Agnieszka Dubiel

Czujecie już ten dreszczyk przebiegający od czubka głowy do pięt i z powrotem, wiercący dziury w żołądku i osłabiający (bądź przyspieszający, zależnie od sytuacji) bicie serca? Kto z nas nie wspomina z sentymentem tych lat pięknych i dziwnych zarazem? I kto nie patrzy przy okazji z pobłażaniem na własne uniesienia z tamtego czasu? Ach, pierwsza miłość!

Niebieskie oczy piętnastolatka

Tak, tak, pamiętam, że te dwadzieścia pięć lat temu nie wszystko było takie piękne i proste. Coś się chciało, czegoś próbowało, ale wychodziło różnie. I dziś, poza wspomnieniem silnych emocji, łez i euforii na przemian, docierają do mnie tylko mgliste obrazy niebieskich oczu piętnastolatka z jasną grzywką i dużym psem. I potem zielone oczy kogoś, kto przyjaźnił się ze mną zawzięcie, nic nie rozumiejąc z moich cichych westchnień. Obraz kogoś, z kim szłam za rękę myśląc tylko, jakby się wyplątać z tej sytuacji. I kogoś, kto daleko mieszkał, więc na wszelki wypadek złamał mi serce. I jeszcze parę innych wspomnień, przyprawionych sporą dawką niepewności, poszukiwań i załamań.

Układanka z kłopotów i rozczarowań

Pamiętam jeszcze, że w końcu postanowiłam dać sobie spokój z chłopcami, którzy stanowią jedynie niewyczerpane źródło kłopotów i rozczarowań. Ale właśnie tuż po tym postanowieniu pojawił się jeszcze jeden. Miał dużego psa, zielone oczy, chodził ze mną za rękę i daleko mieszkał, stanowił więc mieszankę wszystkiego, co wcześniej mogło mnie zafascynować. A do tego nie zrażał się moim podjętym dopiero co postanowieniem… Dwa razy mu odmówiłam i nie pomogło. Z jakiegoś powodu chciał przy mnie wytrwać. I nagle wszystko zaczęło się układać, jakby różne rozsypane elementy życia odnalazły wreszcie swoje miejsce. Ostatecznie okazało się, że to jest dopiero pierwsza miłość, taka najważniejsza, która prowadzi przed ołtarz, a potem wybiega myślą wciąż naprzód i naprzód, aż do grobowej deski.

Burzliwy powrót do wspomnień młodości

Potem przez kilka lat życia w rodzinie zdążyłam sobie poukładać różne emocje i wspomnienia, te nieaktualne odłożyć do szuflady z napisem „piękne, ale dawno", te aktualne podsycać i przypominać. I w ten sposób osiągnęłam już niemal równowagę, już prawie mogłam zamknąć stare rozdziały, gdy oto w progu kuchni stanęła nastoletnia latorośl ogłaszając całemu światu z emfazą: „Mam chłopaka!".

I tu dopiero zaczęły się trudności. Najpierw wróciły jak burza wszystkie wspomnienia młodości. Potem dopadło przerażenie, jak poradzić sobie w nowej roli. Niby wszystko wiem o pierwszych miłościach, ale jakoś nigdy nie oglądałam ich z perspektywy matki… Jak tu wspierać dziecko, żeby niczego nie zepsuć i żeby potem nie czuło słusznego żalu? Jak doradzać, żeby nie narzucać? Jak przyjmować obcą osobę jako kogoś najważniejszego w życiu dziecka (przynajmniej w tym momencie)? I jak zachować zdrowy dystans do tych wszystkich przeżyć i tragedii, żeby samej nie oszaleć, a przy okazji nauczyć, że nie każde niepowodzenie jest końcem świata?

Zaufać dawnym doświadczeniom

Potem jeszcze pojawił się jeden problem: jak pokazać dziewczynie, że emocje też mają znaczenie? Że nie da się matematycznie wyliczyć, kto jest właściwym człowiekiem i jak należy postępować, krok po kroku, żeby zbudować „szczęśliwy związek". Jesteśmy przecież ludźmi, pełnymi emocji, sprzeczności, oczekiwań, a także wad i słabości. Przeżywamy fascynacje i zachwyty, a potem dopiero uczymy się pokonywania samych siebie dla dobra drugiej osoby. I wszystko, wszystko kosztuje, ale też każdy wysiłek jest nagradzany stukrotnie.

Jak wiele razy w trakcie wychowywania dzieci i tu dopadła mnie pewna bezradność, a jednocześnie nieustępliwa świadomość, że bez względu na to, co mogę zepsuć, i tak muszę coś zrobić. Muszę zaufać swoim dawnym doświadczeniom i tym trochę nowszym także. Przywołać całą wiedzę, jaką w międzyczasie zdobyłam. Wkraczam więc na tę wąską ścieżkę, pełna własnych wspomnień i emocji, a jednocześnie zupełnie nowych przeżyć, których nie rozumiem, bo nie są moje. Nie siedzę w głowach moich dzieci, nie do końca wiem, co oni czują i dokąd podążają. Muszę jednak wierzyć w moc matczynego serca oraz w istnienie matczynej intuicji.

Potem będzie łatwiej i trudniej

Wiem, że to ten pierwszy, drugi raz jest taki trudny. Potem będzie łatwiej, a potem znów trudniej, gdy tym razem to syn przyprowadzi dziewczynę. Oczywiście prościej było przeżywać własną pierwszą miłość, ale przecież nic nie dzieje się dwa razy tak samo, a moje własne doświadczenia są tylko po to, bym mogła z nich czerpać mądrość w przyszłości. Gromadzę je więc, powtarzając w myślach za księdzem Twardowskim, że „nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą". Do każdej więc trzeba podchodzić poważnie, zwłaszcza do tej nastoletniej.

18 września obchodzimy Dzień Pierwszej Miłości.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Baner790x105 Zakonczenie artykułu WERSJA 4