Pierwsza Komunia w czasach pandemii brzmi donośną... ciszą
Na polskieforumrodzicow.pl znajdziesz wsparcie i porady od innych rodziców z Polski i z zagranicy. Dyskutujemy na tematy związane z wychowaniem dzieci, ciążą, porodem i wieloma innymi kwestiami rodzinnymi.
W czasie epidemii wszystko jest inaczej niż zwykle, więc i organizacja Pierwszej Komunii przebiega nietypowo. To znaczy najpierw jest odwołana zupełnie, a potem nic nie wiadomo. Ani kiedy, ani w jakiej formie, ani czy w ogóle będzie możliwa. Permanentny stan niepewności i tysiąc znaków zapytania. Facebookowa grupa dyskusyjna zainteresowanych rodziców kipi od emocji.
Dekret biskupa znamy już na pamięć, bo otwiera możliwość organizacji uroczystości w małej grupie lub nawet indywidualnie. Jednocześnie jednak zamyka on drogę, bo do czasu ustania epidemii i powrotu dzieci do szkół nie wolno organizować niczego. Ale końca epidemii nie widać, otwarcie szkół też odsuwane jest ciągle w czasie. Co robić? Czekamy, modlimy się. Niektórzy odprawiają nowennę do świętego Judy Tadeusza, patrona od spraw beznadziejnych.
I jeszcze przed końcem tejże nowenny pojawia się światło w postaci nowego dekretu arcybiskupa: Pierwsze Komunie należy urządzać, nie odkładać, w miarę możliwości, oczywiście z zachowaniem limitów osób w kościele. W małych grupach lub indywidualnie, niekoniecznie w niedzielę.
I w ten sposób, przy ogromnym zaangażowaniu proboszcza, w ostatnią sobotę dwóch małych chłopców miało własną uroczystość, na którą mogło zaprosić do kościoła najbliższą rodzinę i chrzestnych w liczbie ściśle określonej. Jednym z nich był nasz Chłopczyk J., ten sam, który niedawno świętował urodziny.
Oczywiście nie było wielkiej pompy ani zamieszania, kamery, wierszyków i fajerwerków. Została tylko istota sakramentu, która w tych warunkach wybrzmiała wyjątkowo czystą i donośną… ciszą. Bo nic jej nie zagłuszało: ani hałas licznej grupy, ani nadmierne zamieszanie. Dwóch małych chłopców, poproszonych po imieniu, stanęło na środku kościoła z zapalonymi świecami, by odnowić przyrzeczenia chrzcielne. Dwóch tylko, lecz wspieranych modlitwą swych rodzin, przejętych i wzruszonych. Mają zapamiętać ten dzień na całe życie.
Nawet to późniejsze świętowanie w domu odbyło się w spokoju i radości, bez nadmiernego stresu. Kto powiedział, że nie możemy rozpalić ogniska, postawić kociołka i ucieszyć się po prostu życzliwą obecnością przyjaciół? Kto powiedział, że potrzebujemy czegoś więcej?
Tak to już jest w ostatnim czasie, że często mamy mniej. Mniej biegania, mniej załatwiania, nawet mniej kupowania. Mniej, ciszej i spokojniej. Ale okazuje się, że istota święta pozostaje, że otarta z kurzu zwyczajów, drobiazgów i zbędnych dodatków, błyszczy jaśniej i łatwiej pozwala się zauważyć.
Tak samo było przy okazji Wielkanocy, tak samo podczas Pierwszej Komunii. I tylko starsze panie kiwają ze smutkiem głowami na widok dziecka pierwszokomunijnego w białej maseczce na twarzy: „biedne te dzieci, naprawdę". Biedne? Może i tak, bo w maseczkach. A jednocześnie bogatsze niż ktokolwiek z tylu roczników wstecz.
Za nimi już stoi cała kolejka chętnych na następne kameralne uroczystości. Terminy mają umówione na czerwiec, na lipiec – różnie. Reszta czeka na wrzesień. Po cichu marzę, żeby pozostałością po epidemii była stała możliwość urządzania Pierwszych Komunii w małych grupach. Warto korzystać z dobrych doświadczeń…

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.