Życie na wsi z cuchnącą sprawą w tle
dr Paulina Michalska Nie, żebym chciała się chwalić, że mamy dom na wsi, sielanka, relaks i nicnierobienie. Wcale nie. Ten dom spadł nam z nieba, ale to historia na inny artykuł. Dziś będzie o życiu…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Nie, żebym chciała się chwalić, że mamy dom na wsi, sielanka, relaks i nicnierobienie. Wcale nie. Ten dom spadł nam z nieba, ale to historia na inny artykuł. Dziś będzie o życiu na wsi i jego czasem wątpliwych urokach.
Gryzonie ciągną do chaty
Oprócz pięknego, rozgwieżdżonego nieba nocą, zapachu świeżo skoszonej trawy i natury na wyciągnięcie ręki, są też inne wątpliwe atrakcje, jak choćby myszy. Wiem, włos się jeży na głowie na samą myśl. Chciałaś mieszkać na wsi, to masz. No i mieliśmy i my.
Wszyscy znajomi mówili „Kupcie kota, kot najskuteczniejszą walką z myszami jest. Zaznaczy swój teren (wiadomo czym) i żadna mysz nawet nie podejdzie do waszego domu". Taaaak… Jasne…. Nie przepadamy za kotami (nie wszyscy przecież muszą je lubić) więc taka opcja nie wchodziła w grę. A i tak okoliczne koty sąsiadów zaznaczały swój teren na naszym ogródku. Myszy i tak były.
Sezon na koszenie kukurydzy w pełni, więc gryzonie, jak mawiała moja babcia, ciągnęły do chaty. Czego to się nie naczytaliśmy w Internecie! Jedni mówili, że najlepszym wabikiem na myszy jest ser, inni, że tylko czekolada, jeszcze inni, że skórka świeżego chleba. Jedni polecali elektryczne „odstraszacze", inni „żywołapki". Biznes nie do ogarnięcia. Nic nie działało tak, jak trutka mumifikująca. Ale zanim zadziałała, przeżyliśmy dwie niezapomniane przygody.
…z zimą krwią
Z obrzydzeniem muszę wam zdradzić, że były wszędzie na poziomie parteru. Wchodziły do piekarnika, zeżarły mi świeżo upieczony chleb. Z tej złości jedną zabiłam z zimną krwią waląc w nią szrobrem (dla nie-poznaniaków: szczotka ryżowa na kiju do szorowania podłogi) i krzycząc „Za te wszystkie zjedzone chleby, za te bobki za kanapą i w kanapie!". Dziwiłam się, że krew nie tryskała na ściany. Przeraziło mnie, że jestem w stanie zabić żywe stworzenie! Much, komarów i innych robali nie liczę.
Szczytem wprost mysiej bezczelności było, gdy jedna weszła pod obudowę zmywarki i tam dokonała swego żywota. Oczywiście dowiedzieliśmy się o tym dopiero, gdy zapach był nie do zniesienia. Mąż „wziął to na klatę". Wysunął zmywarkę, odkręcił obudowę i prawie zemdlał. Klamerka na nos, rękawiczki gumowe na ręce, ja z aparatem fotograficznym w pogotowiu. Po co aparat? Jakoś to trzeba było później skręcić z powrotem do kupy. Robiłam zdjęcia po odkręceniu niemalże każdej śrubki. Do dziś patyczki do uszu i zapach płynu odkażającego kojarzy nam się z tym obrzydlistwem…
Inwazja w pojeździe
Najgorsze było jednak przed nami. Nie wiem kiedy, nie wiem jak ale mysz weszła nam do auta. Pewnie wypakowywałam dzieciaki, zakupy, tornistry i wszystko, co trzeba było z samochodu, a ona wtedy wślizgnęła się do środka. Bobki były rano na fotelikach, na desce rozdzielczej, wszędzie. Chyba się bała? Jej samej jednak w aucie nie było.
Oczywiście mąż narzekał, że na pewno przez te smakowite okruszki na podłodze i siedzeniach, że to to ją skusiło, żeby wejść. Że nie pozwoli już więcej jeść dzieciom w aucie i takie tam deklaracje, które na pewno każda z was – Matek Polek słyszała od męża nie raz, gdy trzeba było posprzątać auto. A ja myślę, że po prostu było jej zimno.
Gdzie się podziała ta mysz?
Ale wracając do tematu - nie było jej w środku następnego dnia. Zatem którędy wyszła? Okna zamknięte, drzwi zamknięte… Wiecie, że taki zwierz w desperacji szuka każdej szczeliny. Oglądałam „Ratatuja" to wiem…
No i nasza myszka też znalazła. A były to otwory, którymi zimą dmucha nam miło ciepłe powietrze na stopy. Tak! Weszła w otwór wentylacyjny i też niestety dokonała tam żywota. Zima nadchodziła. Coraz zimniej na zewnątrz, coraz mocniej trzeba było grzać w środku i coraz bardziej śmierdziało.
Inaczej już tego nie można nazwać. Cuchnęło niemiłosiernie. Poczekałam, aż mąż wyjedzie na kilka dni, by oddać to auto panu specjaliście od klimatyzacji. Powiedziałam, ba (!), ostrzegałam przed fetorem, ale pan nie wierzył. „Co też pani opowiada? Nic nie czuć? Mysz zdechła w wentylacji? Coś tu pani koloryzuje". Zwątpiłam. Nie były to czasy pandemii, więc nikt nie mógł podejrzewać, że straciłam węch. Auto zostawiłam. Poczekałam trzy dni na telefon od pana i pojechałam je odebrać.
Pan mechanik zaczął niepewnie: „Nie wierzyłem pani w te bajki o zdechłej myszy. Włączyłem ogrzewanie na pełną moc i przyłożyłem nos do wywietrznika powietrza… Myślałem, że mi śluzówki wyżarło!". „Panie!? Po coś to Pan robił? Nie mówiłam? Nie mówiłam? Ale kto by tam kobiecie wierzył?". Chyba już do końca życia będzie wierzył w każde słowo Matki Polki, która czuje zapachy, słyszy dziwne stukania w aucie, albo grzanie zamiast chłodzenia.
Kiedy już wszystkie myszy opuściły nasz dom z własnej woli, lub na wieczny czas, przyszła wiosna, a z nią porządki w ogrodzie. Teść się uparł, że pomoże mężowi. Na tę okoliczność przywiózł już sobie jesienią buty do pracy w ogrodzie i zostawił je w garażu. Muszę pisać, kto na niego czekał, gdy włożył jedną stopę do buta? Dobrze się domyślacie! Mała, maleńka mysia mumia…
Rysunek: Adam Sochacki
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.