Wielki Wybuch i co dalej, czyli o konflikcie pokoleń
Na polskieforumrodzicow.pl znajdziesz wsparcie i porady od innych rodziców z Polski i z zagranicy. Dyskutujemy na tematy związane z wychowaniem dzieci, ciążą, porodem i wieloma innymi kwestiami rodzinnymi.
Kiedyś, za dawnych dobrych czasów, istniał polski poczciwy „konflikt pokoleń". Zakładał on, że jacyś ludzie żyją obok siebie w pewnej niezgodzie i napięciu emocjonalnym, ale jednak niedaleko. Potem nastały czasy wszechobecnego języka angielskiego i pojawiło się określenie generation gap. Mówiąc jaśniej, taka wyrwa między pokoleniami, może nawet przepaść. Najwyraźniej coś pod powierzchnią ziemi zagotowało się i ta pękła, akurat tam, gdzie znajdowała się rodzina. Odtąd jej członkowie musieli do siebie krzyczeć z daleka, a świat po drugiej stronie widzieli jak przez mgłę.
Potem jednak nastąpił wielki wybuch. Nie wiem, czy był to wybuch pandemii, czy jednak czegoś innego. Tak czy inaczej, rozsadził nam Ziemię i oto nagle każdy znalazł się na osobnej planecie, oddalającej się z coraz większą prędkością od wszystkich pozostałych. Nieodwracalnie. I oczywiście okazało się, że najdalej i najszybciej znikają nam nastolatki…
Planeta rodziców
Poproszone wprost, wynurzają się czasem zza swoich drzwi, choć wolałyby tylko przysłać krótką wiadomość o dobitnej treści oznaczającej, że planeta rodziców to naprawdę mało atrakcyjne miejsce.
- Bo ty jesteś takim typowym boomerem – oświadcza jedna z nich, raczej od niechcenia.
- Kim? – dopytuję zaskoczona.
- Boomerem. To, że nie rozumiesz tego słowa to najlepszy dowód, że nim jesteś.
Acha. Niewiele się dowiedziałam, poza tym, że pewnie już nie ma dla mnie nadziei. Próbuję jednak, drążę i szukam, często na własną zgubę. Najgorzej jest, gdy wychwycę jakiś dowcip, egzotyczny w swym założeniu, bo roi się w nim od dziwacznych określeń, często rodem z angielskiego, ale użytych w zupełnie nowym, polskim kontekście. Ze zdziwieniem zauważam, jak słówka, które ja musiałam na studiach wykuwać jako strasznie i obco brzmiące, teraz są używane z lekkością i wprawą, choć bez zastanowienia nad źródłem ich znaczenia.
- Czy wiesz, jakie warzywo kłuje swoich kumpli? – pada, jak zwykle, bez ostrzeżenia.
- ?
- Bro-kuł.
Tak, Drogi Czytelniku, nie zrozumiałam. OK, boomer.
Wszechświat w telefonie
Czasem jednak nastolatki mają wyjątkowo bojowy nastrój, taki który potrzebuje udowadniać, wykazywać i zmieniać cały świat. Albo przynajmniej sposób myślenia na planecie zamieszkiwanej przez matki. W takich sytuacjach odchodzę od obiadu zupełnie skołowana, a współczująca koleżanka kiwa głową na mój widok, z wyrazem twarzy, który mówi: „znów cię dzieci dopadły?".
- Ty chyba nie zdajesz sobie spawy, że nikt w naszym wieku nie używa telefonu do dzwonienia ani pisania sms-ów.
- Nie? To jak rozmawiacie z kolegami?
- Nie rozmawiamy.
- Ale tak zupełnie?
- Czasami trochę, jak się spotkamy w kilka osób na czacie, ale rzadko.
- To jak się porozumiewacie?
- Na Messengerze.
- No to, dlaczego wszyscy koniecznie potrzebujecie telefonów i nie możecie bez nich żyć? – zadaję najbardziej naiwne pytanie w swej osiemnastoletniej karierze rodzicielskiej.
- Jakby ci to jasno wytłumaczyć... – wzdycha latorośl. – Bo za bilet w autobusie nie da się zapłacić laptopem. Bo Internet w komputerze czasem wysiada w środku lekcji. Bo mając lekcję otwartą na telefonie można nawet pójść się wykąpać... Bo jeśli położysz telefon na lodówce, to możesz w słuchawkach bezprzewodowych słuchać muzyki ze Spotify podczas zmywania naczyń. Bo jest to najłatwiej dostępny kalkulator, budzik, aparat fotograficzny, notatnik i przypominacz o wszystkim.
Znudzone machanie z daleka
Niestety, czasem próbuję się bronić. Wykazać, że wciąż żyjemy w tym samym świecie, skoro wszyscy używamy Internetu, a nawet Facebooka. Spotykam się wtedy raczej z politowaniem:
- I co tam wyskoczyło ci na tym twoim Facebooku? Szesnaście sposobów na ozdobienie kruchych ciasteczek? Porywające. Czy wiesz, że Facebook to takie stare narzędzie, z którego korzystają już tylko ludzie z waszego pokolenia?
- To, dlaczego macie tam konta?
- Bo to jest jedyne medium społecznościowe, gdzie do znajomych można zaprosić rodziców…
To jest właśnie ten moment, gdy uświadamiam sobie, że oto moje maleńkie urocze dzieci machają do mnie z odległej planety. Raczej znudzone.
Poprzez kosmiczną przestrzeń
Jednak czasem rozmawiamy. Dobrze, że jeszcze mamy stół i że wszyscy, zupełnie jak przez długie tysiąclecia istnienia ludzkości, wszyscy potrzebujemy jeść. Mamy okazję odłożyć te swoje telefony i laptopy, przedrzeć się przez dzielącą nas przestrzeń kosmiczną i opowiedzieć sobie parę spraw. Jedni wychodzą z tej rozmowy oszołomieni, że znów są rzeczy, o których nie mieli pojęcia. Inni zdruzgotani, że tak proste sprawy trzeba starszym tłumaczyć. Najważniejsze, że możemy czegoś się dowiedzieć. I że potem mamy jeszcze siłę blado się uśmiechnąć nad całym tym zamieszaniem. Tyle nam zostało z dawno zapomnianej wspólnej planety o niemodnej już nazwie: „Ziemia". Może jeszcze czasem chęć delikatnego podrażnienia się z rodzicem, co w sumie można uznać za przejaw przykurzonej kosmicznym pyłem sympatii:
- Kiedyś to były czasy, a dziś już nie ma czasów – słyszę na koniec takiej rozmowy ulubione podsumowanie nastolatek.
No cóż, zgadzam się. Taka prawda.
Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.