Agnieszka Dubiel

„Proszę, nie poddawaj się" – napisała mi koleżanka, która postanowiła nauczyć mnie pieczenia domowego chleba. Najpierw przekonała, że to tylko chwila, że ciasto zarabia się dziesięć minut. Potem, że dobra mąka, że zdrowie rodziny, w ogóle same korzyści. Kilka razy podrzuciła efekt własnych prac, a to z bertramem, a to z pokrzywą. Sama święta Hildegarda by taki upiekła…

Pieczony bez tajemnej wiedzy

Tak się złożyło, że wraz z wybuchem pandemii zaczęły nas bombardować informacje o chlebie pieczonym w niemal każdym domu. Początkowo drożdży zabrakło w sklepach. I nawet rozczarowałam kilka osób stwierdzeniem, że ja się za to nie biorę, nie potrafię, nie mam ochoty, a mój piekarnik szaleje i przypala wszystko, co do niego wstawię. Chyba, że akurat nie dopieka, bo i taka opcja bywa.

No, ale zdrowie rodziny… Poza tym, skoro tyle pokoleń kobiet przed nami piekło codzienny domowy chleb, to chyba nie jest to jakaś wiedza tajemna, niedostępna dla przeciętnej gospodyni domowej.

Najciekawsze jest to, że w czasach studenckich piekłam przecież własny chleb. I to nie byle jaki, zarabiany w drewnianej dzieży i wkładany potem do prawdziwego pieca chlebowego opalanego drewnem. Koledzy brudzili swoje białe podkoszulki, żeby pięknie deseczki poukładać, a po kilku godzinach żar wygarnąć i zostawić nam gotowe dzieło nagrzanego pieca. A my zagniatałyśmy ciasto, formowałyśmy bochenki, układałyśmy w koszyczkach. Z koszyczków przekładałyśmy na łopatę, taką prawie jak dla Baby Jagi. I wychodził potem chleb chrupiący, pachnący, którym można nawet w domu się pochwalić…
Tak się działo, może dlatego, że były to czasy szalone, gdy człowiek porywał się na różne niemożliwe rzeczy. Nie musiał dbać o niczyje zdrowie ani martwić się, co włoży dzieciom do śniadaniówek, gdy drożdży w sklepie zabraknie.

Świeży, pachnący, najlepszy…

Teraz natomiast te pierwsze próby wyszły raczej średnie. Albo ciasto za rzadkie, albo rosło zbyt długo, albo piekarnik znów miał swoje fanaberie. „Nie poddawaj się, proszę" nie pozwoliło jednak rzucić wszystkiego w kąt.

I dzieci. Przychodziły mówiąc, że taki chleb jest najlepszy, że mogłabym znów spróbować. Że one wszystko zjedzą, nawet jak coś nie wyjdzie.
Biorę więc zakwas, szykuję mąkę, dodaję odrobinę drożdży i trochę ciepłej wody. Soli i cukru. Wszystko razem miesza maszyna, piekarnik sam się nagrzewa. A dzieci już od progu pytają: „czym tak pachnie?"

– Już rozumiem, dlaczego Dziadek H. opowiadał, że bardzo trudno mu było przynieść świeży chleb od piekarza do domu. Też bym zjadł połowę… – mruczy Kawaler S., który dziadkowe opowieści dobrze pamięta.

A ja przytaczam zaraz o tym, jak w dzieciństwie kupowało się chleb z wytłoczonym numerkiem na skórce – żeby było wiadomo, w którym dniu tygodnia został upieczony. W SAMie na półkach bywały i takie przedwczorajsze. I wzburzenie mojej mamy, gdy z zaplecza dobiegł zapach ciepłego chleba, ale wraz z nim na sklep wjechał zimny, wczorajszy. To, co dobre, zostało poza zasięgiem zwykłych śmiertelników…

I to zdarzenie, gdy będąc w górach zasnęłam na trawie przy szlaku. Obudziły mnie odgłosy ludzi rozmawiających przy wiejskim wozie drabiniastym. Kupiliśmy od nich okrągły uśmiechnięty bochenek, który sprawił, że już na zawsze okrągły chleb stał się symbolem tego, co najlepsze. W połączeniu z prawdziwym kwaśnym mlekiem…

Wystarczy dodać serce

Te wszystkie obrazy przelatują mi przed oczami, gdy stoję nad miską z ciastem. Może stąd ten lęk, że nie wiem, czy uda mi się wyczarować to wszystko, co powinno mieścić się w chlebie. Zapach letniego słońca, drewna w piecu chlebowym, smaku skórki skubanej po drodze z piekarni… Wszystko, co powinno tam być, a co nie zawsze udaje się przywołać z zamierzchłej przeszłości.

- Nic się nie martw – próbuje pocieszać któraś z córek. – Wystarczy, że dodasz dużo opium. Co w języku każdej osoby znającej „Jeżycjadę" jest oczywistym synonimem matczynej troski i serca.

I tu jest kłopot. Bo tego, że mam mąkę i zakwas i drożdże jestem pewna. Ale czy mam wystarczająco ciepłe serce, by obdzielić nim wszystkich domowników – tej pewności zawsze i niezmiennie mi brakuje.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.