Jeśli mi ktoś powie, że nie jestem wielozadaniowa, to dam w zęby. Codziennie wykonuję kilka zadań jednocześnie. A kiedy mąż wyjedzie na kilka dni, to nawet podwójny multitasking, bo za niego też. Zawsze wtedy wypada jakiś Armagedon. Tak było i tym razem....

Pisałam już kiedyś o moich przygodach fryzjerskich Ławka z grzywką – czyli Matka Polka i fryzjerskie przygody [kliknij, aby przeczytać]

Niestety, niczego mnie to nie nauczyło i znów popełniłam ten sam błąd: dałam się namówić na obcięcie włosów mojej nastolatce. Wcześniej starszy syn wrócił od zaprzyjaźnionego barbera z fryzurą jak gwiazda piłki nożnej, więc młodszy też zapragnął wyglądać „szałowo". A jesteśmy z Poznania, więc zaradna (czyt. oszczędna) Matka Polka nie wyda kolejnych kilkudziesięciu złotych na fryzjera. Postanowiłam, że obetnę go sama. I szok: udało mi się! Zrobiłam „wyczesaną" fryzurę mojemu dziesięciolatkowi! Osiągnęłam prawie taki sam efekt, jak znany barber. Przy czym słowo „prawie" ma tutaj ogromne znaczenie. Ale myślę, że gdybym obcinała kilkanaście osób dziennie – mogłabym zrobić karierę w tym fachu.

Wróćmy jednak do nastolatki. To się nie mogło skończyć dobrze, bo cały dzień był zakręcony. Otóż – co się działo:

Dzień zaczął się normalnie – odwożenie dzieci do szkół, powrót, śniadanie… I tutaj koniec normalności. Później sprint z mężem na lotnisko. Kto się przyczynił do tego sprintu? Podpowiem – nie ja. „Ja tylko się połączę zdalnie na spotkanie zarządu na 15 minut. Później szybka kawka i jedziemy o 10:00". Kiedy będę męża prosiła o 15 minut pomocy – użyję jego definicji kwadransa. Ruszyliśmy o 10:40. Mieszkamy po przeciwnej stronie miasta niż lotnisko. Resztę sobie dopowiedzcie sami… Rzutem na taśmę zdążył nadać bagaż.

Po drodze z lotniska wstąpiłam do ortodonty (nowe zadanie!) by zapisać wszystkich na wizytę kontrolną. Skoro i tak będę tam przejeżdżać, wstąpię, bo dodzwonić się w takie miejsce to jak wygrana w loterii. Przy okazji zapisałam też siebie na wizytę u stomatologa. Na kwiecień.

Sklep pod szkołą był zamknięty, a obiecałam synowi, że kupię mu coś dobrego do picia na trening. Więc zahaczyłam o sklep. I o jeszcze jeden, bo skoro już wyjechałam ze swojej wsi, to czemu nie skorzystać? Kupiłam prezent dla chrześniaczki męża, która za kilka dni ma urodziny. Z sokiem w ręku stanęłam u drzwi podstawówki syna. Mission accomplished, jak mawiają Amerykanie. Szybko odebrałam młodszą córkę, pojechałyśmy na zakupy spożywczo–niezbędne, później z powrotem po młodego i po starsze nastolatki, żeby nie musieli się tłuc autobusem. A wszystko to w wielkim pośpiechu, oczywiście. A że nikt nie jadł obiadu, szybko wpadliśmy coś zjeść do ulubionej jadłodajni. I tam syn oznajmił mi radosną wieść, że na sprawdzianie z chemii, do którego pomagałam mu się przygotowywać przez cały długi weekend, będzie można zaglądać do notatek! Jest miłosierdzie na tym świecie dla matek, uczących swoje dzieci w domu! Uczciliśmy to dodatkową colą! Smakowała jak szampan! Ucieszyłam się, bo czekały mnie wieczorem jeszcze ze dwie godzinki ślęczenia z nim nad tym. Jego przeładowanie materiałem, moja niecierpliwość, do tego zmęczenie – i mamy mieszankę wybuchową o nazwie: wspólna nauka z rodzicami. Widać pani od chemii przewidziała te tragedie i zlitowała się nad jednymi i drugimi.

Ale… Żeby nie było tak kolorowo – na następny dzień musiał zrobić prezentację na biologię.

Po obiedzie do domu. I zrobiła się już 18:00. A ja o 20:00 muszę wyjść na fitness. Muszę wyjść o tej godzinie, jeśli nie chcę się spóźnić. A nie chcę. Miałam więc dwie godziny do dyspozycji, a milion działań w tym samym czasie! Lekcje z młodszym synem, powtórka przed dyktandem z córką i ta nieszczęsna chemia ze starszym. Ale wyszłam na czas. Udało się.

Na fitnessie ostro dostałam w kość, o czym przekonałam się następnego dnia. Niby takie „fiki-miki" z kółkiem, a rano chrupało i łupało. Po powrocie z „fikołków" starsza córka zagadnęła mnie, żebym jej „trochę skróciła włosy z tyłu". Już sporo odrosły po tym, jak w lipcu ogoliła się na łyso. „Skoro ci tak dobrze idzie obcinanie chłopaków, to może byś mi skróciła?" Ale ja nie umiem obcinać takich włosów o dziwnej długości i nie kryłam tego przed nią. Wzięłam maszynkę i nałożyłam nakładkę, która skraca włosy do 18 mm. Wydawało nam się obu, że to odpowiednia długość. Niestety… Wyszedł „mnich" czyli krótko z tyłu, a boki i czubek dłuższe „na grzybka". Był oczywiście płacz, panika i próba wymuszenia na mnie niepójścia nazajutrz do szkoły. Nie uległam. „No cóż… Muszę ci teraz wszystkie włosy obciąć na taką długość. Nie ma wyjścia". No i obcięłam, obiecując sobie, że NIGDY więcej nie będę jej obcinać włosów! „W samą porę to powiedziałaś mamo, bo chciałam ci to samo powiedzieć. Nigdy więcej mnie nie będziesz obcinać!"

Na to wszystko wszedł syn z nowiną, że prezentacja gotowa. Chemii pod moją nieobecność oczywiście nie tknął. A była już prawie 23:00.

Ogarnęliśmy poprawki w prezentacji i wreszcie mogłam odetchnąć. Była północ, a ja jadłam przedostatniego (bo ostatni zostawiłam dla męża) rogala marcińskiego i upajałam się chwilą. Tak się upajałam, że zasnęłam w salonie na kanapie. Nie miałam siły pójść do sypialni, że o myciu zębów nie wspomnę.

Taki oto multitasking sobie zafundowałam na dzień dobry po długim weekendzie….

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.