Czy książki są jeszcze do czegoś potrzebne?
prof. Jakub Isański Tytułowe pytanie wbrew pozorom nie jest retoryczne, może natomiast posłużyć jako okazja do zastanowienia się nad przemianami technologicznymi, jakie zachodzą wokół nas, a dzięki…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Tytułowe pytanie wbrew pozorom nie jest retoryczne, może natomiast posłużyć jako okazja do zastanowienia się nad przemianami technologicznymi, jakie zachodzą wokół nas, a dzięki pandemii jeszcze bardziej przyspieszyły.
W domu, szkole i bibliotece
Zacznijmy jednak od początku, sięgnijmy pamięcią najdalej wstecz jak potrafimy. Zapewne każdy z nas ma ze swojego dzieciństwa wspomnienie ulubionych książek, ich bohaterów i pouczających historii. Być może pamiętamy też, jak książki czytali nam wieczorami rodzice lub dziadkowie. Początki edukacji to także wizyty w szkolnej bibliotece, poznawanie lektur czy też nauka o najważniejszych książkach w historii naszej kultury. Może pamiętamy też wielokrotnie powtarzane słowa nauczycieli, że w książkach nie wolno pisać długopisem, a bryk to nie jest prawdziwa książka!
Być może mamy niektóre z naszych ulubionych książek na półce w swoim pokoju, może nawet przechowujemy jakieś starsze egzemplarze z dedykacjami, podkreśleniami ważnych fragmentów na marginesie (oczywiście podkreśleniami wykonanymi ołówkiem :-). W każdym z tych wspomnień książki są niezmiernie ważnym nośnikiem wielu treści i znaczeń, które trudno przekazać w inny sposób. Nadal wizyta w jakiejkolwiek filii biblioteki może być okazją do spotkania z historycznymi manuskryptami, okazją do wertowania starych kartek i podziwiania kunsztu niegdysiejszych introligatorów. Każda książka opowiada też historię jej kolejnych właścicieli, miejsc, gdzie była przechowywana, a więc jakiś fragment historii naszych rodzin.
Coraz bardziej „w chmurze" niż na papierze
A jednak wydaje się, że w tych latach książki bezpowrotnie odchodzą niepamięć, tracąc swoją wielowiekową pozycję i znaczenie. Co gorsza, wydaje się, że drukowanie i kupowanie książek ma współcześnie coraz mniejszy sens w sytuacji, gdy coraz lepiej zastępują je różne nośniki elektroniczne, pliki tekstowe, zdjęcia zapisywane w wysokiej rozdzielczości czy zdigitalizowane i udostępniane w Internecie egzemplarze dowolnych książek jakie kiedykolwiek ukazały się drukiem.
Ilość książek mieszczących się w pamięci naszego komputera przekracza możliwości naszej wyobraźni, dodatkowo pojawia się wiele nowych form prezentowania treści niegdyś wyrażanych tylko słowem - dzięki fotografiom, krótszym i dłuższym nagraniom, dzięki animowanym elementom prezentacji i stron internetowych.

Nowy, wspaniały świat
A zatem czy mając takie możliwości, jakie dają nam elektroniczne nośniki i internetowe technologie, warto jeszcze wydawać pieniądze na książki (nie wspominając o kolejnych półkach i gablotach, gdzie można je przechowywać)?
Mimo tego, że nie wyobrażam sobie zrezygnowania z ulubionych książek, jestem zwolennikiem wykorzystywania nowych nośników. Może to być znakomita okazja do nauczenia się i ćwiczenia korzystania z osiągnięć nowych technologii. Choćby kupienie ulubionych bajek z umieszczonymi na stronach kodami QR daje okazję do odwiedzenia stron internetowych, obejrzenia krótkich nagrań z odległych stron świata, albo też zobaczenia ilustracji.
Różne narzędzia z obszaru wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości otwierają przed nami świat dotąd niedostępny. Nie ma chyba wątpliwości, że nasza wyobraźnia zyskała dzięki temu ogromne wsparcie, a nasza wiedza może być o wiele większa niż jeszcze w poprzednim pokoleniu.
Bilans zysków i strat
Można więc w tym miejscu zapytać, czy dzisiaj zadania zarezerwowane dla książek przejmują nasze profile na którymś z popularnych portali streamingowych? Co tracimy, a co zyskujemy w ten sposób? I pytanie tytułowe: czy wobec tego wszystkiego kupowanie i przechowywanie książek jest jeszcze do czegoś potrzebne? Czy książki podzielą, wobec tego los naszych zdjęć drukowanych kiedyś na papierze fotograficznym?
Książki nie poddają się jednak łatwo. Na rynku nadal można spotkać wiele nowych, bardzo ciekawe wydanych pozycji. Na rodziców z dziećmi czekają więc wspaniałe książki w dużym formacie, na których najlepsi ilustratorzy, choćby znani na całym świecie państwo Mizielińscy, obrazem i słowem (ale bardziej obrazem) zaciekawiają, pokazując kolory, proporcje, kształty i charakterystyczne detale.
W księgarniach można kupić pięknie wydane albumy z ruchomymi papierowymi elementami dla dzieci, arcyciekawe wydania książek z infografikami, kolorowymi mapami, fotografiami wykonanymi z lotu ptaka. Zaglądajmy do nich czasami, odwiedzajmy małe rodzinne księgarnie i spędzajmy w nich czas.
Z drugiej strony jednak, nie zapominajmy, że nasze dzieci będą w przyszłości konkurować na międzynarodowym rynku pracy ze swoimi rówieśnikami z innych krajów. W systemach edukacyjnych większości krajów zachodnich już od lat dominują nośniki elektroniczne i umiejętność sprawnego korzystania z nich. Nie zostawajmy zatem w tyle.
Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.