Wiosenny śnieg – czyli sezonowy falstart
dr Paulina Michalska Oczyma wyobraźni siedziałam już na tarasie z kubkiem gorącej kawy i delektowałam się słońcem i dolce far niente . Ptaki śpiewały, wiał lekki zefirek, a ja z książką na hamaku. I,…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Oczyma wyobraźni siedziałam już na tarasie z kubkiem gorącej kawy i delektowałam się słońcem i dolce far niente. Ptaki śpiewały, wiał lekki zefirek, a ja z książką na hamaku. I, jak to mówią moje dzieci: I wtedy się obudziłam.
„Jajcarnie" wnieś i wynieś!
Ostatnio słońce nas rozpieszczało. Nieprawdaż? Poczułam wiosnę, więc wzięłam się ostro do roboty. Zasiałam fasolkę szparagową, pomidory i ogórki w „jajcarniach", czyli tych pudełkach po jajkach. One ulegają biodegradacji więc można taką małą sadzonkę przesadzić do gruntu razem z tą „jajcarnią". Zaczęła się więc bieganina z sadzonkami.

Patrzę przez okno – piękne słońce – „jajcarnie" na taras. Niech flora zażyje prawdziwego słońca, wiatru, lekkiego dżdżu. Po południu zaczęło lać – „jajcarnie" do domu, żeby grad, który spadł zaraz potem nie zniszczył moich wychuchanych sadzonek. Późnym popołudniem znowu słońce – „jajcarnie" na schody wejściowe, żeby słońce wysuszyło tę mokrą ziemię – tam są najlepsze warunki. Na noc uprawy chowam do domu – są jeszcze przymrozki. W końcu mam uprawiać sport co najmniej pół godziny codziennie!
Kopanie rozładowuje napięcie
Takie bieganie w tę i z powrotem z sadzonkami, schylanie się i podnoszenie powinno się liczyć jako jeden trening. Zatem taka uprawa domowo-tarasowa to same zalety. Czuję już w ustach smak tych dojrzewających w słońcu pomidorów, pysznej fasolki i chrupiących ogórków prosto z grządki… Poświęcę się i będę tak biegać z tymi „jajcarniami", aż w końcu będę je mogła przesadzić do gruntu.
A ten jeszcze nie przekopany, ale to już nie moja broszka. W końcu trzech facetów jest w domu – niech kopią. To bardzo dobrze rozładowuje napięcie nerwowe, a tego po ostatnim meczu polskiej reprezentacji z reprezentacją Czech nie brakowało. Zawsze jakieś napięcie można też ostatecznie wygenerować, a wtedy łopata sama wpada w ręce i można się wyżyć na zdeptanej zimą glebie. Polecam.

Jeśli ktoś jeszcze chciałby ulżyć swoim skołatanym nerwom – dysponujemy sporym areałem i pokaźną górą drewna kominkowego do porąbania, jakby ktoś nie lubił „grzebać w ziemi". Marzy mi się szklarnia… No, ale wszystkiego na raz mieć nie można. Zadowolę się grządkami.
Nowy duch w czapce ze strychu
Coraz śmielej świecące słońce ośmieliło i mnie do działania również na polu garderobianym, że się tak wyrażę. Zrobiło się ciepło, puchówki grzały ciut za bardzo, więc Matka Polka wlazła na strych, wygrzebała lekkie, wiosenne kurtki, przy okazji też buty, bo komu by się chciało wchodzić na strych drugi raz.

Lekkie czapki na głowę, nastolatki oczywiście już bez czapek, bo tylko stare babcie chodzą w TAKĄ pogodę w beretach. Jakiś nowy duch we mnie wstąpił. Chciało się żyć, śpiewać na całe gardło w aucie („Mamo, daj spokój! Jeszcze cię ktoś usłyszy, nie daj Boże!"), sprzątać taras po zimie, grabić suchą trawę zanim wyrośnie nowa… Poczułam już powiew wiosny. Tenisówki na nogi, polar na siebie i wariactwo na ogródku. Gry w piłkę, porządki na grządkach, odkurzanie samochodu! Mogłam poczekać, aż mi przejdzie ten entuzjazm, bo zaraz po tym falstarcie z wiosną, przyszła znowu zima.
Wiosna na biało
We wtorek obudziłam się, a na ulicy było biało, na termometrze minus jeden stopień, dobrze, że mąż sprawdził prognozę pogody i schował na noc sadzonki do domu. Jedyny plus tego wszystkiego to ten, że może te paskudne robale wymrozi, no i można jeszcze lodówkę zaokienną wykorzystać (mamy taką plastikową skrzynię na kółkach na tarasie – chowam w niej jajka, zupę z zeszłego dnia i mleko).

Dzieciaki, oczywiście, już z gilami w domu są. Zaszalały na przerwie bez czapek, kurtek i szalików i teraz matka polka znów bawi się w lekarza. Przypomina mi się słynny tekst z „Czterech pancernych i psa": „Po coś się rwał Tomuś?" Po coś się rwała z tymi lekkimi kurtkami i butami? Po co? Teraz masz za swoje. A już miało być tak pięknie i wyszło jak zwykle.
Dziś dzieciaki (te zdrowe) przeprosiły się z kozakami, puchówkami i rękawiczkami. Opatulone jak na Biegun Północny, zgodnie z zaleceniami matki pomaszerowały do szkół.
- Żeby mi tylko nikomu do głowy nie przyszło dzisiaj bez kurtki na przerwę wychodzić! Bo po kieszonkowym polecę! I na leki będzie, a nie na przyjemności i komiksy z Kaczorem Donaldem!
No… Dobrze im powiedziałam?

Sama też czapkę na uszy naciągnęłam, buty z „cicikiem" ubrałam i kurtkę zapięłam po szyję. Wiosna idzie, a nie chcę w domu z gorączką leżeć. Trzeba słuchać babci, gdy mówi: W marcu jak w garncu. Jeszcze tylko przeżyję „kwiecień – plecień" i będzie z górki!
Trzymajcie się matki. Damy radę! Byle do wiosny!
Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.