Na nudę nie narzekam - czyli z życia matki wielodzietnej...
Dość szybko po urodzeniu trzeciego dziecka nauczyłam się prostej zasady: trzeba wszystko, każdą czynność, dokładnie zaplanować, a potem nastawić się na to, że nic z tych planów nie wyjdzie.
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Agnieszka Dubiel
Pani Łyżeczka mieszka na południu Polski, z mężem i piątką dzieci. Nie zajmuje się niczym specjalnym poza opisywaniem swojej codzienności. Niektórzy lubią to czytać, więc opisuje od kilkunastu lat. Pani Łyżeczka, kładąc się wieczorem do łóżka, myśli sobie czasem: „cały dzień minął, nic szczególnego nie zrobiłam, a znów jestem zmęczona". I tak już od lat…
Zauważyłam ostatnio dziwną prawidłowość: wszystkie prace domowe, które planuję kiedyś wykonać, wciąż leżą i czekają na to „kiedyś". Jeśli cokolwiek udaje mi się zrobić, to tylko przy okazji, gdzieś na boku innych zajęć, mimochodem właśnie. Oczywiście w ten sposób rośnie mi nie tylko bilans prac wykonanych, ale także tych zaledwie zaczętych. Bo coś mnie oderwie, bo przechodząc obok kwiatka podleję go, a może nawet przesadzę. I nie wrócę do tego, po co w ogóle szłam. Ale kwiatek jest podlany i przesadzony.
Nie wiem, czy tego rodzaju działanie wynika zwyczajnie z braku organizacji, czy też jest to właśnie jakaś wyższa szkoła zarządzania, dostępna jedynie dla matek wielodzietnych. Tak się bowiem przyzwyczaiłyśmy do ciągłego przerywania zajęć i reagowania na bardziej naglące potrzeby, że już nie potrafimy skupić się na jednej czynności przez, powiedzmy, pół dnia. Za to dziennie możemy odhaczyć milion tych drobnych, niezauważalnych spraw, które jednak jakimś cudem udało się ogarnąć.
Dość szybko po urodzeniu trzeciego dziecka nauczyłam się prostej zasady: trzeba wszystko, każdą czynność, dokładnie zaplanować, a potem nastawić się na to, że nic z tych planów nie wyjdzie. Taka reguła pozwala nam rozpocząć działanie, poznać kierunek, w którym zdążamy, a potem cieszyć się z każdego drobnego procenta realizacji planu. Nawet jeśli pozostałe dziewięćdziesiąt siedem procent pozostało wciąż w sferze marzeń.
Mówiła mi ostatnio znajoma, sama pochodząca z sześciorga rodzeństwa, że kiedy już zupełnie nie umiała sobie poradzić ze swoją „trójką", zapytała kiedyś o radę własną mamę. A ta, nieco zdziwiona, odpowiedziała jej po prostu: „no wiesz, jakoś przetrwałam, a teraz nareszcie żyję normalnie". Widocznie ona też już wiedziała, że na emeryturę zostawia się wyłącznie te sprawy, które nie zaburzają zwykłego spokoju. A reszta? Resztę pewnie wykonała trochę przy okazji, tak mimochodem.
Bo tak naprawdę zbyt wiele jest rzeczy, którym trzeba poświęcić uwagę. Przecież trzeba każdego człowieka w domu zauważyć, posłuchać, przytulić. Trzeba z każdym usiąść przy obiedzie, nawet jeśli wracają do domu co dwadzieścia minut (indywidualnie lub grupowo) – i w ten sposób siedzenie zajmuje dwie godziny. Każdego należy zapytać, każdemu udzielić odpowiedzi. Przeczytać, pogłaskać, podpisać, poprawić, zwrócić uwagę i wyrazić opinię. Trochę popodziwiać, trochę się zmartwić. Wszystko to wymaga naprawdę tak wiele czasu i energii, że na pozostałe sprawy zostaje ich już tylko troszeczkę. Zawsze przecież można jeszcze wspólnie mieszać w tym garnku, tak przy okazji i trochę niechcący.
Choć z drugiej strony niespecjalnie jest czym się chwalić. Mam różne wielodzietne koleżanki, które z pracami domowymi radzą sobie świetnie i zawsze na czas. Może to kwestia organizacji, może większej energii życiowej. Może myjąc podłogę, nie rozmyślają nad istotą wszechrzeczy. Często marzę, żeby zobaczyć je w akcji. Tak przez cały dzień, przez tydzień, a najlepiej przez miesiąc. Dowiedzieć się, jakie mają metody organizacji życia domowego. Podpatrzyć, nauczyć się, zastosować.
Kiedy więc znajomi lub sąsiedzi czasem pytają z troską, jak ja sobie radzę z tym wszystkim, najpierw myślę z zakłopotaniem, że to nieprawda. Nie radzę sobie wcale ze wszystkim, choć wciąż mam nadzieję, że z tym, co najistotniejsze, jednak raczej tak. Pomyślawszy zaś w ten sposób, i wiedząc, że i tak wszystkich zawiłości jednym zdaniem nie wyjaśnię, odpowiadam niezmiennie: „w każdym razie na nudę nie narzekam."
No i potem nie narzekam.
Zdjęcie ilustracyjne/Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.