hug 4287685 1280Joanna Sztaudynger

Poczucie spełnienia, to miła rzecz. Sporo się o nim mówi, przekonując, że to coś, do czego warto dążyć i co jakiś czas zadawać sobie pytania, czy już jestem w tym momencie, gdy mogę o sobie pomyśleć: człowiek spełniony.

Dla każdego z nas spełnienie jest czymś innym, różnie je interpretujemy i na co dzień nie robimy ewaluacji własnego zadowolenia. De facto o to chodzi – o zadowolenie z tego, gdzie się jest w życiu. O poczucie, że wszystko mam, nawet jeśli nie mam wszystkiego, co sobie wymyślę. Spełnienie nie jest związane z posiadaniem, jest raczej stanem dającym się rozpoznać tu i teraz.

A jeśli tu i teraz, to co naprawdę się liczy? Smak kawy, którą właśnie przełykam, widok brzozy za oknem, która walczy, by jeszcze przez chwilę pozostać zieloną, pies absolutnie szczęśliwy, bo blisko człowieka. Za drzwiami słyszę jeszcze dźwięki muzyki, mój mąż i Spotify to udany duet. Dochodzą jednak do mnie również sygnały niedoskonałe. Starsi synowie zawsze mają pomysł, jak wkurzyć młodszą siostrę, a ona daje się wkręcić, i zawsze kończy się tak samo… Czasami potrafię się zdystansować i bez mojego zaangażowania burza mija. Ta czy inna, mniej lub bardziej poważna, wymagająca mojego udziału lub nie.

Od ilości tych burz i trudu, które generują, również nie zależy poczucie spełnienia. Więc od czego?

Od tego, czy się kocha. Nie nieprzytomnie i szalenie, choć tak też bywa, ale na co dzień, tak po prostu – cierpliwie i łagodnie. Przyjmując i dając. Przyjmując to, co nieidealne, godząc się, że być może ustawiania butów w przedpokoju nigdy nie opanujemy, że póki dzieci mieszkają z nami, nie zmienią zdania, że naczynia „się umyją", śmieci „się wyniosą", a obiad „się ugotuje"… Warto powtarzać i uwrażliwiać, ale lepiej przyjąć i nie toczyć dramatycznych rozmów przy każdej nieidealnej sytuacji. Kocha się jeszcze wtedy, gdy się wybacza, stara zrozumieć, przytulić to, co słabe, nawet jeszcze bez nadziei na pozytywną zmianę. I wtedy, gdy w pamięci utrwala się to, co dobre, i gdy odpuszcza się wszelkie „a nie mówiłem". Po prostu się jest, gdy ten drugi potrzebuje. Daje się czas i całego siebie gotowego słuchać. Albo nawet nie całego, bo czasem brak na to siły, ale jest chociaż otwartość i gotowość, by dać tyle, na ile w danym momencie mnie stać. Nawet „troszeczkę" jest lepsze niż „nic".

Człowiek spełniony, to nie historia o czerwonym pasku na świadectwie, to nie sukcesy, które są doceniane i oklaskiwane, to również nie liczba cyfr na koncie. To poczucie, że mam z kimś bliską i szczerą więź. Że dziecko nie boi się przy mnie być sobą, że może buntować się i trzaskać drzwiami, z przekonaniem, że nasza relacja na tym nie ucierpi. Że ostatecznie o wszystkim da się pogadać i nikt nikim nie manipuluje, celebrując muchy w nosie.
Spełnienie, to nie sto procent satysfakcji z samego siebie. Częściej to wzruszenie, że jest ktoś, z kim mam czym się podzielić, że mam zasoby, by dawać. I radość z odkrycia, że dając, otrzymuję. To chwile, gdy widzimy w naszych dzieciach dobrych ludzi.

Gdy przy stole na krześle mojego najmłodszego syna zaśnie kot, on go nie budzi, tylko po cichu siada gdzie indziej. Ta delikatność mnie wzrusza. Ostatnio, rozmawiając ze średnim synem przez telefon, miałam jeszcze coś dopowiedzieć, ale już się rozłączyliśmy. Widocznie usłyszał zawahanie w moim głosie, bo po sekundzie zadzwonił, mówiąc: „Mamo, chciałaś chyba coś powiedzieć, przepraszam, że nie poczekałem". I ta czujność również mnie wzrusza. Albo gdy moja córka przypomina braciom, że gdy czasem rodziców zastępuje babcia, to warto spędzić czas właśnie z nią, a nie z PlayStation. Takie sytuacje mnie napełniają i dają dużą satysfakcję. I nic nie ubywa z mojego poczucia sensu i spełnienia, gdy Librus nie ma dla mnie życzliwych informacji albo okazuje się, że kanapki przygotowywane przeze mnie z taką starannością zdecydowały się zakwitnąć pleśnią w plecaku najstarszego syna. Niech kwitną.

Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com

banner 750

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.