Dlaczego uczę dzieci niemarnowania jedzenia
Na polskieforumrodzicow.pl znajdziesz wsparcie i porady od innych rodziców z Polski i z zagranicy. Dyskutujemy na tematy związane z wychowaniem dzieci, ciążą, porodem i wieloma innymi kwestiami rodzinnymi.
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Agnieszka Dubiel
Moja babcia miała silną osobowość. Choć postury raczej mizernej i zdrowia słabego, jednak potrafiła wywierać wpływ na wiele osób dookoła. Wbrew temu, co zapowiadała akuszerka, babcia nie zmarła zaraz po swoich narodzinach. Potem jeszcze kilka razy uniknęła bliskiej śmierci, a kiedy wreszcie umarła w wieku lat dziewięćdziesięciu, trudno było mi uwierzyć, że to naprawdę możliwe.
Ale zostawiła na zawsze ślad w osobach, które wychowywała, więc również w nas – wnukach. Wciąż pamiętam ją taką: drobną, ruchliwą, dużo mówiącą. Często powtarzała te same frazy, nieraz do znudzenia. Kręciła się po swojej wiejskiej kuchni, rozsiewając wszędzie dookoła wszystkie mądrości życiowe, jakimi przesiąkła. Jedna z nich głosiła: „nie wolno jedzenia marnować, bo to dar Boży".
– Jak to, nie chcesz tego jeść? – dziwiła się, gdy któreś z dzieci marudziło przy posiłku. – Jak to możliwe? Wy chyba nie wiecie, co to jest prawdziwy głód. Głodu nie zaznaliście, to teraz wybrzydzacie. Za dobrze macie, za dobrze.
Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku nie były przesadnie bogate. Wspomnienia kartek na mięso, na cukier i na buty prześladują nas wszystkich do dziś. A jednak można nam było wypominać, że mamy za dobrze. W końcu wojny nie przeżyliśmy. Tak czy inaczej, jedzenie należało szanować. Nie chodzić po polu obsianym zbożem, nie wyrzucać i nie marudzić przy posiłku. A gdy już wszystko zostało zjedzone, babcia uśmiechała się zadowolona i mówiła: „no, to będzie pogoda".
Dlaczego o tym wspominam? Bo do dziś coś ściska mnie w dołku na widok jakiejś zapleśniałej kanapki, którą zdarza się czasem dziecku wyjąć z plecaka szkolnego. Tak głęboko siedzą mi w głowie te różne babcine napomnienia, że przerażenie mnie ogarnia, gdy uświadamiam sobie, że nie wszyscy tak mają. Na przykład, nie mogę spokojnie słuchać kampanii społecznej, czytanej kojącym skądinąd głosem Krystyny Czubówny: „w Polsce co roku marnuje się taka ilość żywności, jaka wystarczyłaby na wyżywienie ludności Warszawy przez dziesięć lat". Dziesięć lat?! Gdy to słyszę, myślę właśnie o tym, że mamy za dobrze. Że nie przeżyliśmy wojny ani głodu i pozwalamy sobie na taką nonszalancję.
Daleko odeszliśmy od ziemi. Uciekliśmy już dawno ze wsi do miasta i straciliśmy łączność z prawdziwym, twardym życiem. Nie jesteśmy już zależni od urodzajów, od właściwej pogody w czasie wzrastania plonów i w czasie żniw. Nie wznosimy modłów o oddalenie głodu. W razie czego samoloty szybciutko dowiozą nam brakującą żywność. Szykowanie zapasów, to już raczej folklor, wracanie do korzeni i sentymentalne mieszanie w garnku, niż życiowa konieczność. Bardziej zajmuje nas odkrywanie nowych smaków i poznawanie egzotycznych potraw niż przetrwanie.
W głowie jednak wciąż dźwięczą mi słowa babci, wypowiadane ze zgrozą i oburzeniem. Uczę więc dzieci, że chleba nie wolno wyrzucać. Grzanki z serem też są dobre. I chleb opiekany w jajku. Obiad z resztek nie jest trujący, a pustawa lodówka oznacza tylko tyle, że nic się nie ukryje na wieczne zepsucie. Nie musimy mieć wszystkiego, na co przyjdzie nam ochota, możemy trochę się podzielić. Zresztą doświadczenie własnych lat chudych też tu trochę pomaga – starsze dzieci lepiej je pamiętają, młodsze mniej.
Ale jeśli już zupełnie stracimy wyobraźnię i instynkt oszczędzania, dobrze jest poczytać trochę o krajach, gdzie ludziom jest gorzej niż nam. Uświadomić sobie, że nasz dobrobyt (czasem względny, ale jednak dobrobyt) wcale nie rozciąga się nad całą planetą, a to, co u nas się marnuje, z powodzeniem uratowałoby setki innych osób. Wystarczy zerknąć, na przykład, na relacje misjonarzy, dają dużo do myślenia. Przy okazji znajdzie się informacja, jak można im pomóc.
Próbujemy też w naszej rodzinie pielęgnować w sobie wdzięczność. Wdzięczność za każdy kawałek chleba. Za każdy obiad. Za to, że mamy co jeść i gdzie mieszkać. Prawdziwego głodu w życiu nie doświadczyłam. Ale wystarczająco dużo się o nim nasłuchałam, by i za ten brak doświadczenia być wdzięczną.
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.