Polska stoi w obliczu poważnego kryzysu demograficznego, którego skutki będziemy odczuwać przez całe dziesięciolecia - i to nie tylko w postaci zmniejszającej się liczby obywateli.

Postępujący proces starzenia się społeczeństwa przy utrzymującej się na niskim poziomie dzietności powoduje pogłębianie się kryzysu demograficznego. Wprawdzie liczba ludności kraju utrzymuje się na poziomie nieco ponad 38 milionów mieszkańców, lecz zauważalna jest już tendencja malejąca, wynikająca z ujemnego przyrostu naturalnego.

Zdjęcie ilustracyjne/Pexels.com

Ujemny przyrost naturalny - trwały trend, nie chwilowe załamanie

Od 2013 roku roczna liczba zgonów jest większa niż roczna liczba urodzeń. Perspektywy demograficzne nie wskazują na to, by w najbliższych latach ta tendencja się odwróciła. Prognozy Głównego Urzędu Statystycznego przewidują ciągły ujemny przyrost naturalny aż do roku 2050. Konsekwencją tego procesu będzie systematyczny spadek liczby ludności - według GUS za trzydzieści lat Polska może liczyć niespełna 34 miliony mieszkańców.

Skala tych zmian będzie uzależniona od wielu czynników, wśród których kluczowa pozostaje przyszła liczba urodzeń. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że w perspektywie najbliższych 30 lat na świat będzie przychodziło coraz mniej dzieci. Wynika to bezpośrednio z malejącej liczby urodzeń w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i pierwszej dekadzie XXI wieku. Najmniej urodzeń odnotowano w latach 2003–2005 - a osoby urodzone w tamtym okresie za około dziesięć lat wejdą w wiek, w którym kobiety najczęściej decydują się na macierzyństwo (27–29 lat).

Spirala demograficzna - dlaczego kolejne pokolenia będą mniej liczne

Skoro osób w wieku rozrodczym będzie relatywnie mało, kolejne pokolenia będą co najwyżej równoliczne - i to wyłącznie przy założeniu, że dzietność osiągnie poziom gwarantujący zastępowalność pokoleń, co w obecnych warunkach społeczno-ekonomicznych będzie niezwykle trudne do osiągnięcia. Należy zatem oczekiwać kolejnego spadku liczby urodzeń.

Jednocześnie systematycznie rosnąć będzie liczba osób starszych - to konsekwencja bardzo wysokiej liczby urodzeń w latach pięćdziesiątych XX wieku. Osoby z tamtego wyżu demograficznego mają dziś między 60 a 70 lat i będą stopniowo się starzeć, co przełoży się na wzrost liczby zgonów. Zestawienie malejącej liczby urodzeń z rosnącą liczbą zgonów oznacza jedno: pogłębiający się ujemny przyrost naturalny i kurczącą się populację kraju.

System emerytalny pod ogromną presją

Kryzys demograficzny doprowadzi nie tylko do zmniejszenia liczby mieszkańców Polski. Dużo poważniejszą konsekwencją będzie dalsze pogorszenie już dziś niekorzystnej struktury ludności według wieku. Wzrastająca liczba osób starszych oznacza automatycznie wzrost liczby emerytów - tym bardziej wyraźny, gdy uwzględnimy fakt, że długość życia ludzkiego systematycznie się zwiększa. Konieczna będzie gruntowna reorganizacja systemu emerytalnego, by osoby w podeszłym wieku miały zapewnione godne warunki życia.

Obecnie na rynku pracy funkcjonuje tzw. drugi wyż demograficzny, który zapewnia środki na utrzymanie obecnych emerytów. Należy jednak pamiętać, że w perspektywie 15–20 lat również te osoby zaczną osiągać wiek emerytalny. Ich sytuacja może być o wiele trudniejsza - ze względu na potencjalnie mniejszą liczbę osób aktywnych zawodowo w przyszłości, co wynika wprost z malejącej liczby urodzeń po roku 1989.

Szersze konsekwencje - gospodarka i rynek

Najpoważniejsze konsekwencje kryzysu demograficznego to zmniejszająca się liczba ludności, kurczący się potencjał rodzicielski społeczeństwa oraz rosnące obciążenie systemu emerytalnego. Nie są one jednak jedynymi. Wśród dalszych skutków wymienić należy:

  • zmniejszającą się liczbę potencjalnych klientów sklepów i zakładów usługowych, a więc malejący popyt na rynku wewnętrznym,
  • ryzyko upadku wielu przedsiębiorstw, których rentowność opiera się na masowym odbiorcy,
  • długofalowe konsekwencje gospodarcze wynikające z przemian demograficznych sprzed 20–30 lat, które będziemy odczuwać jeszcze przez wiele dziesięcioleci.

Zmiany, które dokonały się w strukturze urodzeń na przełomie XX i XXI wieku, mają charakter trwały i głęboki. Ich skutki nie są jedynie prognozą - to rzeczywistość, na którą Polska musi się aktywnie przygotować, zarówno w wymiarze polityki społecznej, jak i systemów zabezpieczenia społecznego.

Autor jest demografem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, członkiem Sekcji Demografii Historycznej Polskiego Komitetu Demograficznego PAN, członkiem Polskiego Towarzystwa Statystycznego, redaktorem statystycznym Zeszytów Naukowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, członkiem Rady Rodziny przy Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a także Rady Rodziny przy Wojewodzie Wielkopolskim. Tata trojga dzieci.

banner 750