summer vacation 2457888 1280
Agnieszka Dubiel

Dostałam ostatnio bardzo ciekawą listę różnych dziwnych świąt, które ktoś w zaciszu swego gabinetu pewnie długo wymyślał. Widnieje tam na przykład Dzień Tabliczki Mnożenia, ale również Dzień Postaci z Bajek. O tym pierwszym przynajmniej słyszałam, z tym drugim już gorzej. Podobnie po raz pierwszy dowiedziałam się, że istnieje Dzień Gier Planszowych - 10 października. I tu muszę stwierdzić z głębokim przekonaniem: całkiem słusznie. Gry planszowe powinny mieć nie tylko swój dzień, ale nawet i swój pomnik. W końcu już nieraz uratowały nam życie. Zwłaszcza to rodzinne.

Jak daleko sięgam pamięcią, nawet w głąb najgłębszego dzieciństwa, zawsze w coś się grało. W kości, w karty, w planszówki. Wtedy były one jakby mniej zaawansowane, ograniczały się do wyścigu pionków dookoła planszy i wzajemnego zbijania ich. Trochę później przyszedł czas na Eurobusiness i na chińskie warcaby, zwane w naszym domu bardzo obrazowo hopa-hopa. Jedno miały wspólne: siedzieliśmy razem i razem spędzaliśmy czas, ucząc się przy okazji liczenia, przewidywania, planowania, a także przegrywania z honorem i wygrywania bez zbędnego nadęcia. W tym ostatnim zresztą bardzo pomaga zasada wprowadzona w domu naszych krewnych, że kto wygrywa, ten musi po grze posprzątać.

Z dzieciństwa mam jeszcze jedno wyjątkowe wspomnienie. Siedzimy w namiocie, drugi czy trzeci dzień. Nasz namiot stoi na Hali Rysianka, sporo powyżej schroniska. Na zewnątrz leje. Wycie wiatru dźwiękiem przypomina przejeżdżające w pobliżu pociągi pospieszne. Maszty wyginają się od naporu rozpędzonego powietrza. Następnego ranka i tak zwiniemy obóz i pójdziemy wysuszyć się do schroniska. Tymczasem jednak idzie gra w Złodzieja, jedna partyjka za drugą. Kradniemy sobie nawzajem nazbierane w pocie czoła kolekcje królów, dam albo asów. Gorące emocje pozwalają przetrwać trudy niepogody. Na tyle, że chce się je powtarzać i przywoływać wciąż i wciąż na nowo. To przy tej właśnie grze, wiele lat później, ukuję wraz z dziećmi powiedzonko, że „jestem złą matką, ale za to dobrym złodziejem".

Ta sama sytuacja zresztą przypomni mi się, gdy z własnymi dziećmi będziemy spędzali długie deszczowe dni w schronisku na Starych Wierchach. Bez gier, niestety. Za to z zeszytem i długopisem, które pozwolą nam odtworzyć różne rozrywki zostawione w domu (zamiast rzucać kostką, można przecież losować papierki z numerkami). Zapiszemy więc na drobnych karteczkach, że to jest królik, a to owca i będziemy w ten sposób grać w Superfarmera. Nauczymy dzieci standardowej gry w państwa i miasta, w kółko i krzyżyk i w jeszcze parę innych, których już nie pamiętam. Dzięki nim przetrwamy w całkiem niezłej kondycji psychicznej.

O graniu można by długo. O tym, że jest coś wyjątkowego w takim wspólnym pochylaniu się nad stołem. Że zawsze przy tym stole jest ktoś mały, komu trzeba pomagać w liczeniu i układaniu. Że można przy okazji rozmawiać na niecodzienne tematy albo zwyczajnie nie rozmawiać i też nie odczuwa się specjalnego napięcia. Że czas mija spokojnie (choć nieraz w dużych emocjach), a te pozornie zmarnowane chwile i tak potem wracają w postaci wspomnień.

Gry ratowały nas w czerwcowym upale, gdy wszystkie dzieci po kolei przechodziły ospę, gdy siedzieliśmy miesiącami w domu z powodu pandemii, a także w zwykłych sytuacjach: gdy wisiała nad nami groźba, że zaraz ktoś kogoś zamorduje (choćby słownie). Ostatnio odkryliśmy też, jak dobrze jest, jadąc w gości przywieźć ze sobą małą grę, dzięki której lody natychmiast pękają i dzieciaki biegają za nami z głośną prośbą, żebyśmy pograli w Fasolki. Jak dobrze jest podarować komuś w prezencie wspólne chwile, silne emocje i długi wieczór z chrupiącymi orzeszkami pod ręką.

Jeśli miałabym wymienić jakąś wadę dobrej gry, to tylko jedną: niestety nie do każdej da się znaleźć chętne towarzystwo, a w Scrabble naprawdę nie można grać w pojedynkę (próbowałam!). W naszym domu jest ona jak niedoceniony geniusz, któremu nikt pomnika nie chce wystawić...

Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com

banner 750

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.