Wielodzietna? A nie wygląda pani…
dr Paulina Michalska Słyszałam to zdanie tyle razy w życiu, że teraz, gdy ktoś je wypowiada pod moim adresem, nie jestem zdziwiona. Na początku reagowałam trochę agresywnie, denerwowało mnie, gdy…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
dr Paulina Michalska
Słyszałam to zdanie tyle razy w życiu, że teraz, gdy ktoś je wypowiada pod moim adresem, nie jestem zdziwiona. Na początku reagowałam trochę agresywnie, denerwowało mnie, gdy ktoś poznając prawdę o mnie, podsumowywał ją właśnie słowami: „A nie wygląda pani". Teraz uśmiecham się, dziękuję za opinię (choć w duchu myślę, że jest ona krzywdząca dla innych) i odchodzę. Czasem wdaję się w krótką dyskusję, próbując pokazać, w czym jest problem.
Krzywdzący stereotyp
O co chodzi? O stereotypizację matki wielodzietnej. Przez lata budowano wokół rodzin wielodzietnych pewne stereotypy. Sami dobrze wiemy, jakie. Nie kojarzono ich z niczym dobrym. I stąd wiele osób, gdy odkrywa, że kobieta, która właśnie przed nimi stoi to matka wielodzietna, reaguje właśnie słowami: „A nie wygląda pani!". Bo w oczach tych osób powinna być zaniedbana, sfrustrowana, wykończona psychicznie i wiecznie niewyspana. A oto widzą kobietę uśmiechniętą, elegancko ubraną, z makijażem, zadowoloną i wyspaną i coś im w tym wizerunku nie pasuje.
Znam takich mam co najmniej kilkanaście, choć gdybym tak dłużej posiedziała i przypomniała sobie wszystkie, które kiedykolwiek spotkałam czy poznałam, pewnie naliczyłabym ich kilkadziesiąt. I zapewne wiele z nas zna ich z roku na rok coraz więcej. Wiele z nas jest takimi matkami, które łamią przez lata zbudowane stereotypy. Mamy po pięcioro, sześcioro czy więcej dzieci, jesteśmy pewnymi siebie kobietami, często albo pracujemy zawodowo albo mamy jakąś pasję (poza rodziną oczywiście), która sprawia, że rosną nam skrzydła. Udzielamy się w szkołach i przedszkolach naszych dzieci, chodzimy w butach na wysokim obcasie (no może nie codziennie ale na wielkie wyjście lub z mężem na randkę to jak najbardziej), mamy makijaż (potrafimy go zrobić w pięć minut, jeszcze z dzieckiem na ręku) i nie chodzimy z wiecznie spuszczoną głową, przepraszając, że przeszkadzamy.
Jak one to robią?
Oczywiście ani makijaż, ani buty na obcasie nie są synonimem szczęśliwej i zadbanej matki, ale są pewnym myślowym skrótem. Znam matki wielodzietne, które nie robią sobie makijażu, nie chodzą w wysokich obcasach a i tak są tak bardzo kobiece i intrygujące, że wielu zastanawia się, jak one to robią, że są takie niesamowite. Przecież żadna z nas (jestem o tym przekonana) nie wstaje rano i nie zastanawia się jak by tu pokazać światu, że warto mieć dużą rodzinę i nie tracić tego wszystkiego o czym myślą inni, że tracimy. Oto świat spotyka na swojej drodze nas i jest w ciężkim szoku, że życie towarzyskie nie kończy się po urodzeniu drugiego dziecka, że po drugim porodzie nie zanika w kobiecie zdolność do zrobienia makijażu i dobrania sobie super sukienki w rozmiarze może nieco większym niż wcześniej, że randkowanie skończyło się w czasach narzeczeństwa… My to robimy niejako mimochodem. Jesteśmy tymi, które idą pod prąd wszystkim stereotypom od lat zbudowanych wokół nas. Nie przesadzę, jeśli powiem, że takie mamy wyznaczają nowe trendy w macierzyństwie, są żywym przykładem dla tych wahających się mam jedynaków, że jednak można dać sobie radę ze wszystkim i jednocześnie pamiętać o czasie tylko dla siebie.
Trudności wzmacniają
Nie zaprzeczam - zdarzają się trudne dni (czasem nawet miesiące – mam koleżankę wielodzietną mamę, której najstarszy syn ma chorobę nowotworową). Jednak te wszystkie dobre, szczęśliwe chwile, a przede wszystkim oparcie w rodzinie daje nam siłę, by przetrwać. Trudne sytuacje są tym, co sprawia, że jesteśmy jeszcze silniejsze i inaczej postrzegamy priorytety. I to właśnie sprawia, że jesteśmy takie, jakie jesteśmy – silne, doświadczone, mądre, empatyczne i dzielne.
Wszystkie wielodzietne mamy świata
Kiedy piszę te słowa – mam przed oczyma wszystkie te mamy – moje koleżanki. Monikę - mamę ośmiorga dzieci (poznaną niedawno), dwie Magdy - dyrektorkę naszego przedszkola, Magdę, która kiedyś wydawała mi się bardzo zdystansowana i niedostępna, a dziś jeździmy razem na wakacje i wychodzimy na babskie pogaduchy bez mężów i Magdę, której jest teraz bardzo ciężko po tragicznej śmierci najmłodszego synka, Elę – mamę mistrzyń sportowych, Teresę - mamę małych szkrabów, która jeszcze ogarnia całą rzeszę narzeczonych, Mariannę, która za chwilę rodzi szóste dzieciątko, Anię – mieszkającą z rodziną w Australii i czekającą na narodziny kolejnego dziecka, Agnieszkę - mamę siedmiu córek, Kasię - mamę pięciu synów, Ewę – mamę, której kiedyś powiedziano, że nigdy nie będzie miała rodzonych dzieci, a dziś ma ich pięcioro, Marysię – mamę, która niedawno po raz pierwszy w życiu została teściową, Małgosię – która jest już babcią, a najmłodsi synowie jeszcze nie skończyli podstawówki, Martę – moją najlepszą sąsiadkę, Cecylię, która oprócz trzech synów ma w domu chorego tatę, Asię – niesamowitą farmaceutkę, Renatę – mamę dzieci w wieku szkolnym i studenckim, Karolinę – mamę piłkarzy – nie tylko wśród synów, moją kuzynkę Zosię – mamę m.in. brązowej medalistki igrzysk olimpijskich z Tokio i wiele, wiele innych.
Rozpoznam je bez trudu
I choć widzę, jak bardzo się od siebie różnią, to jest coś, co sprawia, że wielodzietną mamę rozpoznam na kilometr w tłumie innych ludzi i trafię w dziesiątkę nawet jej nie znając. One mają w sobie to coś, co inna mama wielodzietna wyczuje od razu. Nie potrafię opisać konkretnie, że to jest to (pewność siebie, ciepło, jakie od niej bije), czy tamto (podniesiona głowa, uśmiech i jakaś zaduma w oczach), ale przynależność do takiej grupy sprawia, że potrafimy się rozpoznać bez trudu.
Zatem rozejrzyjcie się wokół i zobaczcie, jak wiele jest takich jak my – normalnych, wielodzietnych mam.
Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.