospolita" zajmie się m.in. analizą programów nauczania, egzaminów i metod oceniania — tak, by lepiej odpowiadały na potrzeby chłopców. Czy odkryje coś, co jeszcze nie zostało odkryte?

Na całym świecie, również w Polsce, z sukcesami funkcjonują dziś szkoły, w których chłopcy w pełni wykorzystują swój potencjał. Jedne mają 20 lat, inne nawet 400 – łączy je jedno: są to szkoły męskie.

Czy we współczesnej szkole koedukacyjnej jest możliwość wyrównania szans edukacyjnych chłopców i dziewczynek? Czy może warto iść w kierunku edukacji zróżnicowanej, czyli kształcić uczniów w szkołach z podziałem na płeć?

Głos eksperta

Paweł Zuchniewicz, wicedyrektor do spraw edukacyjnych szkoły „Żagle" Stowarzyszenia Sternik, które od 20 lat zajmuje się w Polsce edukacją zróżnicowaną chłopców i dziewcząt:

Weronika Kupiec (Polskie Forum Rodziców): Czy chłopcy mogą rozwinąć skrzydła w szkole koedukacyjnej?

Paweł Zuchniewicz: Jestem od lat zaangażowany w tworzenie szkoły dla chłopców, ze szkołami koedukacyjnymi miałem do czynienia tylko podczas własnej edukacji. Po latach doświadczeń wiem, że współczesny system edukacyjny nie jest dostosowany do potrzeb chłopców. Mówi się nawet, że dziś istnieją tylko szkoły dla dziewcząt, do których chodzą również chłopcy. Przede wszystkim dlatego, że zawód nauczyciela wykonują głównie kobiety.

Sytuacja się poprawi, gdy zatrudnimy więcej mężczyzn?

Zmiany typu zatrudnianie mężczyzn, nie tylko jako nauczycieli W-F, zawsze są dobrym pomysłem, ale według mnie minimum to przeprowadzanie pewnych lekcji oddzielnie. Skoro można mieć osobno W-F, to dlaczego nie rozdzielić innych przedmiotów? Są szkoły, których nie stać na model edukacji zróżnicowanej, ale wprowadzają oddzielne klasy dla dziewcząt i oddzielne dla chłopców. To już nie jest szkoła zróżnicowana, ale pewne elementy mogą tu zadziałać.

Czym jest edukacja zróżnicowana?

Mamy dwa typy takiej edukacji – pierwszy np. funkcjonował w przedwojennej Polsce: gimnazja osobne dla dziewcząt i chłopców, gdzie uczyli zarówno nauczyciele jak i nauczycielki. Drugi typ to edukacja zróżnicowana, gdzie z chłopcami pracują tylko mężczyźni. Takie są właśnie szkoły naszego stowarzyszenia. Dla uczniów Żagli naturalne jest, że zawód nauczyciela może wykonywać mężczyzna. Mamy zresztą absolwentów, którzy dziś sami uczą w naszej szkole.

Dlaczego uczenie się w szkole męskiej przynosi chłopcom więcej korzyści, niż nauka wspólnie z dziewczętami?

Z powodu naturalnych różnic między płciami. Jesteśmy inni i w inny sposób przyswajamy wiedzę. Uważam, że wyrównanie szans edukacyjnych jest możliwe wówczas, gdy uwzględni się te naturalne różnice między chłopcami a dziewczynkami i zorganizuje się dla nich osobną edukację, z podziałem na płeć.

Tak, jak pokazują to doświadczenia szkół amerykańskich z ostatnich 20 lat?

Amerykanie przodują w badaniach na temat edukacji zróżnicowanej i możemy wiele się od nich nauczyć. Od ponad 20 lat na mocy ustawy „No child left behind", zezwolono na prowadzenie szkół publicznych z podziałem na płeć. Wcześniej taki model był zakazany, istniały tylko prywatne szkoły męskie i żeńskie, prestiżowe i drogie placówki dla wybranych. Dziś publiczne, bezpłatne szkoły zróżnicowane powstają jako antidotum na zapaść edukacyjną chłopców w biednych dzielnicach, takich jak Bronx w Nowym Jorku. Uczą tam zarówno mężczyźni, jak i kobiety, ale stosują inne metody nauczania w szkołach męskich i inne w żeńskich. Nagle okazuje się, że ponad 80% absolwentów takich szkół idzie na studia wyższe. Wniosek jest widoczny jak na dłoni – chłopcy osiągają lepsze wyniki w nauce, ucząc się w szkołach męskich. Może to jest kierunek dla polskiej szkoły?

Od czego zacząć?

Trzeba iść małymi krokami, tak jak Amerykanie, którzy w 2002 roku mieli zaledwie kilka takich publicznych szkół zróżnicowanych, dziś jest ich już kilkaset. Problem nierównych szans edukacyjnych jest doskonale przeanalizowany i przebadany przez wiele światowych instytucji, np. Międzynarodową Koalicję Szkół dla Chłopców (IBSC) czy Równi i Różni (Iguales&Diferentes). Istnieje ogromna baza wiedzy, z której można korzystać. Wszystkie zmiany powinny być oparte na wiedzy, konkretnych badaniach, a nie na opiniach. Idźmy drogą doświadczenia – o ile nam zależy na dobru dzieci. Zbierzmy dane, wiedzę, przełóżmy ją na praktykę i udostępnijmy ją.

A czy jest coś, co już dziś można wprowadzić do polskich szkół, by pomóc chłopcom rozwijać ich potencjał?

Oczywiście, zawsze można próbować coś udoskonalać, ale nie jestem pewien, czy drobne działania przyniosą zmianę. Trzeba się skupić na priorytetach. Jeśli mamy złowić wieloryba, to nie zajmujmy się łowieniem płotek. Odnoszę wrażenie, że właśnie na tym się czasem w edukacji skupiamy. Z pewnością potrzebna jest pomoc psychologiczna, pomoce naukowe, super podręczniki, ale jeśli na tym się głównie koncentrujemy, to znika nam z oczu prawdziwy cel, ten duży wieloryb, czyli np. nauka pisania i czytania.

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.