children 14067 1280Agnieszka Dubiel

– Podobno wielodzietni są szczęśliwsi od innych, wiecie? – rzucam zaczepkę przy kolacji. Po kilku dniach przymusowej kwarantanny (koronawirus w przedszkolu) trzeba być bardzo odważnym, żeby wygłosić taką tezę przy stole pełnym ludzi. Ale czego się nie robi dla swoich Czytelników…
– Kto to powiedział? – docieka natychmiast Panna T., specjalistka od rozbudowanych teorii i dowodów. – Chyba ktoś, kto nigdy w takiej rodzinie nie żył…
– Badania dowodzą – bronię się jej bronią. – Polskie i australijskie… Wprawdzie sprzed kilku lat, nie wiem, co by wynikło z badań po tych wszystkich pandemiach i kwarantannach – dodaję szybko, widząc jej wzrok.
– To pewnie zależy, jak definiujemy szczęście – zauważa Panna Ł., która potrafi na każdy problem spojrzeć z co najmniej czterech stron: jednej oczywistej i trzech nieoczywistych. – Bo jeśli szczęściem jest cisza i spokój, to nie, nie są szczęśliwsi.
– Tak po prawdzie w tym towarzystwie tylko ty i ja jesteśmy wielodzietni – zauważa zaczepnie Pan Łyżeczka.
– No właśnie. My wcale nie musimy być szczęśliwi. Zresztą jak zwykle nas nikt nie pyta o zdanie – podsumowuje Panna T., rada, że może pozostać w swoim niezadowoleniu z dużej rodziny.

Ja tymczasem pozostaję w niepewności. Test wykonany na niereprezentatywnej grupie siedmiu osób, na dodatek zmęczonej własnym towarzystwem i brakiem alternatywy, nie wypada zbyt pomyślnie. Ale wszystko zależy od definicji. Chwilowe zadowolenie i wygoda przecież nie dają szczęścia. Podobnie pieniądze. Dwie odpowiedzi mamy więc wykluczone zaraz na wstępie. W rodzinie wielodzietnej jesteśmy tak zajęci życiem, że nie starcza nam czasu i energii na błądzenie po ślepych zaułkach.

Myślę trochę nad tym ich powątpiewaniem i zaczynam odkrywać, że mają rację. Bo szczęście nie jest podawane nam na talerzu, porcjami rosnącymi wraz z każdym kolejnym dzieckiem. Szczęście, to przecież nasz wewnętrzny wybór, a okoliczności mogą nam go co najwyżej trochę ułatwić. Skoro jednak w dużej rodzinie wszystkiego jest więcej, to i okazje po temu, by wybrać lepiej, zdarzają się znacznie częściej.

Więcej mamy na przykład okazji, by trenować pogodę ducha. Weźmy na przykład taką łazienkę. Umiejętność spokojnego czekania na własną kolej jest tak bardzo przydatna w życiu, że warto ćwiczyć ją codziennie. Podobnie umiejętność rezygnowania z własnych planów. Nie trzeba kurczowo trzymać się swojej wersji przyszłych zdarzeń. Można tu trochę ustąpić, tam trochę zmodyfikować, gdzie indziej nawet machnąć ręką. Albo odkryć, że pomysł tego drugiego też jest całkiem niezły. Brak przywiązania daje wewnętrzną wolność. I kolejną okazję, by być szczęśliwym z wyboru.

Osobną kategorią jest jeszcze mnogość relacji rosnąca lawinowo wraz z każdym dzieckiem. I możliwość obserwowania tychże relacji rodzących się między dziećmi. Tutaj nie ma miejsca na nudę. Ciągle coś się dzieje, coś zmienia i żyje. Zawsze znajdą się jakieś łapki chcące przytulać oraz jakieś usta gotowe krytykować (w zależności od wieku i nastawienia). Relacje wprawdzie wymagają stałej pracy, ciągłego wysiłku wkładanego w otwarte słuchanie i szczere mówienie, ale ta praca przypomina trochę ćwiczenia na siłowni – im więcej z siebie „wyciśniesz", tym bardziej efekty ucieszą.

– No to jak to w końcu jest? – nie daję za wygraną. – Są wielodzietni szczęśliwsi czy nie?
Panna Ł. wreszcie traci cierpliwość:
– Dostałaś wczoraj gorącą kawę do ręki? Dostałaś. Przyszłaś dzisiaj na gotową kolację? Przyszłaś. To o co ty jeszcze pytasz?
– Ale z tego wynika, że wystarczyłaby mi do szczęścia tylko jedna córka… – powątpiewam, wywołując oburzenie pozostałych domowników, którzy też kolację przygotowywali.

I tu muszę jeszcze raz wrócić do tego „zależy". Czy wyobrażam sobie rodzinę z jednym dzieckiem równie szczęśliwą jak nasza? Tak. Albo bardziej, czemu nie. Czy wyobrażam sobie osobę bez rodziny równie szczęśliwą jak my? Tak. Tyle tylko, że my mamy więcej okazji – zarówno do wykorzystania, jak i do zmarnowania. Reszta jest kwestią wyboru.

Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com

banner 750

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.