Działania międzypokoleniowe

Jak zostać nastolatką mając ponad 40 lat? Przepis jest prosty! Zacznij przebywać z pokoleniem wyżej! Nazwijmy ten projekt roboczo "Seniorzy i młodzież". Szukasz takiej grupy seniorów, wspólnych działań - najlepiej, żeby wszyscy mieli okazję się wykazać i przepis na odmłodzenie jak się patrzy!

Mówią, że „wiek to tylko liczba", „ma się tyle lat, na ile się czuje" i takie tam inne. Kilka razy w życiu czułam się, jakbym stała nad grobem i miała ponad sto lat a czasem czułam się jak nastolatka mając lat …dzieści. Generalnie trzeba brać pod uwagę ile się ma lat i jak się człowiek czuje razem wzięte. Tak by było najlepiej. Bo czasem panie po siedemdziesiątce wyglądają w młodzieżowych ciuchach nieco groteskowo a czasem kilkulatki udające dorosłych żenująco. Ale ja nie o strojach ani zachowaniach ale o różnicy pokoleniowej.

Pisałam już tyle razy, że biorę się za siebie, że schudnę, że wejdę w moją wymarzoną zieloną sukienkę (czytaj tutaj: Camino i zielona sukienka – czyli Matka Polka na końcówkę roku - POLSKIE FORUM RODZICÓW (polskieforumrodzicow.pl))

No to się wzięłam. Serio! Słyszę brawa? Dziękuję. Otóż! Zapisałam się na gimnastykę w wodzie… dla seniorów. Niby napisane jest, że nie ważne ile lat ma uczestnik ale, kiedy doskwierają mu bóle kręgosłupa i chce wzmocnić swoje mięśnie, to ta inicjatywa jest dla niego. Powszechnie wiadomo, kto na to chodzi. Skoro nie było napisane wprost, że "tylko dla osób 60+" (choć dla takich osób jest duża zniżka), to pomyślałam: Dla mnie to! Kupiłam karnet, odkurzyłam basenowe klapki i pełna entuzjazmu ruszyłam ku nowej przygodzie do Kórnika. No i zaczął się teatr! (W pozytywnym tego słowa znaczeniu. One - aktorki pierwszoplanowe - ja raczej publiczność). Już w szatni przywitały mnie uśmiechnięte panie w wieku 70+. Na bank nie były młodsze. Jedna poruszała się z balkonikiem. "Seniorzy w akcji" - tak bym nazwała rwetes panujący w szatni. Jakbym na chwilę przeniosła się do mojego liceum z lat dziewięćdziesiątych! Tylko koleżanki nieco starsze. A może lepiej byłoby opisać ten międzypokoleniowy team "dzieci i młodzież"? One młodzież a ja dziecko? Bo atmosfera senioralna to tam nie panowała! Zaręczam!

Jako „przedszkolak" w temacie wodnych wygibasów zapytałam (niczego nieświadoma), czy zostają na jednych czy na dwóch zajęciach? Bo były dwa pod rząd. Czy ja rozum postradałam? Niektóre panie poruszały się przy balkoniku a ja pytam, czy będą fikać w wodzie przez półtorej godziny, czy tylko przez czterdzieści pięć minut? Co za krindż! Ale poczucia humoru to tym seniorkom nie brakuje więc jedna z nich odpowiedziała: „Droga pani. Jak już pozna pani panią Asię (instruktorkę), to przekona się pani, dlaczego nie zostajemy na drugich zajęciach. Ale oczywiście, jeśli będzie miała pani siły, to proszę zostać". Zostałam.

Porzućcie stereotypy

Wychodziłam na miękkich nogach. Co to był za wycisk. Nie wiem, jak te starsze panie dawały radę nawet na jednych zajęciach? Jeszcze przez dwie godziny dudniło mi w głowie: Tempo, tempo! Raz, dwa, trzy i noga w górę! Podjęłam decyzję, że żeby mieć odpowiednią kondycję, muszę chodzić na dwa zajęcia pod rząd. Trudno. Będę się pocić (mieliście kiedyś takie uczucie na basenie, że mimo chłodnej wody czuliście, że się pocicie? Ja pierwszy raz w życiu!) ale cytując klasyka: Forma się sama nie zrobi.

Moja decyzja spotkała się z uznaniem moich „koleżanek" - seniorek. Wcale nie były złośliwe, nie były zazdrosne – wręcz przeciwnie – gratulowały mi determinacji.

Opowiedziałam o swoich senioralnych przygodach znajomym podczas naszej podwójnej randki. Wszyscy zauważyliśmy, jak się pani domu "oczy zaświeciły" na pomysł wspólnych zajęć.

-Eeee... Dawno nie ćwiczyłam. Takie zajęcia dla osób 60+ będą dla mnie w sam raz. Nie zmęczę się i zrobię coś dla zdrowia.

O słodka naiwności! Wprawdzie uprzedziłam Marię o tempie pani Asi ale ona nie chciała wierzyć. Pełna energii stawiła się następnego dnia punkt 7:45 na basenie zwarta i gotowa! Po dziesięciu minutach jęczała, że nie da rady, że to jest jak jakiś obóz karny, że ona nie ma kondycji i zaraz wyzionie ducha. Zwróciła honor wszystkim obecnym "na sali" i z uznaniem machała nogami w tempie narzuconym przez trenerkę. Ja płakałam ze śmiechu.

Może zastanawiacie się, po co to robię? Chcę oszukać czas, pesel? Pocieszyć się cudzym kosztem? Raczej nie. Choć przy "moich seniorkach" poczułam się jak nastolatka, zapomniałam na chwilę o swojej czterdziestce na karku i choć jestem w tej grupie najmłodsza, to nie czuję się przez to gorsza ani tym bardziej lepsza. Gawędzimy sobie w szatni jak „stare znajome". Wymieniamy się doświadczeniami, opowiadamy, jakie mamy plany na wakacje… Naprawdę jest super. Mimo różnicy pokoleniowej – świetnie się dogadujemy. Choć zastanawia mnie czasem, czy nie jest tak, jak w historii mojego znajomego?

Młodzi i starsi - rzecz względna

Jego babcia miała 104 lata, gdy umarła. Kiedy odwiedził ją rok przed śmiercią, zapytał, co tam słychać we wsi, co u sąsiadów? Babcia intelektualnie i pamięciowo była nadal bardzo sprawna. Odpowiedziała mu: A z kim tu gadać, jak same małolaty po siedemdziesiątce są?

Nie wiem, co sobie myślą o mnie panie, z którymi chodzę na zajęcia... To nieważne. Ważne, że mogę czerpać z ich doświadczeń i umiejętności - nie raz podpowiadały mi w różnych kwestiach swoje sprawdzone sposoby. A że przy okazji się trochę poruszamy w wodzie, to tylko wartość dodana.