Zdarzenia trudne do wyparcia z pamięci, czyli „sprawianie” zwierzyny
Wiem… Nie brzmi to zbyt szczęśliwie, ale nie zaprzeczajmy faktom. Zanim kupicie rybę albo kurczaka w sklepie – ktoś musi z nich wpierw usunąć wnętrzności. Nie udawajmy, że to się nie dzieje. Jako…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Wiem… Nie brzmi to zbyt szczęśliwie, ale nie zaprzeczajmy faktom. Zanim kupicie rybę albo kurczaka w sklepie – ktoś musi z nich wpierw usunąć wnętrzności. Nie udawajmy, że to się nie dzieje. Jako Matka Polka, która już w życiu wiele widziała i doświadczyła, i tę czynność mam już za sobą. Wprawdzie chciałabym wyprzeć ją z pamięci, ale przy takiej rodzince jak nasza – nie da się.
Świnie, nutrie, kury i króliczki
Zadzwoniła do mnie moja rodzona siostra i z marszu podsyła mi temat na kolejny artykuł z cyklu „Matka Polka".
- Siostra! Dobre to o grzybach było, a dlaczego nie napiszesz o patroszeniu kur i ryb? To byłby hit! Mówię ci! Napisz koniecznie. Ubaw po pachy.
Jak ja mogłabym Was takiej rozrywki pozbawić? Serca bym chyba nie miała.
Tak więc, zanim zamieszkałam na wsi – takiej prawdziwej, gdzie krowy muczą a w powietrzu unosi się zapach wiadomo czego, to jeszcze w czasach szkoły średniej mieszkałam w moim rodzinnym domu w małym miasteczku, w którym można było jeszcze hodować kury, świnie etc. Teraz to podobno zabronione.
Ciocia, trzy ulice od nas, hodowała z wujkiem nutrie, na które wszyscy pieszczotliwie mówili „boberki". Mieszkałam więc na skraju miasteczka, za naszym ogrodem rozciągały się pola gospodarza z pobliskiej wsi, a moi rodzice hodowali świnie i kury.
Był kiedyś nawet epizod z królikami, ale tylko raz. Za bardzo to przeżywałam - zjadanie ich później. Czasy były ciężkie, więc odkąd pamiętam, świnie były zawsze, a na tyłach ogrodu wybieg dla kur. Wygodne to było, bo wiadomo świnie zjedzą wszystko, kurom też rzucało się to, co zostało na przykład z obierania warzyw i owoców – skórki od jabłek, skorupki od jajek, pokrzywy i ziarna załatwione przez mojego kuzyna – sołtysa jednej z pobliskich wsi. Generalnie tanim kosztem mieliśmy mięso, kiełbasy, szynki i jajka.
Zanim zwierzę trafi na niedzielny stół
Co do świń – tata zawsze ubijał je, kiedy byliśmy w szkole. Wielkie dzięki mu za to. Kury natomiast biła u nas mama. I tu również wielki podziw i szacunek – mamo – pod twoim adresem. Ja na pewno bym nie potrafiła a ona się nauczyła. Kiedyś nawet w akcie mojej desperacji powiedziała, że życzy mi, bym wyszła za mąż za prawdziwego rolnika i musiała ubijać kury, kaczki, gęsi i inne ptactwo. Na szczęście życzenie się nie spełniło, bo trauma i rozwód mogłyby być wysoce prawdopodobne.
Ale wracając do tematu. Pamiętam historie biegających po podwórku kur tuż po odcięciu głowy. Ale to był dopiero pierwszy krok. Później było skubanie, opalanie z tych „pypci" i najgorsze – patroszenie. Raz, niczego się nie spodziewając stanęłam przed zadaniem, którego bałam się całe życie – wypatroszyć kurę. Mama zabiła ją na niedzielny obiad i wtedy nadjechała moja kuzynka. Starsza ode mnie o ładnych parę lat. Rzuciła tylko: „Porywam mamę na krótką wycieczkę!" A mama rzuciła krótkie: „Sprawcie dziewczynki te kurę i wstawcie rosół na jutro. Jak wrócę – sprawdzę, czy zrobiłyście, o co prosiłam!".
Traumatyczne patroszenie
Oczywiście nie zamierzałam nikogo ani niczego patroszyć. Moja siostra pękała ze śmiechu, bo ona akurat z nas obu lepiej nadawałaby się na chirurga. Rzuciła mi tylko: „Tym razem twoja kolej, ja skubałam i patroszyłam ostatnio!". I z szyderczym uśmiechem poszła sprzątać dom. Wiedziała dobrze, że zrobię wszystko, obiecam jej, co tylko pragnie, żeby tylko zrobiła to za mnie.
Ona wolała przyglądać się żołądkom, sercom, pęcherzom i innym organom wewnętrznym zwierząt w ciszy i spokoju, niż sprzątać łazienki, ścierać kurze, czy myć podłogi, więc wiedziała, czym zagrać. Obiecałam jej wszystko, o co poprosiła. Byłam w stanie nawet meble przesuwać, pościele zmieniać, ziemniaki z ogródka wykopywać – byle nie dotykać wnętrzności tego ptaka. Zgodziła się! I wiele razy później też, aż wyprowadziłyśmy się z rodzinnego domu, a rodzice przestali hodować zwierzęta.
Żywy karp z dobrego źródła
Lata mijały, a ja szczęśliwie nie stanęłam więcej oko w oko z takim wyzwaniem. Jednak, jak to w życiu bywa - dopadło mnie z nienacka, kilka lat po ślubie. Teść zapytał, czy chcielibyśmy karpia na wigilię. Ma dobre źródło, więc może i dla nas przywieźć. Zgodziłam się, nie wiedząc nic o tym, że karp będzie żywy. Ostrożnie, w wiaderku z wodą, teść wiózł go najpierw ileś kilometrów jadąc chyba z 30 km/h, by przynieść mi go pod drzwi, z dumą czekając na pochwały. Karp wylądował tradycyjnie w wannie a ja zachodziłam w głowę, kto go pozbawi życia, a później wyjmie z niego to wszystko, co niejadalne.
Najpierw go utłukłam i aż zemdlałam z wrażenia, że jestem w stanie zabić żywą istotę. Później było najgorsze. Niby mały ten zwierz, ale jednak jakieś tam organy w sobie ma. Pęcherz pławny, jakiś układ pokarmowy, serce…
Zastanawianie się o odbiera apetyt
Oszczędzę Wam dalszych opisów, ale płakałam chyba ze dwie godziny z tych emocji. Serio. Nigdy więcej! Nie jestem jaroszem, kotlety chętnie zjadam, ale czasem, gdy za długo zastanawiam się, co się działo z tym smacznym kawałkiem, zanim trafił na mój talerz – apetyt mnie opuszcza.
Zatem, zanim zamówicie karpia na święta czy gęś na św. Marcina (bo u nas to „na Marcina gęsina") – upewnijcie się, że są już „sprawione". Eko mięso czasem oznacza, że bierzecie udział w całym procesie obróbki, że się tak wyrażę. No, chyba, że jesteście z zamiłowania chirurgiem weterynaryjnym – amatorem, to nie było tematu. Ja, mimo iż skończyłam fizykę medyczną – nie mam do tego predyspozycji.
Zatem gęsina na Marcina bez piór! Upewnijcie się, zanim zamówicie z eko - gospodarstwa.
Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.