A jeśli niechcący podcinamy skrzydła naszym dzieciom?
Połowa roku szkolnego za nami. Niektórym ferie zimowe właśnie się kończą, inni czekają już w blokach startowych… Jedni ucieszą się, że będzie można odetchnąć i odpocząć od tego rannego kołowrotka:…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Połowa roku szkolnego za nami. Niektórym ferie zimowe właśnie się kończą, inni czekają już w blokach startowych… Jedni ucieszą się, że będzie można odetchnąć i odpocząć od tego rannego kołowrotka: zrywania dzieciaków skoro świt, pośpiechu, rozgardiaszu, gonienia na łeb na szyję byle się nie spóźnić na pierwszą lekcję, byle zdążyć do pracy… A jeszcze inni odetchną, bo w końcu (choć przez chwilę) nie trzeba będzie robić za taksówkarza i wozić dzieciaki na niezliczone zajęcia dodatkowe.
No właśnie. Zajęcia dodatkowe. Balet, jazda konna, rysowanie, zajęcia teatralne, basen, narty, szachy, piłka nożna, tenis…, no i obowiązkowo angielski… „Czasami czuję, że za chwilę od tego zwariuję – słyszę od jednej z mam. – Ciągle gdzieś jedziemy, ciągle się spieszymy, nie ma wolnej chwili. Ale czuję taką presję, że wydaje mi się, że inaczej nie można."
Jak to się stało, że niektórzy z nas dali sobie wmówić, że bez tej obfitości zajęć dodatkowych nasze dzieci nie rozwiną się prawidłowo, coś przegapimy, coś bardzo ważnego je ominie albo sprawi, że zostaną czegoś istotnego pozbawione? Że bez nabycia tej czy innej umiejętności czy wiedzy ich start w dorosłe życie będzie utrudniony, będą zdecydowanie na straconej pozycji w stosunku do rówieśników. Dlaczego wydaje nam się, że musimy im wszystko - albo jak najwięcej się da - zapewnić, że wszystkiego muszą spróbować, wszystkiego się nauczyć, wszystkiego doświadczyć? Ba, że musimy usunąć wszelkie trudności, na które mogą napotkać… Bo jeśli nie to… No właśnie co?
Co by się stało, gdyby na przykład od małego nie chodziły na dodatkowe lekcje angielskiego? Nie miałyby szansy nauczyć się tego języka? A gdyby tak najpierw wykorzystywały w pełni to, co dzieje się na lekcjach w szkole? Gdyby nie mogły liczyć, że do sprawdzianu zostaną przygotowane podczas prywatnych lekcji, na które zawiozą je rodzice (i za które zapłacą)? Gdyby wiedziały, że mogą liczyć tylko na siebie i wzięły za to odpowiedzialność? Może miałyby szansę same się wykazać? Poszperać w książkach, słownikach, Internecie? Może wówczas to co osiągną, czego się nauczą byłoby ich osiągnięciem? Ich sukcesem. Ich radością. Nauką samodzielności, odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji (własnego lenistwa albo włożonej pracy…). Tylko czy my rodzice wytrzymalibyśmy to? Że inne dzieci mają, a nasze nie? Że innym być może będzie łatwiej? Lepiej? Że inni rodzice dają swoim dzieciom coś, czego my nie dajemy (a przecież możemy)? Że może „osiągnięcia" naszych dzieci będą mniejsze niż innych?
Ręka do góry, kto się dał złapać w ten kołowrót?
I nie o naukę angielskiego rzecz tu idzie (ani nawet o obfitość zajęć dodatkowych). Niech sobie dzieciaki mówią jak najlepiej. Ale o to, co robimy naszym dzieciom, chcąc im zapewnić „jak najlepszy start".
Kiedy znajoma nastolatka szykowała się do matury jasne było, że jako humanistka z matmą będzie miała nie po drodze. Bardzo poważnie zaniepokojeni rodzice, chcąc pomóc córce raz po razie proponowali korepetycje. A ona konsekwentnie odmawiała, mówiąc, że chce sobie poradzić sama. W szkole dołączyła do wszystkich grup, które miały zajęcia dodatkowe z matematyki (nawet do tych zaawansowanych, gdzie koledzy przewracali oczami na jej widok, wiedząc że będzie hamulcowym). W domu rozwiązywała dziesiątki zadań, korzystając z pomocy filmików na Youtube. I konsekwentnie odmawiała innej pomocy, a im bardziej się przy tym upierała, tym bardziej rodzice szaleli. Bo nie zda, bo nie pójdzie na studia, bo się załamie, bo co z jej przyszłością… Jak myślicie, zdała? I jak myślicie, co czuła? Z jakim nastawieniem weszła w dorosłość?
Jest taka opowieść o człowieku, który znalazł kokon motyla i zaczął obserwować, jak ten się wykluwa. Widząc jak zmaga się i męczy, postanowił mu pomóc, rozrywając kokon. Rzecz w tym, że skrzydła motyla kształtowały się i wzmacniały właśnie w tej „walce" z kokonem. Bez tego nie były zdolne do lotu. Chcąc zatem pomóc i ułatwić, człowiek pozbawił motyla możliwości latania.
Ciekawe, ile rzeczy robimy, bo nie dajemy rady patrzeć, jak nasze dzieci się „zmagają i męczą"?
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.