Nadopiekuńczy rodzic często stara się kontrolować każdy aspekt życia swojego dziecka, kierując się troską o jego dobro. Jednak nadmierna troska o dziecko może prowadzić do wielu problemów w procesie wychowania. Nadopiekuńcza matka lub ojciec mogą ograniczać rozwój samodzielności i pewności siebie u dziecka. Psychologowie ostrzegają, że skutki nadopiekuńczości są często odczuwalne nawet w dorosłości. Jak znaleźć równowagę między troską a wolnością w rodzicielstwie? Czym jest nadopiekuńczość? Rodzicielskiej porady, jak wychowywać, by nie wpaść w zasadzkę nadopiekuńczości, udziela Matka Polka.

Nadopiekuńczy rodzice – kiedy troska o dziecko staje się obsesją?

Nadopiekuńczy rodzic często stara się kontrolować każdy aspekt życia swojego dziecka, kierując się troską o jego dobro. Jednak nadopiekuńczość może prowadzić do wielu problemów w procesie wychowania. Nadopiekuńcza matka lub ojciec mogą ograniczać rozwój samodzielności i pewności siebie u dziecka. Psychologowie ostrzegają, że skutki nadmiernej troski są często odczuwalne aż w dorosłym życiu. Jak znaleźć równowagę między troską a wolnością w rodzicielstwie?

Rok szkolny już na dobre wystartował a ja ciągle w polu. To tak na pokrzepienie wam, którzy tak, jak ja nie macie ochoty ogarniać szkoły swoich dzieci. Super, że poszły, super, że mają kontakt z kolegami i koleżankami, super, że wy też macie czas, by na spokojnie pomyśleć o feriach zimowych…. Ale do tego czasu musicie ogarnąć co najmniej dwadzieścia różnych spraw! No bo już gdzieś tak w połowie sierpnia uaktywniają się matki, nazwijmy je „ogarnięte inaczej" na wszelkich grupach klasowych, nerwowo pytając (dla nas nerwowo, bo nie dla nich – ogarniętych), czy już wiadomo, jakie zeszyty i podręczniki jakiego wydawnictwa będą obowiązywały w tym roku? Czy książki mają być obłożone już w pierwszym tygodniu, czy doszły już zamówione mundurki i co, jeśli jednak nie będą pasować? A buty na wf mogą być w czarną podeszwą, czy lepiej, żeby miały beżową? I ja wtedy zaczynam się denerwować. Denerwować? To mało powiedziane! Zaczynam się wściekać! Że ktoś mi psuje resztę wakacji, że gdzieś mam kolor podeszwy butów na wf a mundurki kupię na kiermaszu szkolnym. Ludzie! Rok szkolny na sto procent się zacznie w takich lub innych butach! Zeszyty to można teraz kupić nawet w kiosku w drodze do szkoły. Podręczniki też nie będą potrzebne w pierwszym tygodniu, podejrzewam! Miejcie litość! Dajcie się cieszyć tym, którzy mają jeszcze wakacje w głowie! Ale to do nich nie dociera. Na grupie mam sześćdziesiąt nieodczytanych wiadomości dziennie! Codziennie!!!! Kto ma czas to czytać? Kto ma czas na to odpowiadać? A czy pani od biologii mogłaby wrócić? Inni, że lepiej, żeby nie wracała… Ja mam życie oprócz życia sprawami szkoły moich dzieci. Może to brutalnie zabrzmi ale dopóki mój syn/córka żyje, nie dzieje mu się krzywda, nikt go nie pobił, on nikogo nie pobił, radzi sobie w szkole, to ja naprawdę nie muszę wiedzieć o każdej „pierdole" w tej szkole. Mam pracę, dom, męża, dzieci i przyjaciół. Dla mnie poproszę „samo gęste". Do kiedy kasa za studniówkę, ile i na jakie konto. Nie mam kłopotu z tym, czy ta impreza odbędzie się w pałacyku jakimśtam, czy w szkole. Serio. A robi się z tego wydarzenie na skalę ślubu niemalże. Pewnie zaraz po studniówce zaczną się dyskusje na temat prezentu – podziękowania dla poszczególnych nauczycieli i nauczycielek… Kto normalnie funkcjonujący ma na to czas?

A nasi rodzice? Też tak mieli? Kupowało się zeszyty, podręczniki, ewentualnie nowy plecak albo tornister i heja! Do szkoły! Były dzienniczki ucznia, z których dowiadywali się, kiedy wywiadówka, co tam przeskrobaliśmy albo jakie oceny dostaliśmy. Ewentualnie wpis, że mają się jak najszybciej stawić u wychowawcy. I świat był prostszy.

A dzisiaj? Dzisiaj chciałoby się sparafrazować znany tekst :Choćby nikt na ciebie nie czekał w domu, nie smuć się LIBRUS zawsze na ciebie czeka!

Nienawidzę tego ustrojstwa! NIE-NA-WI-DZĘ! Jako pokutę za grzechy i umartwienie, wyznaczyłam sobie piątek jako dzień, w którym będę tam zaglądać. Matko z córką! Nie zajrzysz przez pięć dni i masz ze dwadzieścia wiadomości i osiemdziesiąt zmian w kalendarzu. Ktoś był chory, kogoś trzeba było zastąpić, w klasie tej i tej zdemolowano

toaletę – prośba o rozmowę z dziećmi, bo inaczej cała klasa będzie pokrywała szkodę… Ja naprawdę cierpię, gdy to czytam. I to tylko razy cztery, bo najstarsza jest już studentką! A wyobrażacie sobie rodziny z ośmiorgiem dzieci na przykład? Za każdym razem musisz się wylogować, zalogować na konto kolejnego dziecka, tam znowu sterta wiadomości „z czapy"… I kolejne godziny mijają. „Fanatycy" mają nawet aplikację na telefon. Jeszcze dziecko ze szkoły nie wróciło a ty już wiesz, że puściło bąka na biologii i zdezorganizowało lekcję! Albo czekasz aż wróci albo pędzisz do szkoły, zanim skończy lekcje i robisz zadymę. Znam takie matki, oj znam…. I jak tu żyć?

W ubiegłym roku odważyłam się na szczerość w grupach klasowych i po jednej akcji poprosiłam o usunięcie mnie z grupy. Trwała dyskusja na temat sytuacji, która nie dotyczyła mojego syna więc się nie odzywałam na grupie. Później usłyszałam od wychowawcy, do którego przyszła jedna mama ze skargą, że tylko ja i jeszcze jedna mama nie „ojojałyśmy" na grupie jej synka. Kaman! Jakiś obowiązek jest? Więc napisałam pożegnanie w stylu, że kto ma do mnie sprawę – codziennie jestem w szkole po syna – niech rozmawia albo niech zadzwoni. I teraz dostaję tylko „samo gęste" w ważnych klasowych momentach jak święta, dzień nauczyciela etc. I żyję! I nie czuję się złą matką!

Życzę wam, by ten nowy rok nie zabrał wam zbyt dużo czasu na sprawy nieistotne, byście nie dostawali miliarda powiadomień ze szkoły i byście mieli do tego wszystkiego zdrowy dystans! „Samego gęstego" wam życzę!