Ławka z grzywką – czyli Matka Polka i fryzjerskie przygody
dr Paulina Michalska Historia fryzjerstwa w mojej rodzinie sięga zamierzchłych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Zazwyczaj nosiłam długie włosy zawiązane w warkocz albo kucyk. Jednak pewnego…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Historia fryzjerstwa w mojej rodzinie sięga zamierzchłych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Zazwyczaj nosiłam długie włosy zawiązane w warkocz albo kucyk. Jednak pewnego lata zmuszona byłam do zrobienia sobie grzywki.
Niechciana grzywka
Dziadek, a może tata, już nie pamiętam, poprosili mnie, bym pomalowała ławkę na podwórku farbą olejną. Niestety kosmyk włosów wpadł mi do puszki i tak ta farba przyschła, że niewiele się zastanawiając, chwyciłam nożyczki i obcięłam ten kosmyk. Muszę dodawać, że był to fragment z samego przodu, tuż nad czołem?
Żeby „jakoś się pokazać ludziom na oczy" mama obcięła mi więcej włosów i tak stałam się posiadaczką niechcianej grzywki. Bo grzywka, to wiadomo – ciągły kłopot. Szybko odrasta, trzeba ją ciągle skracać, a jak chcesz zapuścić, to musisz jakoś upinać, chować pod opaskami… No, słowem, dla mnie horror. Stało się oczywiście tak, jak podejrzewałam, że stać się może i nadszedł ten sądny dzień, w którym ani mama ani tata nie mieli czasu, by mi skrócić wchodzące do oczu włosy. Na ratunek przybiegła moja siostra. Dzięki siostro. Nie zapomnę ci tego do końca życia.
Cięcie na mokro z zemstą w tle
Nie podejrzewałam wtedy, że jej zdolności w temacie fryzjerstwa są zerowe. A trzy dni później miał się odbyć bal na zakończenie ósmej klasy. Chyba już czujecie pismo nosem? Stanęłam w łazience, zamknęłam oczy, siostra zmoczyła mi wodą grzywkę – wiadomo – mokre włosy tnie się łatwiej. Chwyciła nożyczki i zaczęła ciąć nad samą lewą brwią. Ale z każdym cięciem czułam, jak te nożyczki przesuwają się coraz wyżej i wyżej. Nie otwierając oczu, powiedziałam: - Magda! Ale ty mi krzywo tniesz tę grzywkę! Czuję to! Ona na to: - Kto tu ma otwarte oczy i widzi lepiej? No chyba, że ja! Nie gadaj i stój spokojnie, bo już prawie koniec.
No i był koniec. Przy samej skórze, na tej granicy między czołem a miejscem, gdzie zaczynają się włosy! Matko! Poryczałam się, ale najpierw miałyśmy niezły ubaw. Kiedy mama mnie zobaczyła, załamała ręce i wyrównała mi tę krzywiznę. W efekcie wyglądałam jak, nie przymierzając, Jerzy Waldorff. Pamiętacie go? Taką miał krótką grzyweczkę, trochę jak chłopczyk z „Zaczarowanego ołówka", tylko że dużo krótszą.
Zemsta na mojej siostrze pojawiła się sama. Nie jestem pamiętliwa i wcale nie wyrzucam jej tego incydentu. Jednak przyszedł dzień, w którym to ona potrzebowała usługi fryzjerskiej. Rodziców nie było w domu, kasy na fryzjera nie miała, ale bardzo chciała, akurat tego dnia, skrócić włosy. Tak się zafiksowała, że opowiedziała o tym swojej najlepszej przyjaciółce. A tamta wypaliła: - Ja fantastycznie obcinam włosy! Magda! Siadaj! No i Magda usiadła. Zaufała. Wyglądała chyba gorzej niż ja z tą moją grzywką a' la Waldorff. Gdy mama ją zobaczyła, usiadła z wrażenia. Ewa – jej przyjaciółka, przyznała się później, że wcześniej ćwiczyła tylko na lalkach.
Wałki i loki
Przyszedł czas liceum. I tu znowu przygoda fryzjerska. Tym razem z nauczycielką w roli głównej. Siedziałam na jej lekcjach w pierwszej ławce. Czasem zadawała całej klasie jakieś zadanie, a mi opowiadała o czymś z jej życia. I przyszła pewnego dnia z włosami koloru heban. Normalnie farbowała włosy na blond. Mieliśmy chwilę, by ochłonąć, bo ktoś ją widział na korytarzu przed lekcją. Ale trudno było mi utrzymać powagę, siedząc na wprost niej i wysłuchiwać, jak to poprosiła sekretarkę o kupno farby, a ta pomyliła kolory i jak całą noc ta nauczycielka spędziła pod prysznicem, licząc na to, że tę farbę da się jakoś zmyć.
Cztery lata minęły jak z bicza strzelił i nastał styczeń, a z nim studniówka. Kilka tygodni wcześniej wymyśliłam sobie, że chcę mieć na ten bal loki. Zrobiłam sobie papiloty z gazety i na próbę zawinęłam sobie wszystkie moje długie do pasa włosy. Grzywki nie zawijałam. Pomyślałam, że można ją podwinąć lokówką na koniec. I powiem wam, że wyszło naprawdę ciekawie. Postanowiłam więc poprosić moją sąsiadkę – fryzjerkę o pomoc w zawijaniu. Przyszła rano w dzień studniówki, nałożyła mi supermocną piankę, żeby fryzura wytrzymała do rana. Zawinęła milion małych wałeczków i poszła do domu. Późnym popołudniem ubrałam się w suknię, umalowałam i usiadłam na krześle a mama zaczęła rozwijać mi te wałki. Minę miała jakąś taką niewyraźną przy tym. Okazało się, że pianka nie była tak dokładnie nałożona i przód włosów miałam skręcony do wysokości ramion a z tyłu głowy aż do pasa proste jak drut. Na koniec podwijając mi grzywkę lokówką, mama oparzyła mi czoło. Usiadłam i ryczałam….
Mama zaproponowała, żeby może te loki rozczesać? Dobrze, że ostatki rozsądku mnie nie opuściły, bo wyglądałabym jak Tina Turner i mogłabym się nie zmieścić w drzwiach szkoły. Naciągnęłam tylko trochę te włosy z boku głowy i zaplotłam warkocz, wplatając w niego te proste kępy opadające mi dotąd na plecy. Jakoś po drodze nawet uwierzyłam koledze, z którym szłam na tę studniówkę, że nie wygląda to tak źle, jak myślę. Już prawie pomyślałam, że to taka awangardowa fryzura, new design aż stanęłam na progu szkoły i zobaczyła mnie koleżanka, z którą chodziłam do jednej klasy od zerówki. Znałyśmy się jak łyse konie. I ona na mój widok popłakała się ze śmiechu.
35 kontra 53
Bałam się balu absolutoryjnego! Co tam! Bałam się ślubu! Bo jeśli na najważniejsze moje wcześniejsze bale wyglądałam jak nie ja, to co będzie dalej? Balu absolutoryjnego nie mieliśmy, a na ślub zdecydowałam się na bardzo prostą fryzurę – rozpuszczone długie włosy. Wołałam nie eksperymentować.
Jednak raz na kilka lat coś „mnie bierze" i idę do fryzjera. Kiedy na moje trzydzieste piąte urodziny postanowiłam „jakoś wyglądać", to wylądowałam na fotelu fryzjerki z osiedla, która potrafiła uczesać tylko jeden rodzaj fryzury – wałki plus tapir, czyli klasyka lat osiemdziesiątych w wersji dla pań 50+ plus. Mąż to krótko skwitował, zanim włożyłam głowę pod prysznic: - Kończysz 35, a nie 53 lata.
Później wcale nie było lepiej. U nas na wsi – ceny jak w Warszawie, nie przymierzając, a efekt podobny jak w osiedlowym salonie z lat osiemdziesiątych.
Byłam załamana. Aż trafiłam do pani Violetki – sąsiadki mojej mamy. Nie tej od studniówki! I jeżdżę do niej raz na miesiąc, pokonując prawie sto kilometrów, ale warto! Od pewnego czasu koleżanki moich dzieci, kiedy spotykamy się na szkolnym korytarzu, mówią mi: - Super fryzura! Naprawdę wyglądasz świetnie.
Chyba znalazłam swoją fryzjerkę. Nie dziwota, że mi wcześniej tak słabo szło. Pani Violetka jest zaledwie dwa lata starsza ode mnie więc, kiedy jej najbardziej potrzebowałam, ona zwyczajnie uczyła się jeszcze fryzjerstwa albo chodziła do szkoły, jak ja. Sylwester za pasem. Przemyślcie dobrze wasze fryzury.
Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.