Leżymy sobie w łóżku, ja z maluchami. Jest ranek, nie musimy się śpieszyć do szkoły, bo w ogóle ostatnio donikąd się nie śpieszymy. Nie licząc oczywiście wyścigu, by na czas odebrać wszystkie maile z zadaniami, oddzielić co do druku, co do przeczytania, rozdzielić robotę miedzy wszystkich uczniów (i przedszkolaka, oczywiście też), sprawdzić, wkleić, odesłać, doradzić, obejrzeć i zaakceptować. Ale to wszystko później. Na razie leżymy sobie spokojnie, jest ranek i jest czas na bajki.

- O czym dzisiaj czytamy? - pytam, zerkając na pokaźny stosik przytargany z półki przez Pannę H.
- O trzech świnkach - odpowiada ze swym zwykłym łobuzerskim uśmiechem. - Pokaż mi najpierw obrazki.
Posłusznie otwieram pierwszą okładkę i wskazując palcem wymieniam: świnka pracowita, świnka leniwa, świnka trochę leniwa, ptaszek, kaczka, mucha, drugi ptaszek.
- A gdzie wilk? - pyta przytomnie Chłopczyk J.
- Z tyłu, na osobnym obrazku - odpowiadam.
- TUTAJ! - wykrzykuje jednocześnie Panna H., wskazując palcem na siebie. Wyraz zadowolenia w jej niewinnych oczkach mówi wiele o naturze tej małej osóbki.

Czytamy więc.

- Wyłaź - powtórzyła Panna H. - bo wystarczy, że dmuchnę, i cały ten twój domek się rozpadnie!
- No to spróbuj - powiedziała drżącym głosem świnka.
- No to spróbuję - odpowiedziała ze spokojem Panna H.
Po czym spróbowała. Domek się rozpadł…

Panna H. zawzięcie dmucha w książeczkę, a biedna świnka musi uciekać, by schronić się w domku swej mniej leniwej siostrzyczki. W miarę czytania naszą małą córeczkę ogarnia coraz większy zapał do dmuchania i do gonienia świnek. Oraz do pożerania ich. Niestety, jak wiemy, koniec tej historii jest dla wilka dość bolesny, próbuję więc ochronić dziecko przed przykrymi konsekwencjami jej wyborów. Czytam ostrożnie, wymyślając, jak by tu uratować ten czarny charakter.

- Będzie próbowała wejść przez komin - powiedziała świnka wcale nie leniwa, spoglądając przez dziurkę od klucza. - Zagotujcie wodę.
Miała rację. Panna H. wymyśliła, że wejdzie do domku przez komin. Wspięła się na dach, wciągnęła brzuch, weszła do komina i zaczęła się opuszczać. Ale bez nerwów proszę - na dole czekała ją…

- …miła niespodzianka, bo świnki zaprosiły ją na herbatkę, po której żyły wszystkie w zgodzie długo i szczęśliwie - kończę z ulgą, badając ukradkiem reakcję Panny H.
- Nieeee - jęczy niezadowolona. - Ja jestem prawdziwym wilkiem, ja mam się poparzyć!
- No dobrze - mruczę pokonana. - Niech ci będzie.

- Łaaaaał!... - wrzasnęła, wyskakując z garnka.
A zrobiła to tak energicznie, ze wyleciała przez komin, jakby ją wystrzelono z armaty.
- Chyba już Panny H. nie zobaczymy - powiedziała świnka leniwa.

Świnki się cieszą, a mnie robi się żal córeczki. Kiedy jednak widzę wyraz dzikiej satysfakcji w jej oczach, zaczynam się niepokoić nie na żarty. Bo może to nie tylko wpływ dziecięcych zabaw ze starszymi braćmi? Może ona naprawdę ma w sobie coś z czarnego wilka?

Dalej jest nie lepiej. Następna książeczka bowiem opowiada o odwiecznym i nigdy nie słabnącym konflikcie miedzy braćmi: wawelskim Chłopczyku J. i o Królu S.

Na górze w zamku, mieszkał Król S., a na dole, pod zamkiem, mieszkał Chłopczyk J.
- Pójdziesz sobie?! - próbował go czasami przepłoszyć król S., wychylając się z okna swojej komnaty.
- A kysz, chłopczysko przebrzydłe!
Ale Chłopczyk J. niewiele sobie z tego robił.
(…)
Pił i pił, i pił, i pił, i pił - a wszyscy krakowianie stali na murach otaczających miasto i patrzyli, co też się zaraz wydarzy.
- Pękłbym, gdybym tyle wypił - powiedział król S.
Ledwo przebrzmiały jego słowa, rozległo się wielkie bum!
- Pękł! Pękł! - wrzasnęli uradowani krakowianie.

- Aż tu nagle Chłopczyk J. zregenerował się, machnął ogonem i zburzył mury miasta. Wpadł do Krakowa, pożarł wszystkich mieszkańców (z królem S. na czele), a potem do końca życia żywił się ich zapasami mięsa - słyszę z drugiej strony, tej, gdzie synek spokojnie przytula się do mamusi.

Patrzę uważnie na moje niewinne słodkie stworzonka leżące ze mną pod jedną kołdrą i zaczynam odczuwać lekki niepokój. Skoro po tygodniu siedzenia w domu z małych dzieci wychodzą takie potwory, to naprawdę strach opuścić własną sypialnię. Bo czasem trzeba przecież przygotować śniadanie, nastawić pranie, posprzątać. Rozdzielić dzienną porcję zadań szkolnych do wykonania. A tu w każdym kącie ktoś siedzi i nie wiadomo, co sobie myśli. Proszę też się nie dziwić, że z coraz większą ostrożnością wchodzę do pokoju nastolatek. Zwłaszcza, gdy jeszcze przed przekroczeniem progu, słyszę z kąta złowieszcze pytanie:
- Hm?

Wszak nigdy nie wiadomo, co mnie czeka dalej…

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.