Sejm i Senat przegłosował groźny projekt ustawy, która ma całkowicie zmienić polską szkołę: nie będzie już ona przekazywać wiedzy, nie będzie uczyć. Stanie się miejscem do formatowania młodych ludzi w z góry założony sposób, tak, aby stworzyli oni nowe społeczeństwo. Nad tym pracują obecnie rządzący Polską; jeśli prezydent podpisze przygotowywaną ustawę, projekt nazwany „Reforma26 – Kompas jutra", polska szkoła zmieni się nie do poznania już od 1 września 2026. Jakie dokładnie będą to zmiany oraz jak odbędzie się wdrażanie reformy? Prześledźmy to po kolei.

„Kompas moralny" absolwentów nowej szkoły według Barbary Nowackiej – nowa podstawa programowa w ramach której pojawia się profil absolwenta i absolwentki

W założeniach nowej ustawy pojawia się „Profil absolwenta i absolwentki. Droga do zmian w edukacji" to opracowany przez IBE (Instytut Badań Edukacyjnych) dokument, który otwiera furtkę do promocji propagandy klimatycznej, edukacji włączającej czy ideologii LGBT. Mowa jest w nim m.in. o wartościach, które kształtują „kompas moralny" młodego człowieka: mają to być prawda, sprawiedliwość, solidarność oraz dobro. Taka lista wygląda dobrze, jednak w zestawieniu z działaniami obecnego Ministerstwa Edukacji Narodowej daje obraz co najmniej niepokojący.

Dla autorów projektu „prawda" jest nie tylko „zgodnością informacji ze stanem faktycznym", ale pojawia się także w zestawieniu z „mitami pseudonaukowymi" czy „fake newsami", a to właśnie w ten sposób minister edukacji Barbara Nowacka broniła edukacji seksualnej czy wątków LGBT wprowadzonych do szkół w ramach edukacji zdrowotnej. Taka retoryka stopniowo stosowana jest również wobec osób, które mają wątpliwości odnośnie do wprowadzania kolejnych obowiązkowych szczepień dzieci (np. szczepionka HPV) czy wobec tych, którzy kwestionują obecną narrację dotyczącą zmian klimatu.

Sprawiedliwość jest tu rozumiana jako równość w dostępie do zasobów edukacyjnych, z kolei solidarność, jak widnieje to w dokumencie, „rozwija kulturę pracy zespołowej i wzajemnego szacunku, w tym szacunku dla różnorodności i zróżnicowanych potrzeb edukacyjnych".

Jak należy rozumieć ów „szacunek dla różnorodności" dopowiadają działania MEN, wśród których warto zwrócić uwagę na „Ranking Szkół Przyjaznych LGBTQ+ 2024", który został objęty patronatem ministerstwa. Jednocześnie w podstawie programowej edukacji zdrowotnej pojawiają się m.in. takie zapisy: uczeń „omawia kwestie prawne i społeczne związane z przynależnością do grupy osób LGBTQ+" (zajęcia dla szkół ponadpodstawowych); uczeń „omawia pojęcie orientacji psychoseksualnej i kierunki jej rozwoju", „wyjaśnia pojęcia związane z tożsamością płciową" (z programu dla szkół podstawowych, nie wliczając w to przedszkoli).

Solidarność w rozumieniu ustawodawców to również podstawa „w przeciwdziałaniu kryzysowi klimatycznemu, ponieważ podkreśla jedność, współodpowiedzialność i wspólne działanie", co rzecz jasna oznacza narzucanie jedynej słusznej narracji w odniesieniu do zmian klimatu. Narracja ta podkreśla również konieczność zaangażowania się w zwalczanie tychże zmian, nawet jeśli miałoby to prowadzić do większych obciążeń finansowych dla zwykłych ludzi i skutków gospodarczych dla społeczeństwa, które będą poważne dla krajów, które tak, jak Polska, opierają produkcję energii elektrycznej na węglu.

Kluczowe jest też dobro, widniejące na liście autorów projektu, które oznacza „życzliwe otwarcie na drugiego człowieka, naturę i całą rzeczywistość, wykazywanie zrozumienia dla innych oraz gotowość do wczucia się w cudzą sytuację i niesienia pomocy, a także niewyrządzanie krzywdy i sprzeciwianie się krzywdzeniu". Nie jest to więc dążenie do prawdy, a relatywizm, a do tego ograniczanie wolności słowa, zwłaszcza w kontekście krytyki tego, co postuluje ruch LGBT.

Furtki dla edukacji włączającej – MEN i planowane zmiany

Zapisane również w projekcie „zróżnicowane potrzeby edukacyjne" czy „równość dostępu do zasobów edukacyjnych" to jedna z kilku planowanych furtek dla tzw. edukacji włączającej, która w swoich założeniach ma „włączać", czyli mieszać uczniów zdrowych z uczniami niepełnosprawnymi, również niepełnosprawnymi intelektualnie, w tych samych klasach i szkołach. W zamyśle MEN-u ma to wiązać się z lepszym dobrostanem uczniów oraz przygotować ich do życia w różnorodnym społeczeństwie, jednak w rzeczywistości takie podejście krzywdzi uczniów niepełnosprawnych. Przez zestawienie z dziećmi w normie rozwojowej naraża na wykluczenie, utrudnia nawiązywanie relacji i zmusza do konfrontowania się ze świadomością, że nie osiągną tego samego, co ich pełnosprawni koledzy.

Ponadto dzieci niepełnosprawne w ten sposób zostają pozbawione edukacji szytej na miarę, dopasowanej do swojej niepełnosprawności, którą zapewniały im szkoły specjalne. Teraz jednak te placówki są stygmatyzowane i likwidowane po cichu, a w szkołach publicznych, do których dzieci niepełnosprawne trafiają, brakuje sal do rehabilitacji, odpowiedniego sprzętu, a także wykwalifikowanego personelu. Wymagania stawiane przed takim dziećmi w szkołach publicznych są często nie do spełnienia, co nie ułatwia im funkcjonowania wśród rówieśników i naraża na trudne przeżycia oraz komentarze ze strony uczniów i nauczycieli.

Inkluzja wprowadzana jest dodatkowo poprzez inną furtkę: od dawna trwa ograniczanie materiału, jaki ma być w szkole przekazywany dzieciom. Skraca się i tnie podstawę programową, co widzieliśmy niedawno na przykładzie wyrzucania ważnych pozycji z kanonu lektur czy usuwania części zagadnień przerabianych na lekcjach historii.

Formatowanie zamiast kształcenia – efekt, który przyniesie nowa reforma edukacji

Jakby tego było mało, w planach, oprócz dalszego ograniczania ustawowo zapisanych treści, jest także innego rodzaju zmiana podstawy programowej; w obecnej zapisane są obowiązkowe treści nauczania. Nowa podstawa, dłuższa od aktualnie obowiązującej, już ich nie zawiera: nie ma w niej obowiązkowych celów i treści nauczania! Mają je zastąpić „efekty uczenia się", które, według autorów projektu, są szerszym pojęciem niż „treści nauczania" i mają obejmować wiedzę przekazywaną uczniowi oraz „kompetencje społeczne". Nietrudno jednak zauważyć, że treści to informacje, jakie są przekazywane uczniowi w procesie nauczania, z kolei efekt, to skutek czegoś – tutaj skutek procesu edukacji.

Jeśli więc ustawowy nacisk idzie na efekty, to oznacza, że wszystkie szkoły będą miały obowiązek doprowadzić do uzyskania konkretnych, dokładnie określonych efektów u każdego ucznia. Ogranicza to autonomię nauczyciela, który zamiast być mistrzem w tradycyjnym tandemie mistrz-uczeń, oceniającym postępy, staje się tylko narzędziem w rękach ustawodawcy, a kształcenie młodych ludzi sprowadza się do formatowania ich w ściśle zaplanowanym kierunku. Trudno nie dostrzegać tutaj uprzedmiotowienia ucznia, zamiast jego upodmiotowienia, które wymieniane jest w ustawie.

Jednocześnie skoro „treści nauczania" nie będą już obowiązkowe, to znaczy, że nie trzeba ich będzie realizować. Ułatwia to wdrażanie edukacji włączającej, gdyż obecność uczniów niepełnosprawnych, zwłaszcza intelektualnie, już teraz uniemożliwia w wielu sytuacjach realizację szkolnego programu; dzięki planowanym zmianom ta niemożność przestanie być problemem.

Ogłupianie przez włączanie, czyli kształcenie specjalne, które krzywdzi

Przez wprowadzanie edukacji włączającej tracą również i dzieci zdrowe, bo poziom nauczania w „inkluzywnych" klasach siłą rzeczy obniżany jest do dzieci najsłabszych, a w przypadku stosowania edukacji włączającej są to często dzieci niepełnosprawne intelektualnie nawet w stopniu ciężkim, które poza tym mogą mieć problemy z zachowaniami społecznymi wymaganymi w szkole. I takie dzieci, które powinny być otoczone szczególną troską, przez autorów zmian używane są w rzeczywistości jako narzędzia do obniżania poziomu nauczania w szkołach państwowych.

Poziom ten obniża się tak bardzo, że już dzisiaj rodzice nie chcą zapisywać zdrowych dzieci do szkół integracyjnych, a nauczyciele, pozbawieni możliwości przekazywania wiedzy, stawiani przed klasami, których nie da się normalnie uczyć, rezygnują i odchodzą z zawodu.

Szkoła bez narodowości

Nowa szkoła nie ma też budować wspólnoty narodowej Polaków: język polski będzie w niej całkowicie zmarginalizowanym przedmiotem i to już od samego początku, a w kolejnych klasach jest jeszcze gorzej, gdyż stawia się wyłącznie na kompetencje językowe i usuwa kanon lektur. Skutkiem tego będzie kompletna zmiana egzaminu ósmoklasisty, a także egzaminu maturalnego. Do tego ponownie dochodzi inkluzja, która dotyczy także włączania uczniów z innych kręgów kulturowych; program nauczania ma być tak skonstruowany, żeby nie było w nim zagadnień spornych, niewygodnych dla innych narodów, co w rzeczywistości jest zakłamywaniem i cenzurowaniem chociażby nauczania historii oraz rezygnacją z przekazywania kodu kulturowego danego państwa. Kraje Zachodu przyznają już, że taka idea multi-kulti okazała się u nich porażką, jednak decydentom najwyraźniej zależy, byśmy i my w Polsce z konsekwencjami tej porażki musieli się mierzyć.

Seksualizacja w szkolnej ławce

Nauce nie sprzyja również seksualizowanie dzieci, które już – obok promowania zaburzeń z kategorii LGBTQ+ – realizuje się na nowym przedmiocie – „edukacji zdrowotnej"; przedmiot ruszył od września 2025, na razie nie jest obowiązkowy i większość uczniów na niego nie chodzi, ale słychać głosy, że od przyszłego roku się to zmieni. Edukacja zdrowotna podstawa programowa: zajęcia te wprowadzają młodych ludzi w świat seksualnych przeżyć, podważają sens nie tylko małżeństwa, rodzicielstwa i rodziny, ale i własnej tożsamości przez reklamowanie tzw. „zmiany płci", a inkluzja każe „włączać" w życie szkolnego społeczeństwa także wszelkiej maści zaburzenia nazywane dzisiaj „tożsamościami seksualnymi".

Szkoła zamiast rodziców – wychowanie dzieci nie będzie już należeć do opiekunów

Co gorsza, nowe założenia odsuwają od edukacji młodych ludzi ich rodziców. W planowanych zmianach mowa jest również o domyślnej zgodzie rodziców na zajęcia fakultatywne dla uczniów bez konsultacji z nimi, co oznacza, że mogą zdarzać się sytuacje, w których rodzice już po fakcie dowiadują się, że ich dziecko uczestniczyło np. w zajęciach propagujących – w jawnej bądź zawoalowanej formie - ideologię LGBTQ+ czy inną, niezgodną z wyznawanymi przez nich wartościami. Sytuacja taka będzie pogwałceniem Konstytucji, która chroni prawo rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie ze swoimi przekonaniami.

Dodatkowe wątpliwości pojawiają się także w kontekście edukacji domowej czy też wysyłania dzieci do szkół niepublicznych. Nie wiadomo, jak planowane „doświadczenia edukacyjne" miałyby być realizowane w ramach edukacji domowej, gdzie kolejne klasy uczeń zalicza na podstawie egzaminów z wiedzy. Inną wątpliwość budzi pojęcie „organizowania środowisk edukacyjnych", pojawia się ono w dokumentach, jednak jego znaczenie nie jest jasne.

W zapisach projektu pojawia się także zmiana definicji ramowego planu nauczania; po reformie miałby on obejmować również minimalny wymiar godzin pomocy pedagogiczno-psychologicznej dla uczniów. Obowiązek dotyczyłby również szkół niepublicznych, co oznacza obciążanie rodziców uczęszczających tam dzieci dodatkowymi wydatkami. Pojawia się także pytanie o to, skąd wzięło się założenie, że w każdej szkole są dzieci potrzebujące pomocy psychologa.

Kto obroni polską szkołę? Drastyczne zmiany w szkolnictwie

Jasno widać więc, że rządzący mają w planie całkowity demontaż polskiej szkoły, a młode pokolenia Polaków, coraz mniej liczne, mają przed sobą coraz bardziej przerażającą przyszłość, w którą będą musiały wejść bez podstawowej wiedzy, bez kompetencji, za to zaprogramowane na wyznawanie ideologii, którymi żyje współczesny nam świat.

Czy uda się te destrukcyjne zmiany zatrzymać i wprowadzić modyfikację? Ustawa je umożliwiająca przeszła przez Sejm 233 głosami Koalicji Obywatelskiej, PSL, Polski 2050 i Lewicy. Przeciwko (200 głosów) byli wszyscy obecni na sali sejmowej posłowie PiS, Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej i Republikanów. Posłowie partii Razem wstrzymali się od głosu, a niezrzeszeni podzielili się.

Trudno oczekiwać, że w obecnej sytuacji Senat zagłosuje inaczej niż Sejm, pozostaje więc tylko ufać sprawczości weto prezydenta Karola Nawrockiego, o które apelujemy i na które liczymy. Czy Karol Nawrocki, który sam jest ojcem także dzieci w wieku szkolnym zatrzyma tę destrukcję? Niech prezydent Polski usłyszy nasz głos, który możemy wyrazić na przykład przez podpisanie petycji dostępnej TUTAJ.

źródła:

Zapis wideo posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji i Nauki [Kliknij, aby obejrzeć]

Analiza projektu zmian prawa oświatowego autorstwa Ordo Iuris: [Kliknij, aby przeczytać]

Wywiad Elżbiety Lachman, red. nacz. portalu PolskieForumRodzicow.pl z Jolantą Dobrzyńską, ekspertem oświatowym z Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. Wywiad w całości dostępny jest tutaj: „Rozmowy o edukacji; Reforma edukacji: Co się dzieje z nasza szkołą?"

Wywiad Hanny Dobrowolskiej, ekspertem oświatowym z Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, dla tysol.pl

Materiały organizacji "Nauczyciele dla wolności" https://nauczycieledlawolnosci.pl/edukacja-wlaczajaca/

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.