Kalendarzowe planowanie dnia - czyli i tak zawsze coś gruchnie
dr Paulina Michalska No to sobie poplanowałam. Kalendarz w pracy, kalendarz rodzinny, a do tego agendy dzieci. Czy jest jakiś program, który to wszystko zepnie? I każda data wymieniona w mailu ze…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
dr Paulina Michalska
No to sobie poplanowałam. Kalendarz w pracy, kalendarz rodzinny, a do tego agendy dzieci. Czy jest jakiś program, który to wszystko zepnie? I każda data wymieniona w mailu ze szkoły od razu wskoczy do mojej „rozpiski"? Albo powiadomienia z gabinetów lekarskich? Jest? Niech mnie ktoś oświeci. Błagam!!!
Zawsze coś gruchnie
Powiem wam szczerze, ku waszemu pokrzepieniu, że generalnie to ja tego nie ogarniam. Ile bym tego nie miała, zawsze wyskoczy jakiś „kwiatek". Jeśli coś nie gruchnie w poniedziałek, to na bank w piątek. Tak było i w zeszłym tygodniu i w tym już też.
Siedzisz sobie spokojnie w domu, koniec tygodnia, planujesz „kino bambino" z maluchami, chipsy, „zakazane" napoje (wiem, ale raz na miesiąc można prawda?) aż tu NAGLE przychodzi wiadomość – przypominajka od życzliwej ci osoby (jak ja jej dziękuję za tę wiadomość!), czy pamiętasz, że masz wykład o 20:00 u nich?

Oczywiście, że… nie pamiętam. Zapomniałam wpisać do kalendarza. A nie! Wpisałam sobie do służbowego, a w piątek pod wieczór, to ja już nie patrzę na służbowy kalendarz. A tu, jak na złość, wszyscy, którzy mogliby zostać z maluchami są poza domem! Ba! Nawet ktoś z nich zajmuje się właśnie cudzymi dziećmi, by zarobić parę groszy! Trudno! Biorę maluchy ze sobą, włączam im „kino bambino" w sali obok i jakoś „rzeźbię" ten chaos.
Restart w poniedziałek
To było w zeszły piątek. A w tym tygodniu zaczęło się sypać już w poniedziałek. A poniedziałek, jak wiadomo, to rozruch po weekendowym szaleństwie – nikomu nic się nie chce. No, może mi się chce.
Chce mi się, żeby dzieci poszły do szkoły i tam zamieniały swoją energię potencjalną w kinetyczną (fizykiem jestem z wykształcenia, to mam skojarzenia, jakie mam). Więc poranek był z tych, o których chciałoby się zapomnieć. Nie wiem, jakim cudem namówiłam najmłodszą na pójście do szkoły w ogóle?

Wtedy usiadłam do komputera i odkryłam ze zgrozą, że właśnie ta najmłodsza ma wizytę u ortodonty na godzinę (jak dla rodziny wielodzietnej!) z kosmosu czyli o 10:45. Kto by się tam martwił, że to środek dnia, że ktoś ma pracę, a dzieci lekcje w szkole. Taki termin i nie poradzisz.
Mama sam na sam z Królową
Odpisałam na najpilniejsze maile, zebrałam się w sobie i pojechałam po naszą Królową (nosi imię jak jedna sławna królowa, więc czasem tak na nią mówimy). Zrobiło się z tej wizyty tzw. „wyjście" czyli dzień sam na sam z mamą.
Najpierw zakupy, z których wyszłyśmy z kilkoma „najpotrzebniejszymi" rzeczami (czytaj opaska na włosy z rogiem jednorożca, do tego świecąca w ciemności, stojak na szczoteczki do zębów i nowiutkie okulary przeciwsłoneczne, bo przecież już takie słoneczne dni nadchodzą), później obiad na mieście, zgarnięcie po drodze najstarszej córki, która źle się poczuła i już był czas na popołudniową „objazdówkę" po placówkach szkolnych.

Hej? Jesteście gotowi na pozostałe dni? Po takim poniedziałku zapowiadał się iście ekscytujący tydzień. I tak jest. Około środy gruchnęło już na dobre. Najmłodsza po naszych niedzielnych wojażach rowerowych w wiosennych tenisóweczkach ( „Mamo! Zobacz! Słońce świecie, ciepło jest") dostała kataru, kaszlu i gorączki na to wszystko.
W czwartek dołączyła reszta z podobnymi objawami, w pakiecie z przemęczeniem, które sprawiło, że nikt nie wstał do szkoły i zostałam z całą piątką sama w domu, próbując przy okazji pracować. A tego dnia mieliśmy z mężem w planie przeprowadzenie warsztatów w liceum dla uczniów. Nie uwierzycie, ale to był już piąty termin! Może za szóstym razem się uda?
Co robi mąż?
A mój mąż? Cóż… Mój mąż ma pracę, która wymaga od niego czasem wyjścia z domu, pójścia na uczelnię czy do biura. Większość czasu pracuje z domu.
Wyszedł więc normalnie, zabrał jeden z obiadów, który dzieci miały wziąć do szkoły, kanapki przygotowane z pietyzmem przez małżonkę swą ukochaną i wróci jak już minie prawie cały dzień. On to ma wszystko bardzo dobrze zaplanowane! Mówię wam.

Większość naszych kłótni dotyczy tego, że nie planujemy. Głownie, że ja nie planuję. „Musisz sobie to zapisać! Musisz prowadzić kalendarz! I musisz do niego zaglądać regularnie! To naprawdę ułatwia życie!"
No raczej… Widzę, jak to fantastycznie działa, ile daje mi planowanie. Jestem oszołomiona! Dobrze. Może jestem trochę sarkastyczna. Mam kalendarze, mam planery, ale mam też z tyłu głowy, że to wszystko można czasem między bajki włożyć, gdy ma się dzieci.
Więc głowa do góry! Jak coś ma gruchnąć, to i tak gruchnie. Planujcie, ale bądźcie otwarci na nieprzewidziane wyzwania.
Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.