Agnieszka Dubiel

Wyobraźmy sobie statek bez portu. To znaczy port kiedyś istniał, ale wieloletnia burza zmiotła go z powierzchni ziemi. Błąka się teraz taki stateczek od lądu do lądu, wszędzie szukając chwilowego zaczepienia, możliwości krótkiego postoju i podratowania stanu zapasów. Poza tym jednak musi pływać po oceanach, zdobywać kolejne lądy, badać najgłębsze wody i wierzyć, że nie zginie.

Krajobraz po burzy

Podobnie czuje się dorastające dziecko, któremu burza życiowa zniszczyła dom rodzinny. Zagląda czasem do domów koleżanek i kolegów, obsesyjnie szukając dowodów na to, że istnieją prawdziwie trwałe rodziny. Zazwyczaj więc ostatecznie ląduje nie w pokoju z imprezującą młodzieżą, tylko w kuchni, gdzie siedzą rodzice – i słucha, obserwuje, zadaje pytania. Wiarygodni mogą być tylko ci, którzy mają staż małżeński dłuższy niż trzydzieści lat. Wtedy udaje się nawet uwierzyć, że projekt o nazwie „rodzina" może się udać.

Zbudować własny port

W końcu jednak załoga zabłąkanego statku postanawia zbudować sobie własny port. Nie ma wprawdzie dostępu do planów ani nawet możliwości zweryfikowania swoich pomysłów w odniesieniu do jakiejś istniejącej już konstrukcji. Może pytać, czytać, słuchać i sprawdzać, ale ostatecznie działa trochę po omacku, trochę bez gwarancji. Jedyne, czego jest pewna to tego, jak wygląda katastrofa oraz to, że lepiej byłoby jej uniknąć w przypadku kolejnych pokoleń marynarzy.

Więcej i lepiej

Tak samo jest z kolejnym pokoleniem w rodzinie. Trwa ciągła walka, by dać własnym dzieciom więcej i lepiej niż samemu się otrzymało. One nie muszą tego wiedzieć i doceniać. Ważne tylko, by swoim dzieciom z kolei dały więcej i lepiej niż otrzymały w domu.

Osiągnięcie takiego celu jest w sposób oczywisty bardzo trudne. Trzeba wytłumaczyć rzeczy do wytłumaczenia niemożliwe. Trzeba pokazać dobro i zło, nie rzucając przy tym oskarżeń i nie wydając wyroków. A jednak wyraźnie nauczyć, które postawy są właściwe i jak należy postępować, o co walczyć, czym się kierować. I jeszcze dołożyć to, co zawsze najtrudniejsze: dobry przykład własnego życia, który w bólach się wykuwa.

Kapitan nie może zawieść

Aby załoga mogła czuć się bezpieczniej, potrzebna jest właściwa postawa kapitana. Kogoś, kto wymaże z języka rodzinnego słowo „rozwód" i nigdy nie będzie sobie pozwalał na używanie go w kontekście własnego statku. Taka opcja po prostu przestaje istnieć. Nawet jeśli pierwszy oficer zaczyna snuć czarne wizje, mądry kapitan natychmiast je ucina i w ogóle odmawia dyskusji na ten temat.

Czy możemy się zawieść? Oczywiście. Nigdy nie damy sobie stu procent pewności, że wszystko się dobrze skończy. Ale nie rozważamy tego scenariusza dniem i nocą. Raczej trzymamy go z tyłu głowy jak lampkę ostrzegawczą, która powinna zapalić się w krytycznym momencie, gdybyśmy nagle obrali kurs na samotną skałę.

Trudniejszy start

Rozglądając się naszym morzu widzimy, że zranienia i braki mogą zostać przekute na moc i siłę. Zwłaszcza, jeśli mamy świadomość ich istnienia oraz niezgodę na powielanie starych wzorców. Wchodząc w dorosłe życie, dzieci z rozbitych rodzin mają po prostu trudniejszy start. Nieraz potrzebują wsparcia i pomocy, ale zawsze muszą wykonać większą pracę, by osiągnąć stan jako takiej równowagi. Zaś osiągnąwszy ją, stale muszą jej pilnować, stale strzec, patrząc wciąż daleko naprzód i przewidując skutki wszystkich drobnych działań, które na co dzień podejmują. Nigdy nie tracąc celu z pola widzenia, omijają wszelkie pułapki z daleka (bardzo daleka).

Nie odmawiać nikomu nadziei

Na pytanie postawione w tytule nie chcę więc i nie potrafię dać definitywnych odpowiedzi. Wiem, że istnieje syndrom DDRR, czyli dorosłego dziecka rozwiedzionych rodziców. Jest on przebadany i opisany naukowo, opracowany i omówiony przez psychologów. Domyślam się, że znają też oni sposoby i narzędzia pozwalające pokonać specyficzne trudności, z jakimi borykają się w dorosłym życiu osoby pochodzące z rozbitych rodzin.

Skoro jednak dzieci alkoholików nie muszą mieć problemu alkoholowego, a dzieci agresorów nie muszą bić swojej rodziny, nikomu nie można odmawiać nadziei. Nie ma przecież rzeczy niemożliwych i mam nadzieję za trzydzieści lat być tego żywym dowodem. Dlatego mówiąc dzisiaj, że nie wiem, kwestię odpowiedzi pozostawiam otwartą, czekającą na ostateczną weryfikację.

Wiem, o czym mówisz

Wierzę przy tym, że pokonywanie większych trudności prowadzi do lepszego rozumienia samego siebie i otaczającego świata. Że każdy życiowy zakręt ma swój cel i prowadzi dalej i głębiej. Jeśli doświadczamy jakichś braków i trudności to, dlatego, by zweryfikować swoje postawy, by wyciągać naukę i wspinać się o kolejny stopień wyżej. Jeśli mamy w sobie jakiś ból, to po to, aby innym bólu odejmować, aby ich przed nim chronić lub pomagać w uśmierzaniu. Nic bowiem nie przynosi takiej ulgi osobom poranionym, jak stwierdzenie: „wiem, o czym mówisz, choć wolałabym nie wiedzieć".

Jeśli więc w ogóle znajduje w sobie tyle odwagi, by pisać na tak trudny temat, to właśnie dlatego, by powiedzieć komuś: „wiem, o czym mówisz". Nic więcej.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Baner790x105 Zakonczenie artykułu WERSJA 4

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.