Obiecałam wam historię z lodowiskiem i słowa dotrzymuję. Co roku, jak tylko pogoda dopisuje, robimy na ogródku lodowisko. Zaczęliśmy w czasie pandemii, gdy wszystkie obiekty były zamknięte a dzieciaki w domu roznosiło. Śniegu u nas jak na lekarstwo, ale gdy tylko mróz chwyci – robimy ślizgawkę.

Tak też było i w tym roku. Jednak… Nie wierzcie w długoterminowe prognozy pogody! Nigdy, przenigdy! Nie sprawdzają się. Tego doświadczyliśmy na własnej skórze. Zaczęło się niewinnie od minus dwóch stopni w nocy. My cyk za telefony, sprawdzamy… Ma być coraz zimniej każdego dnia aż do początku lutego. Gdybyśmy byli w kreskówce, w naszych oczach zaświeciłyby się śnieżynki. Cudownie. Skręcamy lodowisko. Decyzja była natychmiastowa. Już nazajutrz mąż targał spod wiaty deski, które mamy na tę okazję specjalnie odłożone. Śruby kupił w drodze z pracy i wziął się do skręcania ramy. Folię też kupił! A jakże! Szło mu bardzo sprawnie. Lata praktyki w końcu! Dwie godziny i lodowisko a właściwie jego rama, było skręcone. Wyłożyliśmy je folią i zaczęło się napełnianie wodą. Jak pewnie pamiętacie – wody mamy pod dostatkiem a nawet dużo za dużo. Aż nam się do garażu wlewa. Wreszcie znaleźliśmy dla niej przeznaczenie! Zatem pompa w ruch i deszczówka ze studzienek lądowała w lodowisku. Długo to trwało, bo mróz chwycił i zaczęła nam woda w wężu zamarzać. Kolejną nieprzewidzianą okolicznością były, jakby to fachowiec nazwał, nierówności terenu. Z jednej strony lodowiska woda prawie wypływała poza ramę, a na drugim końcu ledwo przykrywała dno. Oj było przy tym gimnastyki, było. Wakacyjne hasło: „Ogród jest po to, żeby w nim wypoczywać z nie harować" dało o sobie znać. Kto by tam się przejmował, że trochę nierówno? Latem może nikt, ale jak widać zimą taka „nierówność terenu" może przyprawiać o nerwy i niepotrzebne spinki między małżonkami w naszym przypadku. Co myśmy nawymyślali, żeby ta woda nie spływała…. Oszczędzę Wam szczegółów. Skończyło się na tym, że lodowisko było ukończone po pięciu dniach. W tym czasie jeszcze nie pozwalaliśmy dzieciom się ślizgać, żeby przypadkiem nie zrobiły dziur w folii w miejscach, gdzie wody było mało.

przydomowe lodowisko

Nadszedł wreszcie upragniony dzień wielkiego otwarcia! Był szampan, fajerwerki, okrzyki radości! No…prawie. Tylko bez szampana i fajerwerków. W ciągu tych pięciu dni oczekiwania udało mi się nawet kupić nowe łyżwy dla tych, którzy ze swoich już wyrośli. Zdjęliśmy ze strychu zapasowe lampki choinkowe i rozwiesiliśmy na żerdkach wokół lodowiska. Bezprzewodowy głośnik ustawiliśmy na parapecie kuchennym i włączyliśmy zimowe szlagiery w sam raz na jazdę w kółko. Oj, niektórzy zapomnieli, jak się jeździ i wywracali się na zakrętach. Inni chcieli nawet poduszki pod spodnie sobie wkładać, żeby tyłki ich nie bolały przy upadku. Byli też i tacy, którzy pod pretekstem przygotowania gorącej czekolady, ulotnili się w ciągu kilkunastu minut. (Tak, domyślacie się, że to były nastolatki. Przecież to obciach jeździć z rodzicami na lodowisku w ogródku. Jeszcze by ich ktoś nie daj Boże zobaczył i co? Krindż na maksa!) My z mężem zostaliśmy najdłużej. Wspominaliśmy ślizgawki szkolne, gdy woźny wiadrami wylewał wodę wprost na beton a rano dzieciaki miały radochę. Ja przypomniałam sobie lekcje wf-u z liceum. Nasza szkoła mieściła się nad samym jeziorem (nadal tam jest) i zimą lekcje wf-u odbywały się na lodowisku. Kto miał swoje łyżwy, przynosił j z domu, kto nie miał – mógł wypożyczyć szkolne. Wielu z nas zostawało jeszcze długo po lekcjach, żeby poćwiczyć „pistolety". I teraz powiem, jak moja własna ciotka: „To były czasy". Przyjaciółka mojej siostry miała dalmatyńczyka. Czasem biegł przed nami, któraś z nas trzymała smycz a on ciągnął nas na lodzie. Oprócz jazdy na łyżwach, była możliwość zapisania się do klubu bojerowego. Takie atrakcje mieliśmy w naszym małym miasteczku! Ale… Wracając do naszego skromnego, bądź co bądź, lodowiska.

Cieszyliśmy się nim AŻ trzy dni. Przyszła odwilż na poziomie dziesięciu stopni Celsjusza! Patrzyliśmy ze łzami w oczach, dosłownie, jak cała nasza ciężka praca spływa wraz z ostatnią kroplą wody z lodowiska na trawnik i ulicę. Ja płakałam, mąż łkał. We mnie tliła się jeszcze iskierka nadziei, że mrozy wrócą za kilka dni. Nie wróciły i już chyba nie wrócą. Mówię wam: Nie wierzcie w długoterminowe prognozy pogody! Dobrze, że wodę mieliśmy za darmo, bo płakalibyśmy drugi raz, gdybyśmy dostali rachunek na koniec miesiąca. Oby tylko w górach nie było odwilży, bo za tydzień ferie się zaczynają dla nas i mamy plan pojeździć trochę na nartach. Prognozy wcale nie będę sprawdzała. Co ma być, to i tak będzie.

Tym, którzy już na feriach – dobrej pogody, tym, którzy jak my jadą na oparach i oczyma wyobraźni są już na stoku – cierpliwości.

fot. Pixabay.com

870 Dzialaj z nami

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.