coins 1015125 1280prof. Michał Michalski

W świetle ostatnich wydarzeń związanych z pytaniem o granice ingerencji firm w sprawy światopoglądowe, warto spojrzeć szerzej na ten problem. Już dawno zauważono, że między konsumentem a wyborcą jest pewna ciekawa analogia: zarówno jeden, jak i drugi głosuje. Pierwszy wybiera rządzących w sferze politycznej, a drugi rządzących.... no właśnie - w sferze gospodarczej? Tak, ale nie tylko. Dziś wyraźnie widzimy, że firmy nie tylko sprzedają i produkują, ale nierzadko angażują się w sprawy społeczne i światopoglądowe. O ile u nas do niedawna był to temat mniej widoczny, to w krajach zachodnich przybiera to rozmiary ogromnych kampanii i sojuszy... I zdarza się, że wspierają one, finansują i promują wartości, które nie sprzyjają prawdziwemu rozwojowi i bezpieczeństwu społeczeństwa. Skąd mają pieniądze? Od nas, którzy często jesteśmy ich klientami...

O ile w sferze politycznej wydaje się że sporo już się nauczyliśmy jako wyborcy, o tyle jako konsumenci mamy jeszcze wiele do zrobienia. Zbyt często przymykamy oko na wartości, które promują firmy, które wspieramy, mówiąc: ale co ja mogę? Przykłady wielu udanych inicjatyw w Polsce i za granicą pokazują, że mamy realny wpływ na to, czy firmy, które zaczynają zachowywać się jak smoki chcące pożreć nas i nasze dzieci, będą miały siły do działania. Dodajemy sił - dokarmiamy te smoki - naszymi pieniędzmi. I to od nas zależy, czy te smoki będą rosły w siłę czy nie...