Mam przyjaciółkę, która mówi na mnie Polka. Trochę od „Matki Polki", a trochę od mojego imienia. Zdrobniale zwraca się do mnie Poleczko. Więc jako „Matka Polka" i „Matka Poleczka" wpadłam na pomysł, by trochę o tym naszym wielodzietnym życiu opowiedzieć.

Dziś ciąg dalszy porodowych opowieści.

Narodzona w aucie

Oglądane czasem komedie, w których kobieta nie zdąży dojechać do szpitala i rodzi w aucie, a taksówkarz jest położną, śmieszą nas, jak myślę, tylko przez chwilę, bo później i tak mówimy sobie „Eeeee… to niemożliwe".

Jednak, kiedy przeżyje się to na własnej skórze – wtedy jest o czym opowiadać latami. Tak było z koleżanką mojej przyjaciółki. Miała wszystko zaplanowane od A do Z. W dzień porodu – starszy synek lat dwa - pojedzie do zaprzyjaźnionej rodzinki, a po drodze wszyscy zatrzymają się przed szpitalem. Mama wysiądzie – załatwi wszystkie papiery, wywiad etc., tata w tym czasie zawiezie Małego dwie ulice dalej i wróci do żony.

Plan idealny. Jak zaplanowali – tak zrobili. Z małą tylko różnicą. Wody płodowe odeszły już w aucie, na parkingu dopadły ją skurcze i Mały uczestniczył w porodzie swojej siostrzyczki usadowiony wygodnie z tyłu samochodu i zajadający chrupka w foteliku. Tata zadzwonił do szpitala, by ktoś z izby przyjęć przyszedł po żonę i córeczkę, a on w tym czasie odwiózł Małego pod opiekę przyjaciół.

Przyjemne ciepło w domowym łóżku

Poród w domu to marzenie niejednej kobiety. Wiele moich koleżanek rodziło w domu, bo tak to sobie zaplanowały. Opowiadają przy tym cudowne historie o naturalnym przebiegu tego wydarzenia, bez stresów i popędzania. Niektóre jednak urodziły, bo tak się cała akcja potoczyła. Przez przypadek.
Dwoje dzieci urodziła w domu również A. z opowieści o porodzie w rajstopach na izbie przyjęć. Wtedy z kolei J. wysłał do nas SMS z wiadomością „Byłem położną".

Jedna z historii sięga lat 70-tych ub. wieku, kiedy porody domowe już wyszły z mody i jeszcze na nowo do niej nie powróciły. Nasi znajomi, małżeństwo G. i A. (spokojnie mogliby być naszymi rodzicami – moimi, w każdym razie, na pewno), podczas pierwszej ciąży czytali dużo opracowań prof. Fijałkowskiego i innych propagatorów porodów naturalnych, ale nie planowali, by rodzić w domu.

PRL w pełni, blokowisko, jakieś wysokie piętro… Ale pewnej nocy G. budzi w środku nocy A. i mówi: „A.! Obudź się, zaczyna się!" A. ze spokojem w półśnie: „G., spokojnie… Śpij sobie jeszcze, śpij". I tak chyba tej nocy sytuacja powtórzyła się ze dwa razy. Aż w końcu A. poczuł w łóżku przyjemne ciepło. Co za uczucie. To były wody płodowe. Skoczył na równe nogi, ale było już za późno. Zaczął się poród.

Odebrał go więc, a później zadzwonił po pogotowie. Ponieważ potrzeba było kilku osób do niesienia noszy i bobasa, każda para rąk się przydała. Przyszedł też kierowca karetki, który na widok dziecka, krwi i porodu zemdlał w przedpokoju. Trzeba go było cucić i dopiero, kiedy doszedł do siebie mogli pojechać.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.