Romantyczna komedia - czyli wieczorny relaks z mężem
dr Paulina Michalska Lubię wakacje, bo nie muszę wstawać o szóstej rano, stać przy kuchence i gotować obiadu. Nie muszę poganiać dzieciaków, żeby umyły zęby (poganiam ich trzy godziny później!), żeby…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Lubię wakacje, bo nie muszę wstawać o szóstej rano, stać przy kuchence i gotować obiadu. Nie muszę poganiać dzieciaków, żeby umyły zęby (poganiam ich trzy godziny później!), żeby sprężyły się, bo spóźnimy się do szkoły. Ale nie wszystko kręci się wokół dzieci.
Podziwianie gwiazdozbiorów
Wakacje to też czas, kiedy możemy z mężem posiedzieć sobie wieczorkiem na tarasie przy lampionach, czymś pysznym albo przy kieliszku wina. Podziwiamy wieczorne niebo (mam aplikację do rozpoznawania gwiazdozbiorów) i czasem zwyczajnie milczymy, bo nawet rozmawiać nie mamy siły. To wszystko sprawia, że uwielbiam wakacje. Nawet, gdy muszę następnego dnia pracować. Jakoś inaczej mi się chce.

Jednak ostatnimi czasy wieczory są trochę za chłodne, żeby siedzieć na zewnątrz. Sporo też padało, a nie lubimy moknąć więc przenieśliśmy się do salonu.
Filmy na zmianę
Dzieciaki po swoich „przyjemnościach" (tak nazywają wieczorne oglądanie filmów albo granie na Play Station) smacznie śpią w swoich łóżkach, albo jeszcze czytają sobie, a my wtedy siadamy na kanapie i też włączamy sobie jakiś film. To jest około godziny dwudziestej drugiej. Ale co tam! Są wakacje! Do tego jakaś sałatka, czasem kieliszek wina, orzeszki i nadrabiamy zaległości.
Jak się nietrudno domyśleć – mąż woli filmy akcji a ja komedie, najlepiej romantyczne. Żeby było sprawiedliwie – raz wybieram ja, raz mąż. I muszę wam się przyznać, że jesteśmy bardzo ekonomiczni. Jeden film oglądamy w trzech, czasem czterem odsłonach. Czyli przy dobrych wiatrach jeden film na tydzień, a jeśli mąż wyjedzie, to nawet na dłużej. Nie oglądam przecież sama. Przepis na to jest jeden.

Przygotujcie sobie wszystko, co trzeba czyli: jakieś pyszne jedzonko, coś do picia, wygodne fotele albo najlepiej kanapę, kocyk jak jest zimno. Zjedzcie to wszystko, pogadajcie przy tym trochę o dzieciakach, o tym wszystkim, co się wydarzyło dzisiaj, kto dzwonił, co gruchnęło w pracy albo o planach na wakacje, zróbcie może razem jakieś internetowe zakupy, na przykład pułapek na muchy albo jakiegoś ekwipunku na wakacyjny wyjazd. Dopiero później włączcie film!
Poznańska ekonomia
Po tym wszystkim. Koniecznie! Gwarantuję, że pamiętać będziecie pierwszych piętnaście minut, później obudzicie się około trzeciej w nocy ze ścierpniętym karkiem, wygięci w jakiś nienaturalnych pozach, z otwartymi buziami, poczochrani i zmęczeni jak koń po westernie. No chyba, że lubicie obejrzeć cały film od razu, to nie róbcie tego wszystkiego, co my na początku. Po prostu włączcie film, usiądźcie na czymś mega niewygodnym, to na bank skończycie oglądanie do północy, grzecznie umyjecie zęby i położycie się wygodnie w waszym łóżku. Co kto lubi. My to poznaniacy jesteśmy, więc dzięki takiemu scenariuszowi płacimy raz za film na jakieś platformie i oglądamy go przez pięć wieczorów. Czysta ekonomia.
Zdarza się, że jakieś zbłąkane dziecko, czasem nastolatek, zejdzie do nas około pierwszej, posiedzi chwilkę, zobaczy, co tam oglądamy, pośmieje się z nas i dopiero nas budzi z tekstem: - Znowu zasnęliście na filmie! I to jest takie odmładzające. Czuję się jakbym znowu miała dwadzieścia lat i przyszła mama wyłączyć mi komputer, bo zasnęłam w trakcie oglądania.

Scenariusz wyjściowy
Inną formą relaksu małżeńskiego jest oczywiście randka poza domem. Rzadko wybieramy kino, bo tam też zasypiamy, a nie da się cofnąć filmu. Raczej już jakaś kolacja w restauracji, podczas której solidarnie żadne z nas nie pije wina, żeby wieczorem móc usiąść razem przy lampce czegoś lekkiego. I wtedy scenariusz jest podobny jak przy domowym kinie. Mamy jednak już pewne swoje spostrzeżenia i wnioski. Wieczorem na kanapie pijemy wyłącznie wino białe. Mniej brudzi, gdy się zaśnie z niedopitym kieliszkiem i wyleje się na siebie pozostałość. Wiemy, bo kilka razy już to przerabialiśmy. Plam do dziś nie udało się sprać.

Zachęcam więc do relaksu z mężem w te wakacje. Jakikolwiek by on nie był. Można się czasem z tego śmiać przez resztę roku. Bo, jak to mówią mądrości internetowe, naucz się śmiać z samego siebie, będziesz miał ubaw do końca życia.
Więcej luzu i mniej stresu
Kiedy nastaną szare, jesienne wieczory, usiądziecie sobie o dwudziestej z kubkiem herbaty i powspominacie: - A pamiętasz jak w wakacje zaczęliśmy oglądać tę komedię romantyczną? Ze cztery dni nam zeszły! Zjedliśmy wszystkie pomidory z krzaków i całą grządkę rukoli przy tym! A jak nas dzieciaki rano znalazły „w opakowaniach" na kanapie, a telewizor nadal był włączony? To były czasy…
Życzę wam takich i jeszcze lepszych wspomnień w te wakacje. Dajcie sobie więcej luzu i nie stresujcie się, że znowu czegoś nie dokończyliście… Nadrobicie - może w ferie zimowe?
Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.