Sharing economy, czyli o dzieleniu (prawie) wszystkiego
prof. Jakub Isański W życiu rodzinnym, zwłaszcza gdy mowa o rodzinach wielodzietnych, rozmowy o tym co do kogo należy zdarzają się często. Dyskusje o porządku we własnym pokoju, na własnym biurku czy…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
prof. Jakub Isański
W życiu rodzinnym, zwłaszcza gdy mowa o rodzinach wielodzietnych, rozmowy o tym co do kogo należy zdarzają się często. Dyskusje o porządku we własnym pokoju, na własnym biurku czy półkach z książkami to najlepsze przykłady. Jak jednak wytłumaczyć dzieciom znaczenie własności, odpowiedzialności za nią i możliwości podzielenia się z młodszym rodzeństwem? Oczywiście nie jest to łatwe, w tym wypadku jednak nie jest łatwe dlatego, że w ogóle musimy uświadomić sobie jak bardzo my sami jesteśmy przywiązani do tego co posiadamy i co uważamy za naszą własność.
Wspólne nie znaczy niczyje
Pojęcie wspólnej własności było w naszej kulturze ośmieszane przez całe lata komunistycznego reżimu. Czyn społeczny czy państwowa własność kojarzyły się z bylejakością i zwolnieniem z odpowiedzialności od dbania o dobro wspólne. Nawet podwożenie ludzi swoim samochodem na „autostop" wiązało się wówczas z próbami jego opanowania przez biurokratyczną machinę wyposażającą ludzi w książeczki klubowe, zliczającą przejechane kilometry i zbierającą informacje o obywatelach. Wszystko to skłaniało ludzi raczej do nieufności wobec innych niż otwartości i gotowości do współpracy.
Idea współdzielenia
W ostatnich latach pojawia się jednak kolejny raz ten temat, tym razem pod nazwą sharing economy. Dotyczy on w tym wypadku możliwości współdzielenia czy też korzystania z własności innych ludzi. Można współdzielić samolot odrzutowy, luksusowy apartament albo drogi jacht.
Idea współdzielenia ma jednak znacznie szerszy zasięg i sprzyja zwiększeniu dostępności do różnych dóbr i usług dla znacznie szerszych kategorii społecznych. Możemy, na przykład, wziąć udział w jednej z wielu internetowych kampanii, zarówno zbierających środki na jakiś szczytny cel, jak i na zainwestowanie w obiecujące przedsięwzięcie rynkowe.
Dzięki zaufaniu wobec innych, możliwe jest wspólne korzystanie z hulajnogi, roweru, ale też samochodu - w ten sposób znacznie niższym kosztem możemy korzystać z tego, co inaczej musielibyśmy kupić. Możemy też tanio wynająć pokój, albo cały dom na wakacyjny wyjazd, albo też skorzystać z miejsca parkingowego, boksu magazynowego lub mniejszej skrytki na kilka dni. Coraz popularniejsze są też możliwości współdzielenia powierzchni biurowej albo współpracy zdalnej z ludźmi, których nigdy nie spotkaliśmy osobiście. W ten sposób upowszechniają się różne formy współdzielenia własności.
Zmniejszaj koszty, oszczędzaj zasoby
Oprócz wspomnianego zaufania, do powstania i rozwoju takich możliwości przyczyniły się także nowe technologie, zwłaszcza te dostępne przez nasze smartfony i komputery. Po skorzystaniu mamy możliwość oceny i wystawiania rekomendacji. Podobnie też my, użytkownicy, możemy być oceniani przez właścicieli, kierowców czy kurierów. Wszystko to przyczynia się do funkcjonowania przy niższy kosztach, ponieważ wynajęcie elektrycznej hulajnogi na minuty jest tańsze niż jej kupienie, ładowanie, przechowywani czy ewentualne naprawy.
Sieci znajomych w mediach społecznościowych przekazują sobie informacje o firmach i dostawcach godnych zaufania, dowiadujemy się od nich o ciekawych okazjach. Wielu specjalistów i analityków przewiduje, że w najbliższych latach będzie następował dalszy rozwój możliwości i powszechności różnych form współdzielenia i wspólnego korzystania z rozmaitych dóbr i usług. W pewnym sensie skorzystamy na tym wszyscy, zmniejszając koszty i oszczędzają zasoby. Można powiedzieć, że w lepszej sytuacji są tutaj mieszkańcy miast, ale nowe technologie sprawiają, że dostępność wielu tych rozwiązań nie zależy od miejsca naszego zamieszkania.
Odruch serca i kapitał społeczny
Na pewno wszystkie te możliwości mają bezpośredni związek z najnowszymi technologiami czy też zmianami wymuszanymi przez kwarantanny i izolacje. Jednak ich popularność wiąże się także z tym, że odwołują się do głęboko zakorzenionej w nas skłonności do współpracy i potrzebie kontaktów społecznych.
Jeden z socjologów nazywał tą potrzebę w XIX wieku „odruchami serca" dodając, że właśnie w ten sposób powstają wspólnoty i społeczności, ludzie uczą się współpracować, gdy zajdzie taka potrzeba i pomagać sobie także wtedy, gdy nie osiągają z tego natychmiastowej korzyści. Innym określeniem, które pojawia się w tym kontekście jest „kapitał społeczny", który z kolei odnosi się do niematerialnych i niepoliczalnych zasobów, które wpływają na nasze kontakty społeczne, sieci towarzyskie.
Wracamy zatem do rozmowy z dziećmi o wspólnych zabawkach. Skorzystajmy w niej z jeszcze jednego argumentu - zapewne w przyszłości taka forma własności będzie coraz bardziej popularna.
Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.