Matka Polka roku

Jako Matka Polka roku (samozwańcza) postanowiłam zorganizować zaległe przyjęcie urodzinowe dla naszej Najmłodszej. Bardzo zaległe, bo urodziny to ona miała w marcu. Po drodze były jeszcze imieniny więc jakoś jej to wytłumaczyłam. Zdecydowaliśmy się na urodziny w domu. A właściwie postanowiliśmy zorganizować przyjęcie urodzinowe w ogrodzie. Poza tym planowałam zaprosić całą klasę, żeby każde dziecko miało okazję z nami poświętować. Z tego powodu salon niestety nie wchodził w grę. Nie ogarnęłabym tego chaosu. Dwadzieścia jeden rozbrykanych ośmiolatek i ja jedna! Trzeba było zrobić przyjęcie urodzinowe w ogrodzie. A skoro ogródek to musiało być ciepło więc ten marzec to by była pomyłka. Czerwiec i owszem. Musiałam się jednak do tego odpowiednio przygotować. Nie tylko fizycznie ale przede wszystkim psychicznie.

Świetny pomysł ale od czego zacząć?

Zaczęłyśmy o zaproszeń. Do tego idealnie nadaje się Canva. Gotowe szablony, wklejasz swój tekst i drukujesz. Solenizantka ręcznie dopisała imię każdej dziewczynki i gotowe. Rozdała w szkole osobiście. Rodzicom wysłałam kopie mailem, żeby te dziewczynki, których nie było w szkole też wiedziały, że są zaproszone. Dlaczego nie zaprosiłyśmy chłopców? Bo ich w tej szkole nie ma. To szkoła tylko dla dziewczynek.

Sprawdzone pomysły czyli co działa najlepiej?

Cieszę się, że Matki Polki w naszej klasie podzielają opinię, że lepiej zrzucić się po 5-10 zł od dziecka niż kupować dwadzieścia osobnych prezentów. Każda z nas raz do roku przechodzi przez to samo więc mamy synergię w tym względzie. I to jest najlepsze, co możecie zrobić w temacie prezentów. Prezent oczywiście kupuje mama solenizantki/ jubilatki. I zawsze trafia w gust i marzenia dziecka.

Czyli zaproszenia mamy z głowy, prezent też, czas pomyśleć o atrakcjach! Przeryłam chyba cały internet w poszukiwaniu pomysłów na zabawy urodzinowe. W sumie każda zabawa urodzinowa jest już atrakcją sama w sobie. Ale czymże byłoby świętowanie bez zabaw i gier? A atrakcyjne zabawy to już w ogóle challenge. Za "naszych czasów" łapało się zębami jabłka zanurzone w wodzie w wielkiej miednicy. Ręce splecione za plecami i kto pierwszy wyłowił jabłko - ten wygrywał. A dziś? Trudno przykuć czymś uwagę dzieci. Miałam naprawdę mętlik w głowie. Z pomocą przyszła mi moja siostra - "miszcz" gier i zabaw na świeżym powietrzu! Do tego pracuje w szkole i wie, co zainteresuje dziewczynki w tym wieku.

Atrakcje dla dzieci - powód bezsenności rodziców

No to się naszykowałam. Stos gazet do robienia kulek do bitwy na papierowe kulki, kapelusz do następnej zabawy, piłki, skakanki etc. Miednicy z jabłkami nie przygotowałam. Zapowiadał się niezapomniany czas.

I wiecie co? Psu na budę to wszystko! Nikt nie chciał się bawić w moje gry i zabawy! No może ze trzy dziewczynki... Same się skrzyknęły, rzucały jakieś propozycje i bawiły się po swojemu. Jedna dziewczynka chciała napełniać konewki wodą i podlewać mi grządki. A proszę bardzo! Frajdę miała z tego wielką. Inna wyrywała chwasty... Serio! Większość skakała na trampolinie, grały w dwa ognie, w berka, zrywały maliny z krzaków... Słowem byłam bezrobotna. Choć wiadomo nie do końca. Ktoś musiał czuwać, by nikomu nie stała się krzywda, no i napełniać karafki z wodą i sokami. No i jedzenie donosić. Na tym się moja rola kończyła.

Przyjęcie dla dzieci - wnioski

Po tej imprezie doszłam do wniosku, że dzieciaki w tym wieku wcale nie potrzebują wymyślnych urodzinowych zabaw, dorosłych przebranych za postaci z bajek, piniaty, motywu przewodniego, malowania twarzy kalamburów, kreatywnych rozrywek, poszukiwania skarbów, dekoracji jak z żurnala, dmuchanych zamków i co tam jeszcze nam by przyszło do głowy. One potrzebują swobodnej wspólnej zabawy z rówieśnikami. Sami najlepiej wiedzą, co im daje radość i satysfakcję. Czy zabawy w drużynach, czy w parach, czy zbieranie kwiatków, czy skakanie na trampolinie, czy rysowanie, czy podlewanie grządek. Dobrze jest mieć coś w zanadrzu ale generalnie niech mają dużo wolności.

Wniosek drugi: Niepotrzebnie tyle się stresowałam, sprzątałam, szykowałam... Choć przyznaję w porównaniu z innymi przyjęciami urodzinowymi naszych dzieci wiele odpuściłam. Kupiłam jednorazowe obrusy, talerzyki i kubki. Do tego serwetki i słomki. Po skończonej imprezie zawijasz wszystko i wrzucasz do śmietnika. Nie eko? A czy ja tak robię codziennie? Raz do roku to nie taki wielki grzech. Większość tych produktów jest już teraz biodegradowalna i ze spokojnym sercem możesz je wyrzucić na kompost.

Urodzinowy tort? Passe...

Wniosek trzeci: Odradzam tort, bo z doświadczenia wiem, że dzieciaki za tortami nie przepadają. Dziubną, skubną a ty to wszystko później z bólem serca musisz wyrzucić do śmieci. Przecież nie zjecie po obcym dziecku! A jak zostanie nietknięty kawałek, to ileż można zjeść? Zdecydowanie polecam wszystko to, co zmieści się w ręce. U nas hitem są: chrupki kukurydziane, popcorn, owoce (winogrono, banany, jabłka (pokrojone w ćwiartki), arbuzy i truskawki) i galaretki! Dokupiłam do tego dwie butelki śmietanki w spayu i był hit! Zamiast tortu - galaretka w przezroczystym naczyniu, którą wylewałam dwa dni. Zrobiłam kilka kolorów i wylewałam kolejno - kiedy galaretka jednego koloru zastygła, nalewałam następną. Efekt tęczy osiągnięty. I nie musicie się martwić o beglutenowców. Owoce i galaretka bezpieczne dla wszystkich. Kto nie może mleka - nie bierze śmietanki.

Przygotuj to, co dzieci uwielbiają jeść

Wniosek czwarty: Za mało chrupek! Co w tym jest, że dzieciaki jedzą to jak szalone? A! I jeszcze prażynki i popkorn! Tego kupię następnym razem znacznie więcej! Pewnie dlatego, że to takie niezdrowe i w domu się raczej nie je na co dzień takich rzeczy. Owoce, żeby nie było, zniknęły jeszcze szybciej niż chrupki.

Trzy godziny zabawy minęły jak z bicza strzelił.

Słowem: Pełen sukces.

Mamy podczas odbioru córek pytały, czy jeszcze żyję? Taka impreza urodzinowa to czysta przyjemność! No i dzięki temu masz okazję zostać "matką roku"! Czeka nas jeszcze zaległa impreza starszego syna ale to już myślę znajdzie się chętny, żeby zostać "tatą roku". Ja bez wyrzutów sumienia zadbam o bufet!