Wypadki dzieci, czyli z kim teraz mama pojedzie do szpitala?
dr Paulina Michalska Nie myślcie sobie, że Matka Polka nie jeździ po SOR-ach i jej dzieci siedzą grzeczniutko na kocykach w ogródku. Co to, to nie. Dziecko choruje, gdy tata jest w delegacji Dzieci…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Nie myślcie sobie, że Matka Polka nie jeździ po SOR-ach i jej dzieci siedzą grzeczniutko na kocykach w ogródku. Co to, to nie.
Dziecko choruje, gdy tata jest w delegacji
Dzieci najczęściej ulegały wypadkom, gdy mój mąż był akurat w delegacji. Wtedy miały jelitówkę czy inne jakieś paskudztwo w stylu bostonki, ospy etc. Pisałam już o wujku Grzesiu, lekarzu. Czasem przyjeżdżał, a czasem trzeba było jechać na ostry dyżur. Dzieci miały już takie powiedzonko, gdy tata pakował się na jakiś wyjazd: „Ciekawe z kim teraz mama pojedzie do szpitala?". I wiecie co? Niestety się sprawdzało…. Zawsze z kimś musiałam jechać.

Co nas nie zabije, to nas wzmocni
Wiem…. Nie jest to wcale śmieszne. Sam wypadek – zazwyczaj przecięta głowa, noga lub ręka – już nie jest niczym śmiesznym. Jeśli doliczyć do tego szukanie opieki dla pozostałych dzieci, które przecież muszą zostać w domu i godziny spędzone w izbie przyjęć, to robi się z tego opowieść, o której jednak chciałoby się zapomnieć. Ale w myśl zasady „Co nas nie zabije, to nas wzmocni", patrząc z pespektywy czasu, śmiejemy się później z tego i nawet sam poszkodowany wspomina to jako dobry czas wielu godzin sam na sam z mamą.
Nie było mi dane, na szczęście, żadne poważne złamanie, jak u koleżanki z sześcioma synami, będącej w ciąży z córeczką „na ostatnich nogach", ściąganie męża z pracy, operacja i kilka dni w szpitalu. Choć w szpitalu też, niestety, nasiedziałam się z dziećmi. „Podnosiliśmy się z Frankiem na WF-ie". Z tego zrobiła się u naszego syna przepuklina, a później druga i każdą trzeba było operować.

Rana głowy ze zdjęcia
Raz jednak syn rozciął sobie głowę w przedszkolu. Byliśmy wtedy oboje z mężem w pracy. Pani zadzwoniła najpierw do mnie. Po doświadczeniu trojga starszych dzieci wiedziałam, że nie każda rana nadaje się do szycia i czasem „stripy" (specjalne plastry do ściągania brzegów rany ze sobą) dają radę.
Poprosiłam więc, by pani zrobiła zdjęcie rany (na czole więc nie było kłopotu, że włosy zasłaniają) i wysłała mi SMS-a. Bezduszne? Praktyczne powiedziałabym.

Zdjęcie wysłałam koledze, który był na dyżurze w szpitalu, on pokazał je chirurgom i werdykt był: do szycia.
Wtedy dopiero wsiadłam w samochód i pojechałam po mojego „koziołka" (akurat był w grupie przedszkolnej o tej nazwie). Swoje i tak odczekaliśmy w poczekalni, by ostatecznie pan chirurg po zadaniu absurdalnego pytania: „To jest to samo dziecko ze zdjęcia?" (miałam ochotę odpowiedzieć: „Nie, nie było czasu jechać po syna. Zgarnęłam pierwsze lepsze dziecko z ulicy, które akurat miało rozciętą głowę") stwierdził, że jednak rana nie musi być zszywana i wypuścił nas do domu. Wiele strachu, ale na szczęście nic poważnego.
Kiedyś – niestety - zadzwonili z przedszkola, że syn (to był ten starszy) stracił przytomność i wezwano karetkę, która była w drodze, gdy pani z nami rozmawiała. Popędziliśmy w tempie ekspresowym. Na szczęście panowie ratownicy nie stwierdzili niczego niepokojącego i kiedy powiedzieli, że możemy z synkiem wracać do domu, ten rozpłakał się, bo chciał zostać dłużej – na obiadku i podwieczorku. W ramach pociechy panowie pozwolili mu włączyć światła w karetce i sygnał. Zadziałało.

Priorytety według kolegi
Wieczorem zadzwoniła do mnie koleżanka, której syn relacjonował dzień w przedszkolu:
- Mamo! Dziś w przedszkolu była karetka!
- Karetka? Matko? Coś się komuś stało?
- Jonasz zemdlał. Ale mamo! Ona miała taaaaakie wielkie światła!
Co tam kolega. Najważniejsze były wielkie światła i sygnał. Koleżanka odetchnęła z ulgą na wieść, że nic poważnego się jednak nie stało naszemu synowi. Do dziś, choć było to dla nas bardzo trudne doświadczenie, śmiejemy się z tego, a syn powiedział, że zdradzi kolegom, kto wtedy włączył światła i sygnał w karetce dopiero w ósmej klasie.
Wakacje bez wizyt na SOR-rze

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Są wakacje, dzieci częściej ulegają wypadkom. Nawet jak jesteśmy obok. Nie wpadajmy w panikę i - nie daj Boże - nie rezygnujmy z wakacji nad wodą, czy w górach, w obawie przed tym, że mogłoby się tam coś stać dziecku. Może się stać i w domu na ogródku. I w pokoju i wszędzie. tak naprawdę. To nie są sytuacje, do których możemy się przygotować, czy które polubimy, ale się zdarzają, więc trzeba im stawić czoła. Jedni rodzice radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej. Czasem tata mdleje na widok krwi, czasem mama wpada w panikę. Normalne.
Uwierzcie, że zawsze po takim wypadku stajemy się silniejsi, bardziej odporni na stres i dowiadujemy się czegoś więcej o sobie. Więc życzę wam spokojnych wakacji bez wizyt na SOR-ze.
Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.